czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 5.

Diorolle, Estrille, 385 rok drugiej ery, Lostar.

Zbliżało się późne popołudnie, co Ariene uświadomiły gongi z dwóch znajdujących się w mieście świątyń wzywające na kolejne modły. Z jękiem otworzyła oczy i niechętnie spojrzała w stronę zaciągniętych grubych zasłon, które nie przepuszczały za dużo dziennego światła. Przez chwilę liczyła ilość uderzeń – dotarła do sześciu, czyli… trzecia po południu.
— Na świetlistą dupę Silthe, za co — stęknęła, zakrywając twarz poduszką, żeby jeszcze na moment zapomnieć o rzeczywistości.
Głowa pulsowała tępym bólem, a ciało wydawało się dziwnie odrętwiałe – jak zawsze po całonocnych eskapadach. W takich sytuacjach nienawidziła swojej pracy i tego, że najczęściej musiała być wykonywana nocą, kiedy ciemność zakrywała wiele niegodnych występków, zacierając wszelkie ślady.
Wreszcie przez zalewające umysł narzekanie oraz ogólne zniechęcenie do życia przebiła się konkretna myśl – rano otrzymała ważny list. Bardzo ważny, pamiętała, że widok pieczęci ją zdumiał, jednak zmęczenie przeważyło i zanim przeczytała wiadomość, legła na łóżko. Teraz zmusiła obolałe ramiona do współpracy i z trudem odrzuciła szorstki koc, siadając na twardym materacu.
Przeczesała palcami poplątane czarne włosy, trochę je układając, jednocześnie rozejrzała się mało przytomnym wzrokiem. Szybko doszła do wniosku, że panujący w pokoju półmrok wcale nie ułatwiał odnalezienia listu, dlatego z największym wysiłkiem podniosła się z miejsca i powlokła, noga za nogą, do okna. Ociężałym szarpnięciem odsłoniła widok na energiczne miasto, natychmiast krzywiąc się z takim bólem, jakby jasność wypaliła jej oczy.
Pogoda faktycznie była bardziej słoneczna, niż Ariene z początku zakładała. Uchyliła okno, wpuszczając do środka powiew ciepłego powietrza. Uśmiechnęła się lekko, odetchnąwszy pełną piersią, i kilka chwil poświęciła przypatrywaniu się okolicy, kręcącym się po ulicach dorosłym, biegającym dzieciom, przemykającym w cieniu bezdomnym kotom. Miasteczko, chociaż zaniedbane i niewielkie, kryło w sobie wiele radości, co niezmiennie, od kiedy do Diorolle przyjechała, ją zaskakiwało. Przywykła do miejsc ponurych oraz odartych ze wszelkiej nadziei – w końcu wychowywała się w Bryluen, stolicy całego światka przestępczego Lostaru.
— Cholera, list — mruknęła, przypominając sobie o powodzie ruszenia swojego obolałego ciała z ciepłego łóżka.
Rozejrzała się po pokoju, teraz dostrzegając leżący na szafce przy drzwiach jasny pergamin. Szybko podeszła do koperty i pochwyciła ją, od razu przysuwając do twarzy, by przyjrzeć się pieczęci. Uniosła brew, doszedłszy do wniosku, że rano nie pomyliła się pomimo zmęczenia – niewątpliwie patrzyła na herb królewskiego rodu.
— Oho — rzuciła, zaciskając usta.
Przemaszerowała do stojącego pod ścianą krzesła i zajęła na nim miejsce, odruchowo zakładając nogę na nogę. Odetchnęła głęboko, po czym przełamała pieczęć i zajrzeć do środka. Wyciągając pergamin, nie mogła pozbyć się wrażenia, że lada moment odczyta wyrok. Wiedziała, że liczba przestępstw na jej sumieniu była imponująca, ale zwykle nie zajmowała się sporymi przedsięwzięciami – zatem czy to aby na pewno możliwe, by wieść dotarła do króla?
Nieznacznie drżącymi rękoma rozłożyła list i przebiegła wzrokiem pierwsze linijki, spodziewając się wszystkiego… oprócz tego, co ujrzała. W szoku niemalże upuściła pergamin, jednak szybko się opamiętała i mocniej zacisnęła na nim palce.
— Szanowna panno… von Tenshi? — powtórzyła szeptem, szeroko otwierając oczy.
Spróbowała przypomnieć sobie, kiedy ostatnim razem użyła swojego pełnego nazwiska. Dziesięć lat temu? Całą szlachecką przeszłość pozostawiła za sobą, gdy wylądowała na ulicy, a teraz niespodziewanie ktoś na powrót ją tytułował? Zmarszczyła czoło i zagłębiła się w treść listu.
Im dłużej czytała, tym większe robiła oczy, aż wreszcie, zakończywszy lekturę, spojrzała z niedowierzaniem na znajdującą się naprzeciwko ścianę. Umysł nieznośnie długo odmawiał przyswojenia poznanych właśnie faktów, jakby uznał je za majaki senne albo coś równie nierealnego.
Myśl, że sam władca – co prawda za czyimś pośrednictwem, chyba nadwornego maga, o ile się orientowała w aktualnej polityce – zlecił jej zadanie, wydawała się abstrakcyjna. Po kilku pierwszych analizach sytuacji doszła do wniosku, że to nie król załatwiał sobie najemników, tylko właśnie podpisany Oren de Fylan; inaczej niemożliwym było, by zgodził się zatrudnić przestępcę.
Tak czy siak, robota brzmiała ciekawie. Niebezpiecznie, ale to znowuż oznaczało dobrą zapłatę, a o to chodziło w jej fachu, prawda? Trupy trupami, zepsucie moralne zepsuciem, byle forsą wynagrodzono.
— Toś awansowała, panno von Tenshi — zakpiła pod nosem.
Raz jeszcze rzuciła okiem na list, by sprawdzić, kiedy powinni wyruszać rzekomą grupą oraz gdzie mieli się spotkać. Zmarszczyła czoło, dłuższą chwilę nie mogąc przypomnieć sobie aktualnej daty.
— Jutro? — zdziwiła się, odruchowo przesuwając spojrzeniem po pogrążonym w drobnym nieporządku pokoju, by nie powiedzieć: chaosie.
Nigdy nie była przesadnie pedantyczna, a ponieważ nikt za młodu nie wyplenił z niej bałaganiarskiego genu, życiowy nieład został z nią aż do dorosłości. Teraz również potrzebne na co dzień rzeczy miała rozrzucone po najdziwniejszych oraz najodleglejszych zakątkach pomieszczenia. Prawdę mówiąc, wizja spakowania się napawała ją lękiem.
Uznała, że tym będzie się martwiła później. Wzięła list i energicznie pozbierała ubrania, które uznała za potrzebne. Niedbale ściągając wczorajsze oraz rzucając je gdzie popadło, zlokalizowała spojrzeniem broń bezpiecznie ułożoną pod poduszką. Obciągając przylegającą bluzkę – wygodną w fachu, ale podkreślającą wydatny biust – sięgnęła po dwa sztylety o zakrzywionych ostrzach i wsunęła je do osłonek przytwierdzonych do pasa, na wysokości ud. Związała kilkoma sprawnymi ruchami długie czarne włosy w wysoką kitkę i skierowała się do drzwi, doszedłszy do wniosku, że było na tyle ciepło, iż okrycie wierzchnie tylko by przeszkadzało.
Z głośnym tupotem na drewnianych schodach zbiegła na parter karczmy i, nie zwróciwszy uwagi na zebranych w środku ludzi, skierowała się do wyjścia. Wychodząc na zalane słońcem ulice, naszła ją myśl, że całe to zamieszanie mogło być podpuchą. Musiała się jednak upewnić osobiście.

