środa, 5 marca 2014

Rozdział 4.

Diorolle, Estrille, 385 rok drugiej ery, Lostar.

Godziny poranne już dawno minęły, kiedy Aithne wreszcie otworzyła oczy, godząc się ze świadomością, że należało jednak opuścić tego dnia łóżko. Westchnęła cicho, zerkając pełnym niechęci, trochę zamglonym wzrokiem w zawisły nad nią strop; przyjrzała się zbierającym się w kącie pajęczynom kurzowym, jeszcze rozmyślając nad tym, czy aby na pewno warto było się podnieść i zacząć żyć.
Noce, podczas których nie nawiedzały ją koszmary, wydawały się niemalże boskim błogosławieństwem. Nie istniało dla dziewczyny nic piękniejszego od niezmąconej otchłani snu, bez obrazów, wspomnień, strachu oraz cierpienia. Nienawidziła budzenia się w panice, nie pamiętając, gdzie się znajdowała, czy przypadkiem nie tkwiła nadal w przeszłości, od której uciekała wszelkimi możliwymi sposobami. Gdy jednak zdarzały się dni bez zakłócania nocnego spokoju, w cudownym odrętwieniu odpoczywania, zaczynała nieśmiało wierzyć, że może koszmar już nigdy nie powróci.
Ale powracał. Zawsze. Prędzej czy później.
Zaraz Aithne przypomniała sobie, że tego dnia Anabde miała odebrać pieniądze za przepędzenie zjawy – czyli i biednej upadłej coś skapnie. Od razu się ożywiła na tyle, by odkryć koc i usiąść na całkiem wygodnym materacu. Przetarła oczy, przesuwając rozespanym wzrokiem po cichym, pogrążonym w łagodnym świetle przedpołudnia pokoiku.
Łóżko Anabde było już zaścielone, samej kobiety Aithne nigdzie nie dostrzegła. Na blacie nie leżała także żadna kartka ani też mieszek z częścią odliczonej kwoty, dlatego Przeklęta mogła z całą pewnością stwierdzić, że przyjaciółka nie uciekła kolejny raz bez słowa. Nie zostawiłaby, co prawda, wiadomości pożegnalnej, ale na pewno nie oszukałaby dziewczyny na pieniądze. Może nawet nie z kwestii wrodzonej uczciwości, a zwykłej świadomości, że upadły anioł nie odpuściłby tej zniewagi.
Koniec końców Aithne dźwignęła się z łóżka, przeciągnęła z zadowolonym pomrukiem i niedbale pościeliła materac, uznając, że to i tak mijało się z celem, skoro wieczorem znowu ktoś to potarga – ona czy inny lokator. Drapiąc się w tył głowy, przez co kilkakrotnie szarpnęła za skołtunione rude włosy, przemaszerowała do stołu i usiadła na krześle. Postanowiła chociaż trochę doprowadzić fryzurę do porządku, a ponieważ nie dysponowała żadnym kosmetycznym bagażem, zajęła się rozplątywaniem kosmyków palcami.
Po kilkunastu minutach drzwi pokoju otworzyły się, w progu natomiast stanęła dumnie wyprostowana Anabde. Rozejrzała się dokoła, by sprawdzić, czy współlokatorka raczyła już ożyć – widząc markotną, ale rozbudzoną Aithne przy stole, uśmiechnęła się lekko. Skierowała się do przyjaciółki i zajęła miejsce naprzeciwko niej.
— Dzień dobry — przywitała się spokojnie, zakładając nogę na nogę.
— Mhm — mruknęła niechętnie Przeklęta i łypnęła na kobietę mało przyjaźnie. — Która już godzina?
— Dochodzi południe, śpiochu — poinformowała z rozbawieniem, lekko przechylając głowę, kiedy przypatrywała się przyjaciółce. — Wyspana?
— Chyba tak — westchnęła, kończąc rozplątywanie wyjątkowo upartego kołtuna.
— Poczekaj — poprosiła Anabde, odchylając się na krześle, by sięgnąć po leżącą na jej łóżku torbę podróżną.
Wyjęła z niej ładny drewniany grzebyk i podała przyjaciółce, starając się nie pokazać po sobie pobłażliwości. Uśmiechnęła się przy tym całkiem zachęcająco.
— Będzie ci łatwiej — zauważyła pogodnie.
Aithne spochmurniała jeszcze trochę, wzruszyła ramionami, ale ostatecznie przyjęła podarek, rozpoczynając zaciekłe szarpanie z włosami. Złapała je w garść i zajęła się dość gwałtownym rozczesywaniem końcówek, co wyglądało jak siłowanie się przy splątanym końskim ogonie. Anabde uniosła brwi.
— Naprawdę zawsze się tak czeszesz? — spytała.
Upadła skinęła głową, na moment unosząc spojrzenie na przyjaciółkę, bo nie do końca wiedziała, co w tym takiego dziwnego.
— Podziwiam twoje włosy — stwierdziła nekromantka i zabębniła czarnymi paznokciami w blat, przenosząc wzrok za okno.
Aithne ponownie wzruszyła ramionami, z niezadowoloną miną powracając do zajęcia. Kiedy po krótkiej chwili skończyła i oddała grzebyk, po spojrzeniu Anabde odgadła, że cały zabieg niewiele pomógł. Nie skomentowała tego w żaden sposób, wiedząc, iż jej włosów nic nie potrafiło ujarzmić, z właścicielką na czele.
— To twoja część zapłaty — mruknęła.
Wyciągnęła do niej niewielki mieszek pieniędzy i ułożyła go na stole. Zaraz sama podniosła się z miejsca, podczas gdy upadła zaglądała do sakiewki i uśmiechała się z ulgą na widok błyszczącej zapłaty. Przesunęła palcem kilka monet na wierzchu.
— Osiemdziesiąt srebrników — uprzedziła pytanie nekromantka.
— Prawie cały złotnik? — zdziwiła się Przeklęta i pokręciła głową. — Naprawdę przerzucę się na trupy — mruknęła pod nosem.
Anabde zaśmiała się cicho i zasunęła za sobą krzesło, co dla dziewczyny było zupełnie bezsensownym posunięciem. Spojrzała na przyjaciółkę, z ciekawością odprowadzając ją wzrokiem do drzwi.
— Idziemy coś zjeść? Ze śniadaniem czekałam na ciebie, ale teraz to już chyba trzeba kupić obiad — rzuciła złośliwie nekromantka, przystając przed wyjściem, by zaczekać na nadal rozespaną Aithne.
— Pewnie — postanowiła błyskawicznie upadła, podniosła się, przesypując zawartość nowej sakiewki do starej, i ochoczo dogoniła Anabde.
Obie opuściły pokój w pogodnych nastrojach, pełne optymizmu względem czekającego je posiłku. Najgłośniej o optymizmie poinformował brzuch Aithne, odezwawszy się gromkim pomrukiem nadziei.

Posiłek prezentował się naprawdę ładnie – jeszcze unosiła się z niego para, kiedy Anabde odebrała oba talerze od podającego je z kuchni karczmarza. Aithne chciała pomóc przyjaciółce, usłyszała jednak, że mogłoby się to skończyć tragicznie, zwłaszcza dla ich jedzenia, dlatego skapitulowała. Podziękowała nekromantce uśmiechem i przyjrzała się temu, co dla nich przygotowano.
Powstrzymała rozbawiony śmiech, widząc dwa jajka sadzone i kilka łyżek kartofli; zupełnie jakby kucharz nie potrafił się zdecydować, czy ugościć je śniadaniem, czy jednak obiadem. Zerknęła na Anabde, wzięła nieco sponiewierane sztućce – widelcowi brakowało dwóch ząbków, a nóż został złamany w połowie ostrza; jak tego ktoś dokonał, upadła raczyła nie dociekać – i zabrała się do jedzenia, ucieszona wizją napełnienia żołądka.
Nie rozmawiały, od czasu do czasu jedna albo druga unosiła wzrok, rozglądała się po niezbyt tłocznej karczmie, posyłała towarzyszce uśmiech i powracała do przerwanego na moment zajęcia. Aithne z zaskoczeniem zauważyła, że się trochę rozluźniła w obecności Anabde. Ogarnęło ją coś na kształt swobody, chociaż przyjaciółka niczego nie mówiła.
Nie chciałaby się rozstawać z kobietą przez najbliższy czas – ale bała się poprosić, by została, doskonale wiedząc, że to najczęściej ją płoszyło oraz przekonywało do ucieczek pod osłoną nocy. Zmagała się ze swoimi obawami, co i rusz zerkając na towarzyszkę, jakby się upewniała, że nigdzie nie zniknęła.
— To co dalej? — zagadnęła nekromantka, kiedy na jej talerzu pozostało jeszcze tylko pół jajka.
— Co dalej? — powtórzyła zaskoczona Aithne, nie będąc pewną, jak to pytanie potraktować.
— Praca, wyjeżdżamy, leniuchujemy ciut dłużej? — wyliczyła kilka możliwości, uśmiechając się lekko, ale nadzwyczaj jak na nią życzliwie.
Upadła zająknęła się, nie wierząc w pierwszej chwili, że Anabde naprawdę pragnęła z nią zostać. Spodziewała się jednak, że nekromantka wytrzyma dwa, góra trzy dni, po czym odejdzie bez słowa jak ostatnim razem. Nie zdążyła odpowiedzieć, po części przez własne zdumienie, a po części z powodu karczmarza, który niespodziewanie zbliżył się do nich długimi, powolnymi krokami.
Obie posłały mężczyźnie pytające spojrzenia; Anabde jako pierwsza zauważyła trzymane koperty, dlatego dodatkowo wysoko uniosła brwi. Aithne w tym czasie rzuciła okiem na gospodarza – doszła do wniosku, że gdyby częściej ruszał się zza lady, miałby szansę zrzucić brzuszek rysujący się pod poplamioną koszulą. Poza tym niekorzystnie prezentował się z tym krzaczastym wąsem.
Potem przed jej twarzą pojawiła się biała koperta, zasłaniając absorbujące widoki. Upadła zamrugała zaskoczona, niepewnie biorąc przesyłkę do ręki, jakby mogła ją ugryźć.
— Panna Sasare oraz panna Dorrien? — upewnił się zachrypniętym głosem karczmarz, patrząc to na jedną, to na drugą klientkę.
— Tak — odpowiedziały jednocześnie, wymieniając spojrzenia ponad blatem stołu.
— Nadeszło z samego rana — poinformował, skinął im głową i już miał odmaszerować, jednak zatrzymała go Anabde.
— Mógłby pan od razu zabrać naczynia? Nie będziemy już jeść — mruknęła, unosząc bardzo wymowny wzrok na gospodarza, aby przypadkiem nie wpadł na to, by jakkolwiek próbować odmówić.
Karczmarz zacisnął usta, przez co jego wąsy śmiesznie się nastroszyły, jednak sięgnął po talerze i zabrał je. Odmaszerował od obu pań o wiele szybciej, niż przyszedł, jakby się bał, że jeszcze czegoś sobie zażyczą.
Aithne obróciła kopertę we wszystkie możliwe strony i wreszcie znalazła miejsce, w którym została zalakowana. Przyjrzała się odbitemu w czerwonym tworzywie kształtowi, marszcząc czoło. Prezentował dumnie wyprostowane zwierzę stojące przodem do patrzącego; budową przypominało jelenia, jednak na pysku wyraźnie rysowały się owalne plamy, a sierść była długa, zwisała z szyi oraz klatki piersiowej. Wreszcie – poroże wyglądało o wiele bardziej imponująco niż u przeciętnego rogacza.
— Wygląda znajomo — stwierdziła, zerknąwszy na przyjaciółkę.
Anabde skinęła głową.
— To herb rodu li’Gunther — poinformowała, a widząc bezradną minę zdumionej Aithne, uśmiechnęła się pod nosem. — Naszego króla.
— O ty w mordę — skomentowała, ponownie przypatrując się liniom.
Aithne pokiwała głową.
— Elffur, prawda? — postanowiła się upewnić.
— Tak. Ma nawet koronę, jeśli się przyjrzysz — dodała kobieta, nachylając się nad stołem, by pokazać niewyraźną obręcz nałożoną na łeb zwierzęcia.
— Faktycznie. — Zerknęła raz jeszcze na pieczęć, ale zaraz westchnęła, tracąc nią zainteresowanie. — Otwieramy?
Anabde bez słowa przystąpiła do rozrywania koperty, dlatego Aithne niepewnie poszła w jej ślady. Z początku zatrzęsły się jej ręce, gdy gardło na moment się ścisnęło; przecież nie wzywałby jej jednej na egzekucję lub inny publiczny lincz, prawda? Bo czego mógłby chcieć król od Przeklętej? Zerknęła szybko na nekromantkę, ale kobieta wyglądała na zupełnie niewzruszoną. Aithne, wypuściwszy powietrze, postanowiła wziąć z niej przykład. To, że Anabde także otrzymała list, wydawało się trochę pocieszające.
O cokolwiek chodziło, nie powinno okazać się zbyt straszne… prawda?
Pobieżnie przebiegła wzrokiem treść, odetchnęła głęboko, a potem zabrała się do uważniejszego czytania, zainteresowana całym zamieszaniem.