— Najmocniej pana przepraszam…!
Mężczyzna minął go, nawet się na niego nie obejrzawszy. Ponieważ Errian ruszył za nim żwawym krokiem, po kilku uderzeniach serca wpadł pod nogi przechodnia zmierzającego w przeciwną stronę. Pomimo prób uskoczenia i tak go potrącił, za co usłyszał brzmiące niezbyt przyjaźnie warknięcie. Errian otrzepał rękawy płaszcza z kurzu.
— Serdecznie dziękuję — mruknął do siebie z nutą goryczy.
Niezrażony niepowodzeniem podjął kolejną próbę, wypatrzywszy wśród obcych twarzy starszą, zdawałoby się łagodnie usposobioną kobietę. Młodzieniec od razu przywołał na usta przyjazny uśmiech i skierował się do nieznajomej.
— Czy mogłaby…? — zaczął miłym głosem.
— Paszedł — burknęła, charknęła i splunęła Errianowi pod nogi, zanim odeszła, podpierając się drewnianym kijem.
Młody mag wypuścił powietrze nosem, trochę pochmurniejąc.
— Rozumiem — skwitował niezadowolony, usunął się z drogi, ledwie kolejna osoba niemalże go podeptała, i stanął pod ścianą jednej z wysokich kamienic.
Ze zrezygnowaniem rozłożył ściskaną w garści mapę, by raz jeszcze przyjrzeć się naniesionym na pergamin kształtom. Starał się ignorować ogarniającą go bezradność, gdy usiłował rozróżnić strony świata oraz zorientować się, w którym miejscu Diorolle się znajdował. A następnie – dokąd pójść, by dotrzeć na miejsce spotkania.
Prezentowało się to dość żałośnie. Szlachcic średniej warstwy, absolwent samej Akademii Magii, obdarzony, jak mówili, wieloma talentami, ze specjalnym wyróżnieniem przy ukończeniu nauki, najmłodszy student w placówce, zaskakująco lotny umysł, ale żeby zapanować nad mapą? Nie było mowy. Inna sprawa, że do tej pory Errianowi ta umiejętność nie okazała się do niczego potrzebna – w dzieciństwie mieszkał pod jednym z miast Estrille, potem spędzał większość czasu w Akademii. Nie odwiedzał zbyt często Elathy, chociaż placówka wznosiła się tuż na obrzeżach stolicy.
Teraz miał za swoje.
— Jeśli się spóźnię, to będzie tragedia — zamruczał pod nosem, przebiegając wzrokiem nakreślone tuszem linie.
Chłonął widok, zapamiętywał go, ale rysunek niczego mu nie mówił. Ledwie uniósł spojrzenie i przyjrzał się ulicom, po których kręcili się przechodnie, czuł bezradność. Nie potrafił przenieść rysunku w rzeczywistość pomimo całej swojej nie najgorszej wyobraźni. Pokręcił nosem, raz jeszcze zerknął na pergamin, ostatecznie jednak zrezygnował. Złożył mapę z powrotem, teraz szukając ratunku. W Diorolle musiała przecież przebywać chociaż jedna przyjazna osoba.
Odepchnął się od ściany ramieniem i ruszył z powrotem przed siebie, bezradnie spoglądając na otaczające go budynki. Zawsze uważał, że każde miasto miało duszę – niektóre tylko skrzętniej ją skrywały. Lubił przypatrywać się budowlom, fasadom, śledzić wzrokiem dzieło ludzkiej ręki i zastanawiać się, co myśleli ludzie, kiedy projektowali takie małe, ale znaczące elementy. W tej dzielnicy co prawda kamienice były skromniejsze, mniej zdobne, jednak dostrzegał pewną finezję choćby w wątku muru czy opracowaniu dolnych partii przyziemia.
Pochłonięty obserwacją oraz podejmowanymi próbami interpretacji architektonicznych rozwiązań, zupełnie nie zauważył, że zrobił się większy tłok – najprawdopodobniej Errian wkroczył po prostu na jedną z głównych ulic. Maszerując przed siebie spokojnym, pewnym krokiem, parę razy potrącił mijających go przechodniów, jednak nawet nie usłyszał ich wściekłych złorzeczeń. Zmieniło się to dopiero w chwili, w której ktoś z całym impetem w niego wpadł, pozbawiając go równowagi.
Młodzieniec stęknął i zatoczył się w tył, nie odnalazł jednak podparcia – idący za nim ludzie rozstąpili się, by ominąć zamieszanie. Na szczęście uderzenie nie było na tyle mocne, by mag upadł, utrzymał się na nogach i popatrzył zawstydzony na uczestnika drobnego wypadku.
— Jasna dupa — usłyszał wściekłe warknięcie.
— Najmocniej przepraszam — mruknął, przypatrując się rozmasowującej bark kobiecie. — Zupełnie pani nie zauważyłem.
Nieznajoma uniosła głowę, by podłapać kontakt wzrokowy. W jednej chwili w Erriana uderzyło zdumienie wymieszane z fascynacją – i chociaż patrzył na niewątpliwie piękną damę, zupełnie nie to go pochłonęło. Poczuł na skórze muśnięcie jej magicznej aury, którą zwykle magowie lub wiedźmy ukrywali, nie chcąc się obnosić ze swoją mocą. Kobieta jednak nie poczyniła żadnych kroków, by zatuszować magię. Trochę powyżej przeciętnej, trochę iskrząca, jednocześnie niepokorna. Errian czuł w niej dużo dzikości, czegoś nieopanowanego, swobodę oraz wolność. Szybko doszedł do wniosku, że miał przed sobą wiedźmę, która nie uczęszczała nigdy do Akademii, bo absolwenci tej placówki nie mieli tak fascynujących, ocierających się o pierwotność aur.
— Nie no, żyję. — Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się, trochę nawet zaczepnie. — Dam sobie radę z tym stratowaniem.
Młodzieniec z trudem otrząsnął się z zadumy; zdobył się na skinienie głową w odpowiedzi i także uniósł kąciki ust. Dopiero teraz poświęcił nieco więcej uwagi samej nieznajomej, jej długim, lśniącym, czarnym włosom, gładkiej, rumianej cerze oraz wyrazistym, niebieskim oczom. Wyglądała na delikatną, subtelną, niczym szlachcianka wydarta prosto z najbogatszych salonów – a zaraz potem dostrzegało się jej niecodzienny, przylegający ubiór, nieco brudny, trochę poszarpany, pozbawiony przepychu.
Właśnie dlatego Errian ostatecznie ufał tylko magii. To ona zdradzała o swoim nosicielu najwięcej, nie uroda czy ubranie.
— Och. — Odchrząknął, zorientowawszy się, że stał przed nieznajomą niczym kołek, przypatrując się jej jak podlotek. — Errian von Souen, bardzo mi miło. — Wyciągnął do kobiety dłoń, uśmiechając się uprzejmie.
— Ariene… — zamruczała, ujmując jego rękę, ale trochę niezręcznie, jakby najpierw chciała ją podać wierzchem do góry, po czym błyskawicznie się rozmyśliła. — …von Souen, mówisz? — dodała, podczas gdy młody mag zajął się maskowaniem rozbawienia wywołanego tą niezręcznością.
— Tak — potwierdził pogodnie. — W dodatku zagubiony oraz bezradny. Istnieje szansa, że znasz to miasto?
Kobieta świdrowała go czujnym spojrzeniem przez jeszcze jedno albo dwa uderzenia serca, zanim uniosła brew. Skrzyżowała przy tym ręce na piersiach, dość demonstracyjnie przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. Errian nadal się uśmiechał, czekając na odpowiedź.
— Von Souen — powtórzyła w zamyśleniu. — No to cudnie. Ekspert od Perrianu, tak? — spytała prosto z mostu.
Młodzieniec zająknął się, zdumiony nie tyle bezpośredniością, co poruszonym tematem. Zmarszczył czoło, zanim zdecydował się odpowiedzieć, i zerknął nerwowo na boki, próbując się upewnić, że nie była to żadna zasadzka.
— Jesteś…? — zaczął ostrożnie, skrępowany rozmawianiem o takich sprawach na środku miejskiej ulicy.
— Zwerbowana — weszła mu w słowo. — Tak się składa, że idę do karczmy, jak-jej-tam. — Wzruszyła ramionami i znowu się uśmiechnęła, ale teraz nieco sympatyczniej. — Czyli się zgubiłeś, tak?
— Niestety — przytaknął powoli, jeszcze nie wiedząc, czy powinien Ariene zaufać. — Skoro zostałaś… — podjął, trochę skrępowany tym, że poddawał prawdomówność kobiety w wątpliwość, jednak miał świadomość, że było to konieczne.
— Tak, tak. — Wywróciła oczami, za to uśmiechnęła się szerzej. — Masz, proszę — dodała, wyciągnąwszy z kieszeni pognieciony list.
Errian postarał się nie zrobić zrozpaczonej miny, kiedy ujrzał tak sponiewierany pergamin. Skinął z wdzięcznością głową, przebiegł wzrokiem treść, po czym odetchnął z ulgą. Udał, że nie zauważył szlacheckiego nazwiska, rozpaczliwie próbując sobie przypomnieć, czy kojarzył ten ród.
— Dziękuję. W takim razie może udamy się na miejsce razem? — zaproponował, oddając Ariene list.
— Nikt ci nie pomógł? — odgadła, skinąwszy głową ku mijającym ich ludziom; gestem zaprosiła go, by ruszył, dlatego podążył za nią.
— Sławna estrillska ogłada — rzucił rozbawiony i zaśmiał się cicho. — Jak to mówią, nigdy nie tańcz z Cyrrolijką, nie pij z Funnajem ani nie rozmawiaj z Estrillijczykami.
— Wszystko jest dla ludzi — odparła, szczerząc zęby. — Ale niektóre przyjemności trzeba sobie dozować.
Errian raz jeszcze się roześmiał, przyznając Ariene rację. Chociaż przysłowie stawiało ich naród w bardzo krzywym zwierciadle, kryło się w nim dużo prawdy. Zwłaszcza jeśli chodziło o partię na temat Estrillijczyków.
Po kilku chwilach marszu w zgodnym, przyjaznym milczeniu młody mag zorientował się, że kobieta dość dyskretnie zerkała w jego stronę, przyglądając mu się – a w szczególności przypatrując się jego włosom. Zacisnął usta, żeby się nie uśmiechnąć, i udał, że niczego nie zauważył, nie chcąc jej peszyć przyłapaniem na gorącym uczynku. Chociaż, jak się szybko zmitygował, nie był pewien, czy Ariene często czuła wstyd.
Przywykł już do tego, że jego włosy przykuwały – często niechcianą – uwagę. Z tego, co wiedział, bardzo rzadko zdarzały się wśród ludzi białe kosmyki, a dokładniej prawie nigdy. Swego czasu, gdy przeszukiwał archiwa za informacjami potrzebnymi do jednej z wielu prac, znalazł kilku magów z takimi samymi włosami jak jego. Wyglądało to jednak na zbieg okoliczności.
Za to musiał przyznać, że dzięki tej niecodziennej fryzurze nie ginął w tłumie. Ze swoją przeciętną posturą oraz wzrostem, mało przykuwającymi uwagę rysami oraz roztaczaną wokół siebie aurą łagodności oraz nieszkodliwości byłby pomijany na każdym kroku przez wszystkich. W ten sposób przynajmniej miał jakiekolwiek szanse się wybić.
— Jeśli dobrze pamiętam, to było narysowane… — zaczął, otrząsnąwszy się z zadumy, ledwie znaleźli się na skrzyżowaniu dróg.
Nerwowo zabrał się do rozkładania pergaminu – i w tym momencie świeżo nabyta mapa została mu brutalnie wyrwana. Zająknął się zdumiony, podczas gdy Ariene bez skrępowania zgniotła ją i rzuciła w postaci kulki za siebie.
— Daj spokój. Na pewno kreślił ją stary oszust. Chodź, w lewo — mruknęła, machnęła ręką i podjęła marsz.
Errian został w tyle, stojąc z rozdziawionymi ustami i chwilę zmagając się z oszołomieniem, które dosłownie wmurowało go w ziemię.
— W bibliotece… — wymamrotał, obejrzał się na pergamin, po czym potrząsnął głową i dogonił towarzyszkę, zanim zniknęła mu wśród przechodniów.
No cóż, i tak nie umiał z tej mapy korzystać.

Karczma „Ostatni Zajazd” była sporym, murowanym budynkiem krytym deskami. Errian mimowolnie zadarł głowę, by przyjrzeć się przybytkowi, zanim wmaszerował do środka śladem Ariene. Nie zamienił z kobietą zbyt wielu słów – nawet nie dlatego, że okazała się małomówna, po prostu gospoda nie znajdowała się wcale tak daleko, a droga nie wydawała się ani trochę trudna. To stawiało młodego maga w gorszym świetle.
Wewnątrz nie przebywało zbyt dużo osób – pora nie sprzyjała piciu ani nawet posilaniu się, ledwie kilka stolików zostało zajętych. Za ladą nie dało się również dostrzec karczmarza, który prawdopodobnie ukrył się na zapleczu. Erriana to odkrycie nie uszczęśliwiło; chciał wypytać o dzisiejszych gości, by rozeznać się, jaka była szansa, że się spóźnił i minął się z pozostałymi. Nie zdążył jednak wyrazić żadnych wątpliwości.
— To oni — zawyrokowała Ariene i wskazała na zebrane przy wciśniętym w kąt stoliku osoby. — Dam sobie rękę uciąć.
Młody mag przyjrzał się nieznajomym, nie wiedząc, czy kobieta aby na pewno miała rację. Grupa w pierwszej chwili skojarzyła mu się z rodziną – wszyscy rudowłosi, podobnie nachyleni nad blatem, pogrążeni w rozmowie, niezwracający uwagi na resztę świata. Z drugiej strony, ledwie przebiegł wzrokiem po innych klientach, musiał przyznać wiedźmie rację. Albo to oni, albo się spóźnił.
— Zapytajmy — zaproponował, uśmiechnął się do towarzyszki i ruszył do stolika, nie czekając na zgodę kobiety.
Ledwie zbliżył się do trojga nieznajomych, padło na niego świdrujące, niemalże palące spojrzenie jedynego w gronie mężczyzny. Errian przystanął na jedno uderzenie serca, jednak nie z powodu strachu, a zdumienia wymieszanego z fascynacją – obcy miał czerwone oczy. Tęczówki wyglądały jak unurzane w świeżej krwi.
Rozmowa natychmiast się urwała i teraz młodemu magowi przyglądały się także dwie kobiety. Dopiero teraz, kiedy uniosły głowy, dało się dostrzec diametralne różnice w rysach. Z pewnością nie natrafili na żadne rodzeństwo.
— Witam — odezwał się Errian, byle tylko przerwać ciążącą ciszę.
Zwykle nie czuł się skrępowany inicjowaniem kontaktu, jednak spojrzenia całej trójki były tak intensywne oraz przeszywające – zwłaszcza naprawdę pięknej kobiety o falowanych, ciemnoczerwonych włosach – że na moment zapomniał, jak się mówiło. Stał, uśmiechając się przyjaźnie jak idiota.
— Szukamy grupy do Perrianu — wtrąciła Ariene, stanąwszy u jego boku, jakby zamierzała go wesprzeć w niemej walce. — To wy czy nie?
— My — zgodziła się jedna z kobiet, nadal wwiercając się spojrzeniem w młodzieńca. — A wy to…?
— Członkowie wyprawy — rzuciła nieco zaczepnie wiedźma, ale uśmiechnęła się, przysuwając sobie bez pytania krzesło.
— Jestem Errian von Souen — pospieszył z odpowiedzią mag, otrząsnąwszy się z odrętwiającej bezradności. — Miło mi was poznać. — Wyciągnął rękę do pierwszej z brzegu, jedynej zabierającej głos kobiety.
— Anabde Sasare — mruknęła, uścisnąwszy jego dłoń. — Rozumiem, że jesteś naszym… badaczem?
Errian zaśmiał się nerwowo, wyciągając ramię do drugiej osoby przy stoliku – teraz, rzuciwszy na nią okiem, zorientował się, że wyglądała na młodszą. Możliwe, że najmłodszą z towarzystwa. Łypała na niego ponuro, jej potargane rude włosy zabawnie sterczały w różne strony, piegowaty nos marszczył się w wyrazie niezadowolenia.
— Aithne Dorrien — warknęła i skrzyżowała ręce na piersi. — Nie dotykaj mnie.
Młodzieniec uśmiechnął się zakłopotany, cofnął dłoń, ale zanim zwrócił się do ostatniego towarzysza, ten przyciągnął krzesło, prawie maga podcinając.
— Siadaj. Larkin Conleth — rzucił, nadal przypatrując się Errianowi przeszywającym wzrokiem.
— Jestem Ariene. — Kobieta nachyliła się nad stołem, posławszy młodemu magowi pokrzepiający uśmiech. — I tak, to jest badacz z listu. Mamy komplet? — zwróciła się z powrotem do zdezorientowanego Erriana.
— Prawdę mówiąc, nie wiem — wykrztusił, przysuwając krzesło bliżej stołu. — Kazano mi spodziewać się co najmniej pięciu osób.
Wiedźma wskazała każdego palcem, poruszając bezgłośnie ustami, zanim znów popatrzyła na zakłopotanego maga.
— Cóż, jest pięć.
— Nie dostałeś listy nazwisk? — zainteresował się Larkin.
Jego niski, wibrujący głos zabrzmiał niczym pomruk szykującego się do ataku drapieżnika.
Errian przeniósł spojrzenie na mężczyznę, podchwytując kontakt wzrokowy. Zanim w ogóle ułożył w głowie odpowiedź na jego pytanie, uświadomił sobie coś ważnego, ale – jak teraz zaczęło mu się wydawać – całkowicie oczywistego.
Larkin musiał być Przeklętym. Ludzie nie miewali tak niezwykłych oczu, jednak, co ważniejsze, w powietrzu wisiała magia. Wisiała w taki sposób, że Errian niemalże nie zwrócił na nią uwagi, bo wydała się tak naturalna oraz na miejscu, zupełnie jakby mógł w środku lasu zaciągnąć się orzeźwiającym zapachem sosnowego igliwia.
— Nie dostałem — potwierdził powoli, jeszcze smakując zjawisko oraz zastanawiając się, czy powinien się bać.
W Akademii zawsze powtarzano, że Przeklęci byli największymi wrogami ludzi, ale jednocześnie próbowano o nich uczyć. Żeby poznać przeciwnika? Errian szczerze wątpił. Podejrzewał, że bardziej wybitni magowie w dużej mierze podzielali jego fascynację wszystkim, co związane z tą pierwotną materią. A Przeklętych dałoby się nazwać dziećmi magii – czegoś, z czym Errian właściwie się przyjaźnił.
Powinien się bać. To nie ulegało wątpliwościom.
— Cóż za organizacja — skwitowała z kpiną Anabde, odchylając się na krześle.
— Podobno mieli mało czasu — mruknął i oderwał spojrzenie od Larkina, zwracając je na kobietę. — Dziś do południa trwało typowanie kandydatów.
— Czyli mogłam się wyspać — burknęła Aithne, złożyła brodę na blacie i wydęła usta niczym obrażone dziecko; unikała jednak patrzenia na zebranych przy stoliku.
— Spałaś do południa — wypomniała jej półgłosem Anabde.
— To cud, że nie do wieczora — dodał zgryźliwie Larkin, na co dziewczyna wyszarpnęła rękę spod siebie i uderzyła mężczyznę w ramię.
Ariene wywróciła oczami. Errian w duchu musiał się z nią zgodzić – jeśli zaraz się pokłócą, niczego nie zdołają ustalić.
— W każdym razie należałoby ustalić godzinę wyjazdu — zaczął, zebrawszy się w sobie, by spróbować wprowadzić ład do tej rozmowy.
— Im szybciej, tym lepiej — zauważyła wiedźma, wzruszając ramionami.
Anabde przytaknęła skinieniem głowy, natomiast milczenie Aithne mag uznał za wątpliwą zgodę. Odchrząknął zakłopotany i zwrócił spojrzenie na Larkina; mężczyzna jeszcze przez chwilę mu się przypatrywał, zanim uśmiechnął się przewrotnie do spokojnej Ariene.
— Mnie pasuje.
Kobieta przymrużyła oko, mierząc mężczyznę krytycznym, nawet niechętnym spojrzeniem. Errian, czując, że nad grupą po prostu nie dało się zapanować, zabębnił palcami w blat – liczył, że zwróci tym na siebie uwagę.
— W takim razie odpowiednie byłyby… — zaczął lekko zachrypnięty.
Urwał, kiedy po plecach przebiegł mu dreszcz. Znieruchomiał na moment, przypadkiem podchwytując spojrzenie Aithne; dziewczyna uniosła głowę, a jej niezwykle ciemne oczy rozbłysły. Mag dostrzegł w nich coś charakterystycznego, ale nie zdążył skupić na tym myśli. Popatrzył przez ramię, skąd wyczuł znajomy napływ mentalnej magii.
W ich stronę zmierzał niezwykle wysoki mężczyzna. Mijani przez niego ludzie kulili się, jakby chcieli uniknąć ciosu, mimo że nieznajomy trzymał ręce w kieszeniach szerokiego płaszcza. Na jego drapieżnej twarzy widniał lekki, przewrotny uśmieszek, uważne spojrzenie zielonych oczu zawiesił na kimś z grupy, ale Errian nie miał głowy, żeby się tym przejąć.
— O nie — rozległ się zduszony przez zaskoczenie głos Anabde.
— Jasny gwint — mruknął pod nosem mag, przypatrując się nieznajomemu zatrzymującemu się tuż obok jego krzesła.
Magia wywołała mrowienie na skórze, po czym przygasła niczym smagnięty wiatrem płomień świecy. Serce jednak zabiło Errianowi szybciej nie z przerażenia, a ekscytacji.
— Sheridan — dodała po krótkim milczeniu kobieta.
— Anabde — odparł wibrującym głosem i uniósł brew. — Ciebie się tu nie spodziewałem. Przegapiłem moment, kiedy zyskałaś na popularności w zawodzie.
— To łowca dusz — warknęła Aithne, niespodziewanie zerwawszy się z miejsca, jakby zamierzała podjąć walkę. — Dlaczego ty go znasz?!
— Właśnie — poparł dziewczynę wyjątkowo rozbawiony Larkin.
— O, świetnie. — Ariene odchyliła głowę, by w ogóle widzieć coś poza podbródkiem nowego towarzysza oraz jego długimi, ciemnobrązowymi włosami. — Przeklęci. Zaraz poczuję się jak w domu.
— Co to za głośne zwierzątko? — mruknął Sheridan, zwracając spojrzenie na drżącą od gniewu Aithne.
Dziewczyna warknęła wściekle i zacisnęła dłonie na krawędzi stołu.
Errian, zauważywszy, że sytuacja zaraz wymknie się spod kontroli – a fala magii od strony Aithne z pewnością nie była przypadkowym doznaniem – zerwał się z krzesła, unosząc uspokajająco ramiona. Dziewczyna cofnęła się pół kroku, byle nie dać się dotknąć magowi, ale nie usiadła. Sheridan zmierzył go kpiącym, miażdżącym spojrzeniem, pod którego naporem Errian na chwilę się skulił.
— To konkretne spotkanie — poinformował, siląc się na opanowany głos. — Omawiamy szczegóły wyznaczonego nam zlecenia, więc jeśli nie należysz do grupy, byłbym niezmiernie wdzięczny, gdybyś raczył poczekać kawałek dalej, zanim porozmawiasz z przyjaciółką — dokończył i wyprostował się.
— Przyjaciółką?! — warknęła Aithne.
— Siadaj — zażądała zimnym głosem Anabde i zmierzyła dziewczynę przeszywającym spojrzeniem szarych oczu.
Aithne zawahała się, zazgrzytała zębami, po czym posłusznie opadła na krzesło. Nie spuściła jednak czujnego, przeszywającego wzroku z Sheridana.
— Mowa może o wyprawie do Perrianu? — zainteresował się łowca dusz, ledwie zerknąwszy na rozjuszoną dziewczynę. — W takim razie raczej nie poczekam. — Rzucił na blat tuż pod nos Erriana rozłożony list i sięgnął po jedno z wolnych krzeseł.
Mag od razu przebiegł wzrokiem treść, ignorując zaglądającą mu przez ramię Ariene. Pokiwał do siebie głową, zanim podniósł wzrok, by zawiesić go na podenerwowanej, zdecydowanie nieswojej Anabde; kobieta unikała go spojrzeniem, zaciskając dłonie na skrzyżowanych ramionach, dopóki nie odchrząknął cicho.