Szanowna panno Dorrien!

Z ogromną wiarą w pani umiejętności oraz nabyte przez lata wykonywania fachu doświadczenie pragnę panią poinformować, że czeka na panią ważne zadanie zlecone z królewskiego ramienia. Z powodu niezwykłej wagi wyzwania, którym zapragnął Jego Wysokość panią obarczyć, nie mogę udzielić zbyt wielu informacji. Tuszę jednakowoż, że oferowana kwota osiemdziesięciu złotników wynagrodzi pani wszelkie niedogodności.
Uda się pani wraz z najętą grupą do Perrianu, by odzyskać ukryty wśród ruin artefakt. Księgę ostatnim razem widziano w upadłym Elestren, toteż tam polecam rozpocząć poszukiwania. Zaręczam jednocześnie, że pożądany przez koronę przedmiot nie przyda się pani do niczego, zatem myśl zdrady nie powinna kalać pani profesjonalnego umysłu.
Spotkanie najętej grupy wyznaczone zostało przez Jego Wysokość w mieście Diorolle, w karczmie „Ostatni Zajazd”, dziewiątego dnia Świergotu Ptaków w godzinach popołudniowych. Na miejscu będzie czekał wynajęty do zadania badacz von Souen.
Wyruszacie dziesiątego dnia Świergotu Ptaków.

Z poważaniem,
Oren de Fylan.

Aithne przeczytała list dwukrotnie, coraz wyżej unosząc brwi. Przez chwilę nie potrafiła zrozumieć, jakim cudem, spośród tylu najemników, władca wygrzebał właśnie ją do tak oficjalnego zadania, szybko jednak uznała, że nie zdoła wymyślić rozsądnego wytłumaczenia. Dlatego, starając się ukryć zdumienie, przeniosła wzrok na nadal milczącą Anabde, zastanawiając się, jakie wieści dostała.
— To jutro — mruknęła pod nosem nekromantka, mrużąc oczy.
— Też masz pracować dla króla? — ożywiła się upadła, nachylając nad stołem, by zajrzeć przyjaciółce przez ramię.
Przyjrzała się treści listu i z zaskoczeniem zauważyła, że zmienił się tylko nagłówek – wpisano w nim nazwisko Anabde, nie jej. Cała reszta pozostała słowo w słowo taka sama.
— Na to wygląda. Ciekawe. I podejrzane — stwierdziła kobieta, prostując się na krześle; nie oderwała wzroku od wypisanych bardzo starannym pismem słów, jakby próbowała doszukać się ukrytej wiadomości.
— Czemu? — spytała Aithne, wzruszając ramionami. — To dziwne, że to akurat nas znaleźli, ale ten świat w ogóle jest dziwny.
— Oren de Fylan to nie nasz władca — wyjaśniła, uniósłszy wzrok na przyjaciółkę; jej spojrzenie było wyjątkowo przeszywające. — To jego nadworny mag.
Przeklęta przez chwilę rozmyślała nad sprawą, zastanawiając się, czy wzbudzała w niej jakikolwiek niepokój. Szybko doszła do wniosku, że nie dostrzegała niczego druzgoczącego, dlatego spojrzała na Anabde sarnimi oczami.
— Dlaczego to mag wynajął nas do zadania w imieniu króla? W dodatku posłużył się jego pieczęcią rodową, nie swoją — wytłumaczyła usłużnie nekromantka.
— Jego pieczęci nikt by nie rozpoznał. To przecież najniższa warstwa szlachty, prawda? — zauważyła upadła, wskazując palcem przedrostek nazwiska.
W Lostarze szlachta dzieliła się na trzy warstwy, z czego w dwóch pierwszych panował szalony bałagan, rodów było mnóstwo i nikomu nie chciało się zapamiętywać ich nazwisk.
— Może o to chodziło — przyznała powoli Anabde. — I mamy wyruszyć grupą. Ciekawe, jak liczną.
— Jak do Perrianu, to pewnie sporą — mruknęła Aithne, wyciągając przed siebie nogi i zsuwając się niżej na krześle. — Żeby potwory nie zdążyły zjeść wszystkich, zanim stamtąd wyjedziemy.
— Przeraża mnie to, że w tych słowach kryje się sporo prawdy — uznała z nutą rozbawienia nekromantka, składając list i chowając go do kieszeni spodni. — Co ty na to, żeby pójść na miejsce spotkania? — zagadnęła, podnosząc się.
— Już? — zdziwiła się. — Jeszcze nie ma południa. Chyba. — Rozejrzała się po karczmie, nie dostrzegła jednak żadnego ściennego zegara.
— Minęło kilkanaście minut temu — zapewniła Anabde. — Może ktoś przybył wcześniej? Albo znajdziemy wskazówki. Warto się przejść.
Aithne stęknęła i niechętnie wstała. Nie uśmiechało jej się przedzieranie przez rozgorączkowany tłum – wolałaby zaszyć się w pokoju i poczekać, aż tłok zelży na ulicach, jednak dyskusje z Anabde mijały się z celem.
Potulnie ruszyła za uśmiechniętą przyjaciółką, starając się pokazać po sobie chociaż minimum entuzjazmu. Bądź co bądź, została zaangażowana do niezwykle dobrze płatnej pracy – szkoda tylko, że od razu należało biegać i się spieszyć.