— Sheridan Kedalt? — mruknął dla pewności.
— To on — zgodziła się, nawet nie spojrzawszy w stronę Przeklętego.
Na jej słowa odpowiedziało tylko warknięcie Aithne.
— W porządku. — Errian westchnął i oddał Sheridanowi list. — Ustaliliśmy, że wyruszamy z samego rana. Proponuję porę porannych modlitw.
— O ty w życiu, nie ma sensu się kłaść — mruknęła pod nosem Ariene, jednak w jej głosie pobrzmiewało rozbawienie.
— Racja, w nocy można robić wiele ciekawszych rzeczy od spania — zgodził się zadowolony z siebie Larkin, posyłając kobiecie wymowny uśmiech.
Errian poczuł się zawstydzony zachowaniem mężczyzny, gdy zauważył, że jego spojrzenie zsunęło się na biust Ariene. Potarł czubek nosa, postanawiając udawać, że niczego nie widział, zanim jednak podjął temat, kobieta zaprezentowała towarzyszowi jeden z obelżywych gestów – palec wskazujący skrzyżowany ze środkowym, obrócone wierzchem dłoni ku rozmówcy. Młody mag spróbował nie parsknąć śmiechem, przez co prawie się opluł.
— W porządku, godzina ustalona — podjął, odchrząknąwszy. — W takim razie…
— Jest coś, co koniecznie powinniśmy zabrać? — weszła mu w słowo Anabde.
Errian z rozbawieniem zorientował się, że jej nerwowość wynikała z obecności milczącego łowcy dusz, chociaż sprawiała wrażenie kogoś, kto całkowicie go ignorował. W przeciwieństwie do Aithne – dziewczyna wypatrywała się w Sheridana ponuro, a cień padający na jej twarz pozwalał przypuszczać, że tworzyła właśnie bardzo krwawe wizje.
— Cóż… nic mi nie przychodzi do głowy — przyznał zakłopotany i uśmiechnął się niepewnie. — To znaczy… jeśli ktoś dysponuje magią, niech zabierze to, co wzmacnia jej przekazywanie.
— Sławetny badacz Perrianu i nie wie, co zabrać na wyprawę? — podchwycił natychmiast Larkin.
— Nie jestem badaczem Perrianu — żachnął się od razu Errian. — Jestem magiem. Elementalistą oraz mentalistą. Ukończyłem Akademię i przeszedłem kilka magicznych kursów, w tym również kurs dziedzinowy badacza. Ale wszystkie profesje na kursach podawane są na podstawowym poziomie.
Anabde uniosła brew, wyrażając dezaprobatę dla całego przedsięwzięcia. Errian spróbował zignorować pełen kpiny uśmieszek Larkina, uparcie patrząc pomiędzy Aithne a jej towarzyszkę.
— Pozamiatane — skomentował Sheridan. — Musieli nieźle obciąć królewski budżet, skoro dali nam coś takiego. Pierwszy lepszy czarodziej, który się zgodził, zakładam.
Ariene syknęła przez zęby, tym samym dając do zrozumienia, że obelgę uważała za zbędną. Errian zacisnął pod stołem dłonie w pięści, czując przeszywający go, mrożący gniew. Przełknął ślinę, by zapanować nad głosem, zanim się odezwał.
— Nie chodzi tu o wiedzę o Perrianie. Sam region zmienił się w pustynie oraz równiny porośnięte wypaloną przez magię trawą. Na tych ziemiach żyją najdziwniejsze stworzenia, powykręcane oraz spaczone z powodu Drugiego Wielkiego Wybuchu. Zdołano sklasyfikować zaledwie cztery do pięciu gatunków, których bytność potwierdzono na przestrzeni kilkudziesięciu lat na konkretnych obszarach. — Spojrzał lodowatym wzrokiem na Sheridana. — Nie da się przewidzieć, co magia wyrwie spod ziemi, by rzucić na naszą drogę. Tutaj chodzi o Elestren, stolicę Perrianu, miejsce, do którego wyruszamy po artefakt. Najprawdopodobniej do dwudziestu lat przed Drugim Wielkim Wybuchem był przechowywany w jednym z licznych pałaców stołecznych, najpewniej chodzi o budowlę na zachód od rynku. Niestety, z tego, co nam wiadomo, została zmieciona z powierzchni ziemi podczas jednego z powybuchowych magicznych wstrząsów.
Nawet nie zauważył, że uniósł się lekko ze swojego miejsca. Speszony urwał, popatrzył po milczących zebranych, spuścił wzrok i z powrotem oklapł na krzesło. Nie zareagował na poklepanie przez Ariene po ramieniu, mimo że wiedział, że był to pozytywny gest. Poczuł się jak ostatni głupiec po swoim wystąpieniu.
— Jak na podstawowe szkolenie brzmi nieźle — skomentowała Anabde, przymrużywszy oczy. — Myślę, że to wystarczy nam za dowód użyteczności pana… elementalisty oraz mentalisty. — Uniosła brwi, nie kryjąc się z podejrzliwością wobec dwóch wymienionych dziedzin.
Errian doskonale wiedział, że zwykle jedna była niczym niedorozwinięta kończyna u magów, pozostawiała wiele do życzenia, a niekiedy nawet zawadzała. Nie miał jednak sił, by walczyć także o tę kwestię. Niespodziewanie poczuł się wypruty z całego entuzjazmu.
— Właściwie jest jeszcze jedna rzecz — stwierdził Larkin i wsparł brodę na dłoni. — Żadnego niepokoju w związku z obecnością Przeklętego?
Aithne nieznacznie się ożywiła, uniosła wzrok i skierowała spojrzenie na Erriana oraz Ariene, jakby co do reszty nie miała żadnych wątpliwości.
— Pochodzę z Bryluen — mruknęła wiedźma. — Musicie się bardziej postarać, żeby mnie przestraszyć.
— Jestem magiem — dodał cicho Errian i nieco ociężale wyprostował się na krześle. — Przeklęci to tylko magia.
— Tylko magia — powtórzył kpiąco Larkin.
— Cóż za brawura — skomentował w podobnym tonie Sheridan.
— Daj mu już spokój — zaproponowała Anabde, po raz pierwszy od dłuższej chwili zwracając się bezpośrednio do łowcy.
— Sprawa chyba została w całości omówiona — zauważył Errian i dźwignął się z krzesła, nadal unikając spojrzeń zebranych. — Widzimy się w porze porannych modłów.
Grupa pokiwała głowami i podążyła śladami młodego maga – wszyscy zaczęli się podnosić, ściągać płaszcze z oparć krzeseł, mruczeć między sobą w cichych rozmowach. Errian przez chwilę stał nieruchomo, podświadomie chcąc zaczekać na Ariene, ale zorientował się, że przecież wiedźma szła w zupełnie inną stronę i najpewniej nie zamierzała wracać dokądkolwiek razem z nim. Mag skulił ramiona, dopiero teraz przypominając sobie, jak nienawidził samotności w tłumie.
— Hej! Hej! Czekajcie!
Towarzysze zgodnie zwrócili się ku idącemu do nich nieznajomemu. Młodzieniec zdawał się promienieć radością, na jego gładkim obliczu widniał szeroki uśmiech, a jasne blond włosy podskakiwały w rytm kroków, zdając się śmiać razem z nim. Zupełnie nie pasował do grupy, która została zebrana na wyprawę, mimo to zbliżył się do niej raźnym krokiem.
— Zawsze się spóźniam! — stwierdził wesoło i zamachał poszarpanym listem. — Perrian, co nie? Jadę z wami.
— W mordę mać — burknęła ponurym głosem Aithne.
— Przepraszam? — wykrztusił Errian, tak zszokowany przyjaznym nastawieniem, że w pierwszej chwili nie dotarło do niego, co nieznajomy powiedział.
Przyjął list, odczytał go naprędce, a kiedy oddawał, zmarszczył czoło.
­— Do Perrianu jadę — powtórzył niezrażony. — I mam na imię Revelin. Już po rozmowach, tak? Co ustaliliście?
Mag milczał, pocierając palce, którymi dotknął dłoni nowego towarzysza przy przekazywaniu listu. Odniósł wrażenie pewnej lepkości oraz sztuczności, ale – chociaż wytężył szósty zmysł ze wszystkich sił – nie zdołał pochwycić nawet najlżejszego drgnięcia magicznego. Zagadka tak go strapiła, że nie zorientował się, iż należało odpowiedzieć.
— Pora porannych modlitw — stwierdziła Ariene. — Wtedy zbieramy się na trakcie do Perrianu i wyjeżdżamy. To nasz badacz, kieruj do niego wszystkie skargi. — Ujęła ramiona Erriana, uśmiechając się trochę złośliwie.
— O, świetnie — ucieszył się Revelin i klasnął w ręce. — W takim razie co? Do jutra? — Wyszczerzył zęby.
Sheridan wzniósł oczy do sklepienia i bez słowa wyminął młodzieńca, ruszając do wyjścia. Zaraz za nim podążył Larkin, ale on przynajmniej uniósł dłoń.
— Do zobaczenia — mruknęła mało entuzjastycznie Anabde, ujęła łokieć Aithne i poprowadziła dziewczynę niczym niesforne dziecko.
Aithne, podobnie jak Sheridan, nie zaszczyciła zebranych żadnym pożegnaniem.
— Co za radosne tałatajstwo! — podsumował Revelin.
— Nadrabiasz braki z nawiązką — skwitowała Ariene, zerknęła porozumiewawczo na Erriana, po czym pomachała młodzieńcowi. — To do jutra, Revelinie. Nie spóźnij się, bo pojedziemy bez ciebie. — Bez pytania ujęła młodego maga pod ramię, żeby pociągnąć do drzwi.
— Postaram się nie zaspać! — odpowiedział im wesoły głos nowego towarzysza.
Ariene wywróciła oczami, ale nie odezwała się do Erriana, dopóki we dwoje nie wyszli na ulice Diorolle. Dopiero wtedy na niego popatrzyła, a na jej twarzy pojawił się całkiem przyjazny uśmiech.
— Wrócimy razem — zdecydowała, zanim mag zadał jakiekolwiek pytanie. — Kogo jak kogo, jednak ciebie nie opłaca się gubić przed wyjazdem.
Errian uśmiechnął się blado i skinął głową. Nie potrafił wyrazić wdzięczności za to, że go nie zostawiła samego w tej karczmie, ale liczył na to, że wiedźma doskonale wiedziała, jak potrzebował jej interwencji.
— Wszyscy są obdarzeni magią — mruknął mimowolnie, kiedy już puściła jego ramię, umożliwiając swobodny marsz. — Większą lub mniejszą.
— Tak? — podchwyciła i zerknęła na niego zaskoczona.
— Sheridan został zdemaskowany przez Anabde, Anabde przez Sheridana — zaczął. — Larkin… na pewno jest Przeklętym. — Popatrzył na zainteresowaną Ariene. — A Aithne — urwał na moment. — Ona jest taka… inna.
— Na pewno jej fryzura jest inna — skwitowała rozbawiona.
Errian machnął ręką.
— Nie wiem, jaka to magia. Wydaje się bardzo pierwotna. Aż za bardzo. Larkin przy niej był jak zagłaskany, stary kocur.
Ariene parsknęła gromkim śmiechem, słysząc porównanie. Kiedy niespodziewanie się zachwiała, Errian musiał ją podtrzymać, żeby nie wywróciła się na środku ulicy. Wreszcie nad sobą zapanowała i otarła oczy z łez.
— Zostaje jeszcze Revelin — zauważył. — Z nim jest coś nie tak. Ale do Perrianu nie wysłaliby kogoś, kto nie włada co najmniej trzecim poziomem.
— Powiedz mi, jakim cholernym cudem zapamiętałeś wszystkie imiona? — parsknęła zupełnie nie na temat, wzniósłszy oczy do błękitnego nieba. — Ja przestałam rejestrować po Aithne.
— Mam dobrą pamięć — mruknął zakłopotany, nie przygotowawszy się na tego typu uwagę.
Ariene posłała mu kolejny pogodny uśmiech i skinęła głową. Errian, chociaż jego analiza umiejętności nowych towarzyszy pozostała bez odzewu, nabrał nowego wigoru. Obecność kogoś jednoznacznie przyjaznego – a przy tym nie przerysowanego – dodała mu otuchy. Teraz mógł spróbować wywiązać się z postawionego przed nim zadania.

20 komentarzy:

  1. Błehehe pierwsza!
    Ariene definitywnie leci na Erriana
    Albo Ariene zazdrości Anabde albo jest lesbijką - wciąż sie waham...
    Matko, niemal wszystkie laski lecą na Larkina - też go lubię, no ale bez przesady...
    „tego dwojga”? - dooobre; i ta nie zapamiętam jak tu się tekst zaznacza:P
    „prychnęła bardziej rozwścieczona” - niż co? Bo ja nie wiem, nie siedzę w twojej głowie.
    Zawiasem to pomysł, że Aithne buja się w Larkinie był cokolwiek... ee nieprawdopodobny. Za to Errian zdecydowanie buja się w Aithne, ale zwyczajnie mu się laska podoba. W ogóle co tyle już tego bujania? Może ja ostro nadinterpretuję? Pewnie tak.
    O największy koks się pojawił! Pana z dyszką pamiętam, a jakże :D
    Shit, to Larkin jest upadłym aniołem? No to czemu ja tego wcześniej nie zajarzyłam? Buee, głupi ludź ze mnie :(
    Czemu oni cały rozdział pojedynkują się na spojrzenia? To już zalatuje bezsensowną powtarzalnością.
    Aithne jest naprawdę poryta - bardziej boi się przyjaźni, znajomości, kontaktu, niż tego, że ci nieznajomi są zapewne niebezpieczni i w nocy mogą poderżnąć jej gardło. Brawo!
    Revelin - no proszę, a ja wiem, co znaczy jego imię ^^
    Czy tylko ja uważam, że myśli Ariene z samej końcówki dość ciekawie przeskoczyły z Erriana na pokój? No mówiłam, że ona na niego leci, ale żeby aż tak? Kurczę no, skoro tak jej pasi, to było go prosić na herbatkę.
    Jakby co to tamto powyżej pisałam podczas czytania, coby nie zapomnieć. Bo wiesz ja tam mam sklerozę, a poza tym jakaś taka rozmemłana jestem... znowu, wiem.
    Czemu mi się wydaje, że w zakładka ponownie jest skierowana tak bardzo do mnie? Hm, ciekawe. No ale wiesz - większość rozdziału była Ariene, a faceci zeszli się dopiero na koniec. No dobra wcześniej pojawił się Errian, ale przy tak zafascynowanej nim Ariene czułam się nim przytłoczona. Nic nie poradzę, że nie jestem w stanie polubić osób, które mi się wciska jako fajne (nie powiem, że ładne, bo starałaś sie bardzo zaprezentować wady jegomościa). Ale serio, to jeszcze trochę tego chłopięcego, delikatnego uśmieszku albo wypływającej dobroci i by mnie zemdliło. I tak, wiem, że to Ariene go tak postrzega, dlatego poczekam na kogoś bardziej... ekhm obiektywnego.
    Powiem, że miasto przeklętych mnie zainteresowało. Kurczę, fajnie by było jakbyś tam kiedyś powędrowała z akcją (pewnie tak się stanie w XXX rozdziale, ale do tego jeszcze mnóstwo czasu, co?). No cóż z tego ee dobra nie pamiętam imienia - pana dyszki - strasznie zuły ludź jest. Łapki zacieram i mam nadzieję, że kogoś kropnie... kiedyś.
    Tak w ogóle, to czy mi się wydaje czy wszystkie twoje laski zajmują się cokolwiek zabójczą robotą? Przypadek?
    A w ogóle to coś mi się wydaje, że drużyny to oni jeszcze nie zebrali (tak strzelałabym, że ze trzech sztuk brakuje, może więcej, nie jestem pewna, a nie chce mi się sprawdzać bohaterów).
    No i miałam już o to wcześniej pytać: W Legendzie zmieniłaś Aviela (i tak będę pisać Aviel, mówię nie jakiemuś tam Kerenowi), bo za dużo postaci na A (ło matko aż trzy, z czego jednak bardzo marginalna), a tutaj lekko licząc by mi ze cztery na A wyszły, przy czym trzy to laski. Cóż za konsekwencja!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! xD
      Ja pieprzę. Znaczy, to tak podsumowując twoje knowania miłosne xDD Po prostu... to mnie zawsze bawi, jak się czytelnik doszukuje różnych rzeczy (kiedyś ktoś mi zarzucił pairing Errie-Arryk... xDD), bo ja wiem, co nimi kieruje, a on nie! Ale spieszę z wyjaśnieniem. Ariene bardzo daleko do bycia lesbijką xD
      Co do jej stosunku do Erriana... na pewno jest pozytywny. Czy od razu chciałaby go przelecieć, doubt it. Kobieta przywykła do facetów innego typu ^^ U niej to zainteresowanie raczej wynikało z tego, że, omg, istnieją jeszcze delikatniejsi panowie na tym świecie xD
      Niemal wszystkie lecą na Larkina - a jest ich trzy, mogą z nich lecieć jeno dwie, bo Aithne się wzdraga na samą tylko myśl... xD
      Oj, już szukam tych dwóch fragmentów, żeby poprawić. Widziałam też gdzieś literówkę...
      Hahaha, a powiem ci, spotkałam się kiedyś z poglądem, że Aithne-Larkin to OTP xD Ale tu zgadzamy się jednogłośnie wszystkie trzy: ja, ty oraz Aithne. That's not going to happen xD
      Faktycznie dziwne, że nie ogarnęłaś, jak Aithne i Anabde ze trzy razy o tym już mówiły... xD Ale spoko, mogło ci gdzieś umknąć pośród fali hejtu na Aithne!
      A nie wiem. Bo to takie typy są, co to paczeć lubią. A tak serio, jak kiedyś siądę do poprawek, to przemyślę wyłupienie im kilku spojrzeń xD
      Co do porycia Aithne... no cóż, sama prawda. Nie neguję tego, bo to właśnie ładnie obrazuje jej charakterek xD Ona nie jest normalna, bez dwóch zdań.
      Hm, w sensie? Bo ja już nie pamiętam, skąd się wziął tenże Revelin, on powstał... dawno temu xD
      Ariene nie prosi na herbatkę. Ariene odciąga na bok i zrywa ubrania xDD
      Nie mam pojęcia, czemu tak ci się wydaje... *pogwizduje*
      Tak, no tutaj kwestia narracji ze strony Ariene. Errian wcale nie jest cukierkowy i o tym się dopiero przekonamy. W każdym razie wybacz, że poczułaś się osaczona Errianem - myślę, że masz szansę jeszcze go polubić ^^ Ale pożyjemy, zobaczymy, na pewno trzeźwiej oceni go Anabde... albo Aithne, chociaż u niej trzeźwa ocena to, no cóż xD
      Tak, zajrzenie do Elensar (miasto tychże Przeklętych) obiecuję, ale że szybko, to tego nie obiecuję xD Generalnie prędzej czy później zwiedzimy każdy ważniejszy zakątek Lostaru.
      Sheridan? Och, Sheridan lubi zabijać. Na pewno prędzej czy później nie zdzierży i kropnie tego albo innego xD
      Przypadeg? Nie sondze. Pamiętaj, że Oren bardzo świadomie wybierał członków wyprawy - nie mogły to być kwiaciarki xD
      Nie no, może i bohaterów mam od groma, ale nie wcisnę ich wszystkich w pierwszych rozdziałach, spokojnie xD
      Och, spadaj :c Tutaj wszystkie imiona są idealne i będę ich broniła własną piersią, a imienia Aviel jakoś nie lubiłam, toteż szybko się z nim rozstałam. A Aithne, Anabde i Ariene... no cóż xD HANDLUJCIE Z TYM xD