Ulice były mniej zatłoczone niż poprzedniego dnia, co ułatwiało wędrowanie wśród kolorowego tłumu. Aithne starała się trzymać blisko Anabde, która lepiej poznała miasto i doskonale wiedziała, dokąd się udać, by trafić na wyznaczone miejsce spotkania. Poza tym obecność przyjaciółki pozwalała dziewczynie zapomnieć o wrażeniu zagrożenia, które towarzyszyło jej w tłocznych miejscach. Jednocześnie rozglądała się dokoła z podejrzliwością, wietrząc podstęp – może ktoś je śledził? Może ludzie króla deptali im po piętach i listy jednak miały za zadanie zwabić je w pułapkę, by następnie pozbyć się Przeklętej z tego padołu łez?
Co chwila otrząsała się z teorii spiskowych, powtarzając sobie w kółko, że już zupełnie rzuciło się jej na umysł. Niepokój jednak doprowadził do kolejnych nieprzyjemności – dostała potwornych wyrzutów sumienia, bo nie poszła tego dnia do Faryale, by opowiedzieć o wszystkim oraz ewentualnie uspokoić nerwy. Klacz zawsze bardzo się o nią martwiła.
— Daleko jeszcze? — jęknęła do pleców przyjaciółki.
— Kilka ulic — poinformowała Anabde, posławszy dziewczynie powściągliwy, acz dość ciepły uśmiech.
— Myślisz, że ktoś już będzie? — drążyła Aithne, podbiegłszy kawałek, bo nie mogła nadążyć za długimi krokami nekromantki; różnica wzrostu robiła, niestety, swoje.
— Możliwe. Albo nie. Ale lepiej poczuję się ze świadomością, że będziemy mieć nad nimi psychiczną przewagę — mruknęła kobieta. — Zwyczajnie mało mi się to podoba.
— Nie no, raczej grupowego mordu nie planują, nie te czasy — zauważyła upadła, odchylając głowę, by spojrzeć w błękitne niebo. — Zresztą tak mordowano tylko Przeklętych, więc nie masz powodu do narzekania.
— Aithne, pół tonu ciszej — poradziła jej przyjaciółka, zerknąwszy szybko na boki. — Wiesz przecież, że ludzie niezwiązani z magią wpadają w panikę na samo słowo „Przeklęty” — upomniała karcącym głosem.
— Cholera wie, dlaczego — burknęła niezadowolona upadła. — Przecież zwykle nie jesteśmy niedobrzy. Bywamy najedzeni i umiemy się powstrzymywać. To trochę tak, jakby człowiek na widok kremówki dostawał amoku i musiał zeżreć wszystkie, jakie ma w zasięgu wzroku, nawet jeśli nie był głodny.
— Ładne porównanie — pochwaliła rozbawiona Anabde. — Niestety, im nie przetłumaczysz tego tak łatwo, bo nigdy nie mieli przyjemności zetknąć się z łagodnym Przeklętym. Dlatego będą się bali i tylko nieliczni dysponują odrobiną zdrowego rozsądku.
— Bez sensu — westchnęła.
Nie lubiła tematu nienawiści do Przeklętych – ten odwieczny konflikt dotknął nawet ją. A przecież nigdy nie zrobiła ludziom żadnej potwornej krzywdy – owszem, musiała polować, jak każdy Przeklęty, jednak ludzie robili to samo. Polowali na zwierzęta, co więcej, mordowali się wzajemnie. I jakoś nikt z tego powodu nie rozpoczynał czystki rasowej.
Rozmyślania przerwało jej mało przyjemne zderzenie z maszerującym z naprzeciwka mężczyzną. Tak bardzo pochłonął ją powrót do przeszłości, że nawet nie zwróciła na niego większej uwagi; dopiero gdy boleśnie potrącił ją ramieniem, pozbawiając równowagi, otrząsnęła się z zadumy. Anabde zdążyła wyciągnąć do przyjaciółki rękę, by powstrzymać ją od awantury, ale zrobiła to o jedno uderzenie serca za późno. Aithne odwróciła się za nieznajomym, groźnie mrużąc oczy.
— Ej, ty, prostaku! — krzyknęła, celując palcem w szerokie plecy okryte skórzaną kurtką, które lada moment mogły zniknąć wśród napływających od strony rynku przechodniów.
Mężczyzna obrócił się, unosząc ze zdumieniem brwi, i Aithne natychmiast zapomniała, że zamierzała mu naubliżać na wszelkie możliwe sposoby. Zastygła z uniesioną ręką i rozdziawionymi ustami, zapatrzona w przechodnia szeroko otwartymi oczami. Anabde zmarszczyła czoło, wnikliwie przyglądając się scenie.
— No proszę — stwierdził rozbawiony nieznajomy, stając przodem do obu pań, jednak nie spuszczał wzroku ze zdruzgotanej upadłej. — Kogóż ja widzę.
Jednego z pewnością nie dało się mu odmówić – przykuwał uwagę. Był naprawdę przystojny w ten interesujący sposób; wyraźnie zarysowana szczęka, wyższe kości policzkowe, rzymski nos i łobuzerski, dodatkowo intrygujący uśmieszek. Rude włosy  miał całkowicie potargane, ale nieład dodawał mu swego rodzaju uroku. W przymrużonych oczach o niecodziennym kolorze tęczówek, bo czerwonym, tańczyły wesołe iskierki.
— Jaja sobie robisz — wydusiła Aithne, zdradzając się, że znała mężczyznę.
— Jeszcze żadna potwora cię nie wykończyła? — zainteresował się na pozór złośliwie, ale nadzwyczaj życzliwym głosem, podchodząc do dziewczyny.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, wyjął rękę z kieszeni spodni i rozczochrał jej potargane rude włosy, uśmiechając się przy tym z satysfakcją. Aithne prychnęła, uciekając spod dłoni.
— Nienawidzę cię — wyznała wściekła, starając się ułożyć skołtunione kosmyki. — Zniknij stąd.
Mężczyzna uśmiechnął się szerzej, kiedy jednak przeniósł wzrok na milczącą, przypatrującą się zdarzeniu Anabde, z jego twarzy zniknęła pogoda ducha; zastąpiona została powściągliwością oraz dystansem. Przechylił głowę, bezwstydnie przypatrując się kobiecie, aż nekromantka poczuła się odrobinę nieswojo.
— Kto to? — spytał spokojnie, nie spuszczając spojrzenia z Anabde.
Aithne, nie poradziwszy sobie z niesforną fryzurą, popatrzyła to na jedno, to na drugie, najwyraźniej próbując się zorientować, co się wydarzyło, kiedy nie była uważna. Koniec końców wzruszyła ramionami do własnych myśli.
— Anabde Sasare, moja przyjaciółka — przedstawiła nekromantkę i uśmiechnęła się bezradnie. — A to jest ten głupi facet, na którego ci się wczoraj skarżyłam. Larkin Conleth, straszna świnia.
— Moje kondolencje — mruknął mężczyzna, zerknąwszy na upadłą. — Wytrzymywać z tą bestią jest naprawdę trudno.
— Jakoś sobie radzę — zapewniła z nutą rozbawienia, raz jeszcze przypatrując się nowemu znajomemu zmrużonymi oczami.
— Co ty tu właściwie robisz? — spytała Aithne; doszła do wniosku, że wszelkie prezentacje mieli już za sobą i mogli przejść do konkretów. — Mówiłeś, że wyruszasz na zachód — wytknęła.