      Usuń
    2. Ale właśnie ja się za bardzo nie doszukiwałam, tak samo jakoś... to wszystko twoja wina!
      Wątpisz? A ja nie :P
      No widzisz? AŻ dwie ^^
      Ja ci literówki raczej nie wytknę, bo ślepa na nie jestem :D
      Od razu hejtu no... Bo one cicho mówiły i eee... takie tam. Załapałam tyle, że jest przeklętym, a nie od razu upadłym aniołem :(
      No nie, nie wiesz, skąd wywodzą się imiona twoich bohaterów? Wstyd i hańba! Revelin to irlandzkie imię znaczące słynny na całą krainę. Przy okazji znalazłam Sheridana - znów Irlandczyk - dziki, niepohamowany. Wiem tylko, dlatego że kiedyś chciałam użyć Ravelina, ale mi nie do końca pasował (w ogóle to w Sezonie Burz Sapka, można znaleźć miejsce, które zwie się tak samo), później nie ogarnęłam świata i... leży. Aithne to chyba ogień - zerka - zgadza się, Erin - pokój, Larkin - surowy, dziki, gwałtowny, Arianwen - srebrna, piękna, błogosławiona ^^ Więcej mi się zerkać nie chce - no ale i tak nieźle :P
      To mogła zrywać, nikt by jej raczej nie żałował.
      A to ci ciekawe...
      Pół kilko sera i ogórek za dwie dychy? Świeżo rwane warzywko, dopiero co robiony serek, najwyższej jakości - skusisz się? [no co? kazałaś handlować].