Anabde popatrzyła na przyjaciółkę, zaraz przenosząc wzrok z powrotem na Larkina. Zachowanie Aithne osłabiało podejrzenia odnośnie nowego znajomego, a ponieważ nie lubiła się odzywać, kiedy rozmowa jej nie dotyczyła, zdecydowała się milczeć. Mimo to pytanie przyjaciółki wzbudziło jej czujność.
— Plany się zmieniły — mruknął wymijająco i wzruszył ramionami. — A ty? Dostałaś jakąś robotę?
— Wczoraj było z tym kiepsko — przyznała spokojnie. — Ale dziś już nie. Rano obie dostałyśmy zlecenie, nie zgadniesz jakie! — dodała bardzo z siebie zadowolona, jakby koniecznie chciała zaimponować Larkinowi zaradnością.
Anabde posłała jej karcące spojrzenie, w odpowiedzi jednak otrzymała bagatelizujące machnięcie ręki. Nekromantka musiała pogodzić się z myślą, że, skoro przyjaciółka ufała swojemu kumplowi, i ona powinna tak zrobić, bo Aithne niczego przed nim nie zatai.
— Zamiatanie ulic? — podsunął Larkin z wymownym uśmieszkiem. — Myślę, że przy tym nie skrzywdziłabyś nikogo ze swojego otoczenia… jakoś bardzo.
Upadła potrząsnęła głową i łypnęła na przyjaciela miażdżącym wzrokiem, zaciskając usta. Bardzo frustrował ją jego zwyczaj dokuczania otaczającym go osobom na każdym kroku – zwłaszcza jeśli kogoś lubił, bo wtedy znał go wystarczająco dobrze, by się tak bawić.
— Nie. Mamy pojechać do Perrianu — stwierdziła, krzywiąc się z urazą, żeby miał świadomość tego, jak jego niewiara ją zraniła.
Larkin w jednej chwili spoważniał, co nie umknęło uwadze Anabde. Nekromantka przechyliła głowę, czujnie przypatrując się mężczyźnie, by wychwycić każdą kolejną reakcję.
— Do Perrianu? Po artefakt? — spytał dla pewności.
Aithne przytaknęła powoli, również zaskoczona zachowaniem przyjaciela. Nie wynikało to chyba ze strachu o nią, prawda? Zwykle wierzył w jej umiejętności, jakkolwiek okrutnie by z nich nie kpił.
— Skąd wiesz? — mruknęła zdezorientowana.
Larkin milczał krótką chwilę, zanim uśmiechnął się lekko, z dużą dozą pewności siebie, z powrotem chowając ręce do kieszeni spodni. Anabde zmrużyła oczy, obserwując go, jednak na razie nie sugerowała niczego, chcąc poznać więcej faktów.
— Wiem, bo sam się tam wybieram — poinformował swobodnie i wyszczerzył zęby do zdumionej przyjaciółki.
— W takim razie dostałeś list — wtrąciła nekromantka głosem tak spokojnym, że nie sposób było domyślić się jej podejrzliwości.
Mężczyzna spojrzał na nią uważnie, zastanawiając się, czy mógł udzielić odpowiedzi. Albo też opracowując zgrabne kłamstwo, jak wpadło kobiecie do głowy.
— Owszem — mruknął, ponownie wzruszając ramionami.
— I… masz go? Może tobie napisali coś więcej? — ciągnęła bez skrępowania Anabde, uśmiechając się w nie do końca pasujący do niej sposób.
— Nie, nie mam. Spaliłem — stwierdził i uśmiechnął się triumfalnie, jakby doskonale wiedział, w jaką grę wciągnęła go kobieta oraz że właśnie wygrał.
— Och, jesteś beznadziejny. Mógłbyś się czasami powstrzymać — warknęła na niego Aithne, uderzając bez przekonania w ramię. — Głupek.
— Nadawał się na podpałkę — mruknął na swoje usprawiedliwienie, pocierając ugodzone miejsce, by podkreślić niebywałą siłę ciosu.
— Po co pozbyłeś się zlecenia? — zdumiała się Anabde, zerknąwszy na przyjaciółkę, bo wyglądało na to, że takie zachowanie było dla Larkina normalne.
Upadła skinęła głową w ulicę, uśmiechając się do nekromantki pogodnie.
— Chodźmy już powoli — poprosiła na początek, a kiedy całą trójką podjęli marsz, westchnęła ciężko. — Mówiłam ci wczoraj o Przeklętych, którzy mają podwójną magię. No, i on jest jednym z nich, taki chodzący rarytas. Poza naszą magią niszczenia dysponuje jeszcze odrobiną magii elementalnej, dokładniej ogniem. I strasznie lubi się nim bawić.
— Cóż mogę poradzić, to bardzo przydatna umiejętność — stwierdził Larkin, spoglądając z góry na znacznie niższą od niego przyjaciółkę.
— Po prostu lubisz się przechwalać — żachnęła się rozeźlona Aithne, ostentacyjnie odwracając wzrok.
— Coś w tym może być — przyznał ze śmiechem mężczyzna, drugi raz tego dnia czochrając nieszczęsne włosy przyjaciółki.
Anabde przestała zwracać uwagę na ich swobodną pogawędkę. Pojawienie się mężczyzny oraz jego udział w zadaniu wydawało się podejrzane, ale nie potrafiła podeprzeć tego żadnymi sensownymi argumentami. Podpowiadała to jedynie intuicja, a nie nawykła do słuchania jej bezkrytycznie, kiedy rzeczywistość nie podsuwała logicznego wyjaśnienia. Zdecydowała się zatem przyjąć na wiarę tak niesamowity oraz szczęśliwy dla Aithne zbieg okoliczności, podzielając jej radość ze spotkania z przyjacielem. Najpewniej rzadko miewała okazje, by obracać się w gronie samych najbliższych, dlatego kobieta postanowiła nie niszczyć tej chwili dziwnymi teoriami spiskowymi.
Kiedy upadłej udało się wciągnąć Anabde w rozmowę i obie panie nieco wysforowały się do przodu, Larkin zwolnił kroku. Zmrużył oczy żarzące się niczym dwa węgielki, lustrując uważnym wzrokiem ludzi maszerujących uliczką. Miał przemożne wrażenie, że ktoś obserwował ich przez cały czas, nawet kiedy ruszyli w dalszą drogę – wyczuł także subtelne drgnięcie magii w powietrzu i był pewien, że nie pochodziło ono od towarzyszących mu pań. Jeśli ktokolwiek zdecydował się ich śledzić, musiał się postarać, by ta osoba więcej nie ujrzała wschodu słońca.
Jego uwagę na moment przykuła postać w jednej z bocznych uliczek, dziwnie nieruchoma pośród całego miejskiego zgiełku, zanim jednak nabrał pewności, że to jego cel, rozproszył go donośny głos Aithne:
— Larkin, co ty robisz? To nie czas na wyrywanie dup, mamy robotę do wykonania, patałachu!
Upadły mimowolnie zerknął w stronę przyjaciółki, by uspokajająco skinąć na nią ręką, kiedy natomiast znów poszukał wzrokiem podejrzanej osoby, nikogo nie dostrzegł. Zmarszczył czoło, uznał, że to najprawdopodobniej urojenie, po czym ruszył do Przeklętej, postanawiając mimo wszystko zachować większą czujność.
— Uważaj, Aithne, bo jeszcze ciebie nam ktoś wyrwie!
— Twoje niedoczekanie!