      Usuń
    3. Najwyraźniej dobrze mi idzie rzucanie fałszywych tropów xD Albo ja się nie doszukuję w każdej relacji seksów, też może być!
      Bardzo wątpię. Jest totalnie nie w jej typie, trust me ^^
      ...zapomniałam te błędy poprawić, omg. Już biegnę xD
      Aithne mówiła, że jest Przeklętym, upadłym aniołem, na co Anabde złośliwie skomentowała, że może to przeznaczenie. Tak w telegraficznym skrócie xD
      Ha! Już wiem, pamiętam, taka zielona strona internetowa! Po prostu ostatnio przerzuciłam się na Behind The Name i tam Revelina nie było, zapomniałam o istnieniu tamtej strony xD Swoją drogą... wiesz, że w Granicach jest bohater Erin? Ale on się pojawi w innym tomie i w zbiorach opowiadań xD
      Nie skuszę się, bo nie ma ziemniaków :c Tak się nie bawię, bez ziemniaków nie ma życia.

      Usuń
    4. No nie - żadna zielona strona internetowa. Znaczy ja to se mam wydrukowane, to i nie pamiętam z czego to ściągnięte... A od Erina do Erriana niedaleko - dlatego wypisałam ^^
      Ziemniaków ci się zachciało... No dobra dostaniesz z zeszłego roku, ale za to wyhodowane na aromatycznym nawozie. To jak będzie? Ziemniaki za wywalenie Kerena i restaurację Aviela?

      Usuń
    5. Była zielona, miała paskudny layout i jakąś spikselowaną graficzkę, ale fajne rzeczy tam były :c Ano wiem, to chyba podobna rodzina wyrazów. Anyway, Erriana stamtąd na bank nie brałam xD I Anabde nie jest stamtąd. I Leanelle. Reamonn jest stamtąd!
      Hm... NIE xD *demoniczny śmiech*

      Usuń
    6. Dobra, może nie pamiętam - to jakiś blog był, ale za nic nie wydusisz ze mnie jak wyglądał... A wiem, że Anabde nie stamtąd :P A reszta to się nie pojawiła, to co mi ty tu wyskakujesz? Zawiasem - ta laska na L, to ma jakieś różowo-fioletowe oczy, czy mi się tylko wydawało i kabelki mi w główce nie stykają?
      No weeeź, nie bądź żyła :D Ja wiem, żeś dobry człowiek, tylko pozujesz na demonka (już Sinistre bardziej jest demoniczny od ciebie, a jego się nie bałam i nie boję ^^).

      Usuń
    7. http://www.keltoi.pl/names.html <- na bank to. Przynajmniej ja z tego korzystałam ^^ I nadal chętnie korzystam xD Ale się pojawi, więc mam pełne prawo!
      Elatha, nasza stolica, oznacza sztukę. Trafnie, bo tam ładnie bardzo jest xD Elestren, dawna stolica Perrianu, to irys. Ni chuja nie wiem, co mnie podkusiło xD
      Leanelle ma fiołkowe oczy. Tak samo jak Larkin mógł mieć czerwone xD
      Pffff. Ja jestem wredna małpa. I, cholera, podoba mi się Keren :c Nawet coś fajnego znaczy. Promień światła, o.

      Usuń
  2. Co mogę powiedzieć... przyszłam pisać głupoty, jak zawsze!

    Oczywiście mordka mi się szczerzy przy tym rozdziale. Jednakże z początku cicho chichotałam czytając fragment, w który Ariene wpadła na Erriana, a ten zniszczył jej bojowe nastawienie samą swoją osobą. Nieszczególnie się starając, a nawet wcale. Może sem inna, ale podobało mi się!

    No i dalej... nic mnie tak nie ucieszyło, jak opis pojawiającego się Shera <3 Jesu... uwielbiam tę postać. Naprawdę. Uśmiech od ucha do ucha dostałam już przy pierwszych słowach zwiastujących nadejście Łowcy. No... kocham, no.

    A jednak największą niespodzianką było to, że Anka zna się z Sherem. To wywołało prawdziwą konsternację na mojej twarzy. Zaskoczyłaś mnie takim obrotem sprawy, naprawdę xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w skromnych progach zatem! <3

      Cały Errian :3 On po prostu jest tak szczery i naturalny, że wszędzie się dopasuje. I w dodatku to taki skomplikowany charakterek... ach, Errian, dobrze jest mieć cię w drużynie xD Mnie też bawiło opisywanie szoku Ariene, która nie była przygotowana na takiego miłego młodzieńca xD

      Hahaha, oj, żeby... ale bym spoilera walnęła .___. Dobra, to może ci to na gadu prześlę xD W każdym razie - Sher zbiera grono fanek, a odezwał się może cztery razy w całym rozdziale. Sher, jesteś w formie xD

      Hahaha, wiedziałam, że tego się nie spodziewaliście! W sumie... nie wiem, czemu to wymyśliłam. Jakoś tak mi pasowało, żeby pociągnąć wątek w miarę logicznie. To ułatwi nie tylko mnie, ale też temu bucowi xD

      Usuń
    2. Ah, jakie powitanie! <3

      I na dodatek nie przejmuje się takim wyborowym towarzystwem xD Co za chłopak. Jedyny, w miarę, normalny pośród całej ferajny. Powiedziałabym to samo o Ariene, że człowiek, ale ona... no właśnie. Ona na pewno bardziej do nich pasuje niż Errian xD

      I dlaczego nie dostałam spoilera na gadu!? ;_; Smutno mi się zrobiło xD No bo... Sher, to po prostu Sher. Mam wrażenie, że jego się kocha, albo nienawidzi. Podobnie jak z Elliarem, raczej nie będzie pośrednich głosów xD

      No, zupełnie nie. Jednak całkiem fajne zaskoczenie, mwehehhe.

      Usuń
    3. Normalny. Ja nie wiem, czy on ze swoimi upodobaniami to normalny jest, w sumie xD Co do Ariene - to fakt. Podła wiedźma zdecydowanie pasuje. Co prawda Aithne jest innego zdania, ale co ta xD

      Omg, to straszne. Porównać Shera do Elliara, który niegdyś był Errianem *mózg rozjebion* Czaisz abstrakcję? xD

      Usuń
    4. Ja tam o tych upodobaniach nie mówiłabym w liczbie mnogiej, a bardzo pojedynczej. I faktycznie. Pod tym względem się wtedy zgodzę, że nie jest taki normalny :D To Aithne musi ją bardzo lubić w takim razie xD

      Na dodatek Errian i Elliar byli kiedyś Eliosem. To dopiero abstrakcja! xD

      Usuń
    5. Aithne ją wprost uwielbia, chyba obie wiemy, dlaczego xD Aithne już niedługo nie będzie tego, co prawda, wiedziała, ale to nic, to nic.