30 komentarzy:

  1. No, przeczytane. Z uśmiechem na ustach czytałam cały rozdział, a ten poszerzał się, gdy dochodziłam do wniosku, że panie mają naprawdę wiele tematów do rozmowy, serio xD
    Moją uwagę zwróciły też, hm, teraźniejsze sformułowania, takie jak kumple, jaja sobie robisz, czy wyrywanie dup. W pewien pokrętny sposób pasują do stworzonego przez Ciebie świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, czy to była ironia, czy jednak szczere... xD Bo dziewczyny jakoś specjalnie rozgadane nie są, hm. Nie wiem, czy mi się gdzieś przypadkiem nie pokłóciły. Albo to serio Aithne skrywa jakieś poważne urazy względem tego porzucenia przez Anabde xD
      Tych kumpli nigdy nie mogę znaleźć w moich tekstach, a wszyscy o tym mówią, lol. Ale jaja i dupy według mnie pasują do słownictwa Aithne, zatem nieprędko je zmienię, jeśli w ogóle ^^

      Usuń
    2. Można powiedzieć, że pół żartem, pół serio xD Bo, jeśli rozmawiają, to nieźle im to idzie, jak faktycznie starym przyjaciółkom. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że ciężko im znaleźć jakikolwiek temat do rozmowy xD
      Cóż, Ai bez tego słownictwa, to nie Ai. Jednak, jak już mówiłam - to Twój świat i choć osadzony w czasach, gdzie normalnie nie byłoby do pomyślenia stwierdzenie "wyrywanie", to do autorskiego dzieła pasuje xD Żebyś mnie źle nie zrozumiała xD

      Usuń
    3. Może to też kwestia tej małomówności Anabde. Aithne boi się zbyt nachalnie odzywać, żeby Anabde nie spłoszyć, no i sama ma problemy z kontaktami z innymi xD Obie są trochę nienormalne, ale Aithne bardziej... xD
      Nie no, nie wszystko można pisać na licentia poetica. Ale mówię, po prostu... nie wiem xD Wydaje mi się, że tym jeszcze nie przekroczyłam granicy. W sensie, to nie jest świat stricte średniowieczny, to spore pomieszanie różnych epok - w zależności o której dziedzinie życia mówimy. No i nie wszyscy się tak wyrażają, można nawet ewentualnie założyć, że to charakterystyczne dla rdzennych Funnajczyków xD

      Usuń
    4. Obie są problemowe. KOBIETY - powiedziała... kobieta xD W każdym razie to interesująca przyjaźń, to trzeba przyznać. Jednak muszę stwierdzić, że przez ten dystans Anki, sama mam do niej ów dystans (cóż za logika w zdaniu, łoho!) - od zawsze właściwie xD

      Pomieszanie epok, pomieszaniem, ale trzeba pamiętać, że to jest autorski jednak świat i nikt nie każe go obsadzać w jednym i tylko w tym konkretnym wieku. Wszak istnieje dowolność i można robić, co się właściwie chce, póki jest utrzymany sens i zgrabna całość tego wszystkiego - wiesz o czym mówię, a? ^^

      I... prześliczny szablon. Przez chwilę myślałam, że wlazłam na złego bloga, albo coś się jebło, ale widok uroczej Ai z jeszcze bardziej ślicznym stworkiem szybko rozjaśnił mi sytuację. Muszę tylko przywyknąć do tego, że tekst mam po prawo, ale to się da zrobić ^^

      Ale... na Legendzie nowy Prolog, tutaj szablon... czy jest jeszcze coś o czym nie wiem, a powinnam wiedzieć? xD

      Usuń
    5. O, myślałam, że powiesz, że od teraz dopiero, jak ja piszę xD Ale to dobrze, to znaczy, że złapałam tę postać w miarę poprawnie. Aithne jest w sumie biedna trochę, jakichś takich dziwnych przyjaciół zdobywa, patologicznych trochę xD Nie żeby sama była normalna. Już chyba wiem, dlaczego rybeńka jej w głowie zawróciła... xD

      Nie no, jasne. Tylko da point is, żebym ja to umiała wiarygodnie przedstawić. I logicznie xD Bo Lostar jest bardzo dokładnie opracowany, ja bym go plasowała jednak gdzieś w renesansie naszym bardziej niż średniowieczu. Na pograniczu z nowożytnością z powodu rozwoju w niektórych dziedzinach - broń palna albo magiczne wspomaganie produkcji niektórych rzeczy, dzięki czemu są powszechnie dostępne xD

      Ja też już nawykłam do tekstu na środku albo z lewej, ale no, można przywyknąć xD I też uważam, że Lisha odwaliła kawał dobrej roboty. Wysuwane menu <3 Posprzątała dla mnie na blogasku, to urocze xD I ten art jako jedyny z tamtych ilustracji nadawał się na szablon, bo reszta byłaby spoilerami :c

      Nie, chyba to wszystko na razie xD Na moim dzienniczku niczego ni mo, Monika pracuje nad pierwszą ilustracją. Jest urocza, stwierdzam <3

      Usuń
    6. A widzisz, zaskoczyłam Cię! xD Zawsze mam do niej lekką i niewyjaśnioną podejrzliwość, a dystans jakoś zmniejszyć się nie chciał. Chyba nie chcemy się za bardzo polubić - ale to nic! Mam innych ulubieńców przecież xD Oj tam, ja bym się nie przejmowała tymi patologicznymi przyjaciółmi, to jest tak bardzo normalne w swej nienormalności xD

      RYBEŃKA!? o_O

      Cóż... nie pozostaje Ci nic innego, jak starać się odwzorować w tekście utworzony przez Ciebie świat, jego szczegóły, dokładność i w ogóle.W każdym razie też miło widzieć świat z takim, hm, pomieszaniem czasów, a nie tylko jeden podstawowy schemat xD

      I znowu mi dziwnie, jak tekst wyświetlił się po prawej stronie i na prawo muszę zerkać, gdy piszę komentarz... utrapienie, ale nie było chociaż zdziwienia takiego, jak wczoraj xD Praktyczne to menu i schludne!

      Och, nie mogę się doczekać ilustracji *-* I idę coś zrobić z dźwiękiem gadu, bo naprawdę go nie słyszę i dlatego się minęłyśmy :c

      Usuń
    7. Hm, to ciekawe. No, ale przynajmniej wyłamujesz się spośród osób, które tak bardzo Anabde lubią xD Ja ją... szanuję. Tak, to dobre słowo. I jestem jej wdzięczna, że zabrała ode mnie tego potwornego potwora paskudnego, czasami miałam go dość. Tak bardzo chujowo się nim pisało :C

      No nie pamiętasz?! Rybeńka -> słoneczko, w kuchni, kanapka, kucharka i mama xD

      Pewnie tak naprawdę wszystko leży i kwiczy, znając życie. Ale trudno xD Poddam się kiedyś opiniom mądrych ludzi, dla pewności, co poprawić. I będę płakać nad tym jak nad Legendą... xD

      Ty marudzisz? Ja mam monitor tak wielki, że ta ilustracja się lekko rozmazuje xD Muszę całe ciało przechylać, żeby dobrze widzieć te komentarze - ale to nie Lishy wina, że mam taki monitor... xD I tak kocham szablonik <3

      Ha, ja dostałam cynk, że zaczęła już szkic drugiej! Jejku, czekam, aż mi podeśle, jestem bardzo ciekawa <3

      Usuń
    8. Ło, czuję się w tej kwestii... wyróżniona, że tak powiem xD Nie wiem czy sama mogę powiedzieć o szacunku w jej kierunku, ale tolerujemy się na dystans. Co poradzić... nie da się wszystkich kochać i ubóstwiać xD O? A wiesz, że w tej chwili mam niezłą zagadkę, bo nie wiem o kim mówisz?

      O? A!? No to już pamiętam... dziękuję za odświeżenie mi pamięci i jednoczesny zgon z powodu nadmiaru śmiechu xD

      Ja się nie wypowiadam, bo do tych mądrych ludzi nie należę, ale wydaje mi się, że jest dobrze, chyba. Nie wiem. Ja tu jestem od pisania głupot xD

      To było sobie jeszcze większy monitor sprawić! xD Ja dziś musiałam się przechylać, bo mi światło od okna przeszkadzało i nie widziałam literek :c Bo jest za co go kochać *-*

      O? Om nom nom!

      Usuń
    9. No jak to nie wiesz? Prężący ogonek, że tak podpowiem xD Stara, kogo można, poza Aithne, wsadzić do tego samego zdania z Anabde? xD

      Zamierzam zachować taki fragment w tej wersji, bo w mojej nieskromnej opinii było to całkiem urocze xD No i może faktycznie nawet śmieszne? Wielu moje poczucie humoru nie śmieszy, ale trudno, mueheheh.

      I za to cię kocham <3 Zawsze przyda się ktoś, kto nie będzie ciągle wrzeszczał xD Krytykę lubię, ale ostatnio czuję się nią aż przytłoczona, tak szczerze mówiąc.