      Weź, nie mów takich brzydkich rzeczy, bo mi ostatnie szare komórki obumrą xD

      Usuń
  3. Spóźniona dawka czepialstwa:
    czemu niby przylegająca bluzka ma być bardziej praktyczna od luźnej? Jeśli Ariene nie chce afiszować się z obfitym biustem, czemu nie założy koszuli o bardziej męskim kroju? Poza tym, nie znam się na tym za bardzo, ale wydaje mi się, że stosowane w tych czasach materiały nie były elastyczne, przylegające ubranie byłoby po prostu ciasne i znacznie bardziej niewygodne niż właśnie luźne, nieograniczające ruchów.
    Mag musiał wiedzieć, gdzie Ariene się znajduje, bo w końcu doręczył list dla niej. Nie wiadomo skąd ani dlaczego przypadkiem co najmniej trzy osoby akurat znajdowały się na miejscu, ale chyba będziesz to jakoś wyjaśniać, więc na razie nie drążę.
    Chłopak o arystokratycznych rysach i rzucających się w oczy białych włosach jest przeciętny? Mnie się wydaje, że wręcz przeciwnie.
    "niecodzienne, bo czerwone oczy" aarghhh. Za pierwszym razem brzmiało po prostu niezręcznie, ale teraz już mnie solidnie irytuje, bo za każdym razem to powtarzasz. Czytelnik już za trzecim razem chyba zrozumiał, że Conleth ma czerwone oczy i że jest to niecodzienne ;) Można wspomnieć, że nowo poznany człowiek zwraca uwagę na te oczy, ale może jakoś inaczej to ubrać w słowa dla odmiany, hm? :)
    Ekipa jest taka seksowna i buntownicza, że powinni raczej założyć zespół rockowy, a nie ganiać za artefaktami. ;) Może poza Aithne, ona powinna wrócić do podstawówki, bo w tym rozdziale nie zachowywała się jak już nawet jak nastolatka, a jak dziecko w wieku lat siedmiu (serio, przykro mi, ale nie jestem w stanie jej polubić, jej zachowania wydają mi się raczej żałosne niż zabawne/urocze).
    Ten rozdział jakoś szczególnie mnie nie porwał. Ja wiem, że w historię trzeba jakoś wprowadzić, ale moim zdaniem to zła metoda. Poza krótką, choć nawet ciekawą sceną na cmentarzu, nie ma praktycznie żadnej akcji, jest za to sporo nic niewnoszących dialogów, opisów nieznaczących czynności i mnóstwo poupychanych faktów o świecie i historii bohaterów, które, na tym etapie, czytelnika w sumie guzik obchodzą, bo nie czują się w żaden sposób z nimi związani. Nie chodzi mi o to, że takich rzeczy nie powinno być, ale raczej nie w takich proporcjach i nie na samym początku historii, która z założenia zdaje się być raczej przygodowa.
    Przepraszam jeśli w niektórych miejscach zabrzmiałam uszczypliwie, nie chciałam być złośliwa. Na osłodę powiem, że bardzo mi się szablon podoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przylegająca bluzka odnosiła się do jej zawodu, w którym musi się przeciskać przez różne wąskie szczeliny ^^ Zastanowię się nad tym, bo po prostu takie luźne koszule to się czepiać różnych rzeczy lubią, a to by ją mogło zabić xD
      No tak, ja wiem, że musiał wiedzieć, ty się domyślasz, Ariene jest zaniepokojona. Tak sobie rozmyśla, no bo się niczego takiego nie spodziewała ^^
      Chodziło o to, że nie jest uosobieniem bóstwa atrakcyjności ani nic, taki bardziej zwykły chłopak, no. Zerknę, cóż tam zjebłam ^^
      Można, faktycznie. Mogę pocieszyć, że później już o tych oczach chyba nic nie ma. Albo jest jedna wzmianka przy czymśtam, ale nie w taki sposób ^^
      Aithne nie miała być ani urocza, ani zabawna, zatem raczej idzie mi dobrze xD Co do tego, że się pojawiło trochę atrakcyjnych osób (Larkin, Anabde, Ariene, Sheridan) - proszę się nie martwić, to już cały zapas atrakcyjności na najbliższe dwie części xD
      Cóż mogę rzec. Witki mi opadają xD Wiesz, to jest trudne. Każdy mówi ci inaczej, jak masz pisać. Kiedy mniej dawałam informacji na początku, odkładałam to, rzucałam krótkimi półfaktami, dowiedziałam się, że zjebałam. Teraz informuję o nadal niewielu rzeczach, ale przy, wydawało mi się, pasujących sytuacjach - śmiertelne nudy. Nie dogodzę wam wszystkim, przepraszam xD A bohaterowie bez historii są nudni.

      Usuń
  4. Okej, z historią bohaterów to może się zagalopowałam, bo tego w sumie nie jest ani za dużo, ani za mało. Chodziło mi bardziej o fakty w stylu różnice w podejściu do obrzędów względem zmarłych w twoim świecie. Fajnie, że te różnice są, dobrze, że krainy różnią się czymś poza nazwą i klimatem, ale nie lepiej wspomnieć o tej różnicy w praktykach, kiedy stanie się w jakiś sposób istotna dla fabuły? Można dorzucić jakiś smaczek od czasu do czasu (krótkie wspomnienie o tym, że np. w ojczyźnie bohatera dany zwyczaj jest inny), ale na to będzie jeszcze mnóstwo czasu. Dopiero co poznała się nasza grupa, domyślam się, że będzie to spore zderzenie nie tylko charakterów, ale i różnych kultur co da duże pole do popisu żeby pokazać różnorodność. Ten cmentarz to taki pierwszy z brzegu przykład - informacje o różnych obrzędach były tam potrzebne jak benzyna do roweru, bo nawet nie wiemy, co to za kraje, ani czy te kraje i jakiekolwiek informacje z nimi związane będą w jakiś sposób istotne. Nie mówię, żebyś wcale nie wtrącała takich rzeczy, bo takie ciekawostki są fajne i pomagają w kreacji pełnowymiarowego świata, tylko żebyś dokładnie się zastanowiła, czy dana informacja jest potrzebna, czy na pewno na tym etapie i czy na tyle rozbudowana.
    Poza tym, ja nie mówię Ci jak masz pisać. ;) Jestem jednym z czytelników i wiadomo, wszystkim nie dogodzisz. Jeśli inni lubią Twój sposób prowadzenia historii i uważają, że tak jest dobrze to nie ma się czym przejmować. To, że nie trafiasz w gust jednego czytelnika to żaden problem (nawet jeśli to taki wspaniały czytelnik jak ja ;) ). Jeśli natomiast dużo osób przekaże podobne spostrzeżenia (nie ważne, czy na ten temat, czy jakikolwiek inny) to może uznasz, że warto się nad tym zastanowić.
    Mam wrażenie, że się strasznie plątałam w tych tłumaczeniach, ciężki dzień, mam nadzieję, że mi nie urwało za bardzo od sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się to dobrym miejscem ze względu na lekki dysonans - przy mniejszych miejscowościach u nas dawniej raczej nie grodzono cmentarzy i w ogóle, a tutaj wszystkie są ogrodzone, wiadomo dlaczego. Pomyślałam, że skoro już idziemy na ten cmentarz, to coś można opowiedzieć. Dokładne obrządki będą przedstawione wtedy, kiedy będą potrzebne, o ^^
      No i tego, regiony, nie kraje xD Anyway, rozumiem, o co chodzi. Mimo to nie chcę wycinać cmentarnego opisu, bo uważam, że nie jest to najgłupsze z możliwych wprowadzeń ^^
      Nie no, ja każdą krytykę biorę do serca. Jeno ostatnio nagle namnożyło się roszczeniowych postaw wobec mojego pisania, ja nie wiem, co wszystkim strzeliło do głowy xD Dlatego tak za każdym razem wolę zaznaczyć, że rozumiem, że coś się nie podoba, ale nie mogę pisać pod dyktando wszystkich. Bo ja też muszę mieć jakąś przyjemność z tego xD To już taki odruch, nie czuj się tym urażona, po prostu staram się zabezpieczyć, bo nie mam doświadczenia z takimi żądającymi czytelnikami i jeszcze nie umiem oddzielać ^^

      Usuń
  5. Tego rozdziału też nie mogę kopiować :c Smuteczeg.

    energiczne miasto - to miasto może być energiczne? o.O
    Znowu spotkanie poprzez zderzenie? Łaaaah, mogłaś wymyślić coś innego!
    Yes, yes, yes, moja ulubiona para foreva wraca! Anabde i Sheridan, kibicuję wam z całego serduszka, ale nie pamiętam, byście się znali wcześniej w starej wersji... No, i tak jest fajnie, że Sheruś przyszedł! :D
    No, to drużyna nam się skompletowała, czas ruszać do Perrianu! Choć w sumie brakuje tego popieprzonego maga, co był w starej wersji, co go od początku nie lubiłam, bo dziwny był i coś ciągle kombinował... Może później się objawi, zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby wiem, ale jakoś tak... udajmy, że to przeznaczenie oraz symbolizm xDD
      Musiałam ich poznać ze wcześniej, bo inaczej wszystko inne nie miałoby racji bytu. Krzywdziłoby profil psychologiczny Sherusia :c xD
      Spokojnie, żaden frustrujący bohater nie został pominięty! Muszę czymś wkurzać moich czytelników, nie? xD

      Usuń