      Ja już przywykłam. Teraz tylko przeszkadza mi moja aktualna tapeta, bo jest dość jasna i wiosenna, a pasek start mam półprzezroczysty. Przez to patrzę na ponurego bloga, a pod spodem róże i żółcie xD

      Noo, nadal czekam. Mam nadzieję, że doczekam się skończonej pierwszej oraz tego szkicu drugiej xD

      Usuń
  2. Możesz odetchnąć dzisiaj z ulgą, bo jestem teraz zbyt leniwa, żeby się czepiać ;D Inna sprawa, że wiele do czepiania by nie było. Rozdział bardzo przyjemnie się czytało, nie działo się wiele, ale fabuła zaczyna się zawiązywać, więc może niedługo ruszy akcja :) Aithne tym razem nie irytowała, przynajmniej mnie, co innego Conleth. Może irytował to za dużo powiedziane, ale jakoś niezbyt mnie przekonuje. Anabde pozostaje faworytką.
    Łojezu, nie mogę wyjść z podziwu, że taki krótki komentarz napisałam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, i teraz nie wiem, czy się cieszę, czy mi jednak smutno xD Ale z tej jaśniejszej strony - mniej roboty przy dodatkowych poprawkach xD Tak, za kilka rozdziałów już się coś konkretnego będzie działo, niech no tylko te dzieci wyjadą z cholernego Diorolle.
      Aithne, dojrzewasz <3 A Larkin (bo Conleth to jego nazwisko, btw xD) to taka istota denerwująca jest. Podejrzewam, że w ogóle minusowe punkty załapie ze względu na własne priorytety. Głuptas. No nic, ale ma swoją rolę do odegrania! To się cieszę, że Anabde dobrze wychodzi. Jedyny głos rozsądku aktualnie w grupie xD
      Ha, obyś nie ewoluowała do komentarzy typu "fajne", "ok", "może być"... xDD

      Usuń
  3. Aithne jest najlepsza! Anabde podejrzliwa wypada o wiele lepiej, niż Anabde wesoła. Wyobrażam ją sobie jako poważną i dystyngowaną damę. Tak mniej więcej xD Chcę już poznać resztę, zobaczymy czy może jednak kogoś nie polubię :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yay, ktoś naprawdę lubi Aithne <3 Co do pozostałych ludzi i ich niechęci - pocieszam się myślą, że Aithne będzie się zmieniała w czasie historii, zatem może przestaną się jej aż tak czepiać xD
      Mówiłam, że to po prostu wpływ przyjaciółki! Anabde teraz prawie cały czas będzie podejrzliwa. Nawet Aithne przestanie się martwić, jak się okaże, że faktycznie nikt jej nie będzie mordował za rasę xD
      Może się zdarzyć. Towarzystwo jest dość rozmaite, zwłaszcza na początku historii, zatem kto wie, kto wie... xD

      Usuń
  4. Głupia ja! przeczytałam rozdział w dzień, w którym go opublikowałaś i zapomniałam skomentować. nie ma to jak moja skleroza!
    Mam nadzieje, że nie obrazisz się jak ten komentarz nie wyjdzie mi jakiś strasznie obszerny, prawda?
    no więc... ta misja jest dla mnie coraz bardziej ciekawa. jeszcze się nie rozpoczęła, jeszcze nie znam całej ekipy, a już nie mogę się doczekać gdy się rozpocznie i poznać jej rezultatów. król tak nie lubi Przeklętych, a tu okazuje się, że dwójka z przedstawicieli tej rasy będzie uczestniczyć w misji.ten jego mag to naprawdę ma ogromną władzę! ciekawe, ciekawe.
    nie znalazłam tego Larkina w bohaterach. czyżby pojawił się tylko przez chwilę, czy to moja wada wzorku znów zaczęła postępować? nie wiem, ale trochę mnie zaczął degenerować. jeszcze nie na tyle, aby go nie lubić, ale wszytko jest możliwe.
    w ogóle kolejnym zaskoczeniem jest dla mnie fakt, że Aithne i Anabde zostały zwerbowane do tej misji. Przeklęta i nekromantka. wybuchowa kombinacja.
    No dobra, to chyba byłoby na tyle.
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej późno niż wcale, generalnie ^^
      Jasne, że się nie obrażę, obszerne komentarze zawsze mile widziane!
      Już tam było wspominane, że Oren to praktycznie jego prawa ręka, zatem ludzie z dworu przywykli do słuchania go w równej mierze, co samego króla. No i Orena bardziej się boją, bo mag xD Facet ma po prostu głowę na karku, ale czy przyniesie mu to korzyści, jeszcze zobaczymy ^^
      Nie, faktycznie nie ma go w bohaterach. Ma swoją rolę do wypełnienia, jednak nie zaliczam go do takich... pierwszoplanowych postaci. Zresztą sama zobaczysz xD Tak, Larkin ma dziwne usposobienie. No, jak pisałam gdzieś wyżej, jego hierarchia wartości może oburzyć co poniektórych w pewnym momencie. Nawet mnie trochę oburza xD
      Ktoś musiał być zwerbowany xD Szerzej na ten temat będzie w następnym rozdziale ^^

      Usuń
  5. Przeczytałam i powiem, że jakoś nie mało mam do powiedzenia, nie wiem sama jakoś tak weny ni mam i tyle.
    Znaczy ja przeczytałam tę informację o obrazkach - spojleach i poszukałam na tym wcześniejszym blogu, ale nic nie znalazłam, znaczy obrazków ze spojlerami. Trochę kicha. Ale przelukałam prę rozdziałów i już wiem, czemu Aithne ma uraz! No dobra, wiem, żę nie powinnam, no ale nie moja wina, że mi szajbło i przelukiwałam rozdziały o co ciekawszych tytułach w poszukiwaniu znajomych imion... A tak kompletnie zawiasem to ten Errian przypomina mi z wyglądu bardzo, ale to bardzo lubianą przede nie postać (która umarła w anime, gdzie nikt nie umiera - to trzeba mieć szczęście, naprawdę). W ogóle, to widziałam, że ukradłaś daty śmierci - cwana bestia, tylko jedną sztukę zapamiętałam, co fika wcześniej.
    No to może bym jednak coś powiedziała na temat rozdziału...
    1) Anabde ma lakier na paznokciach! Yay, oni tam lakier produkują - tak wiem, to niesamowicie ważna informacja :)
    2) Wiedziałam, że jak facet się pojawi, to zrobi się ciekawiej. Lubię Larkina, bo burak z niego straszny :P
    3) Aithne i Anabde zachowują się strasznie niezręcznie w tej kawiarni, a ta cisza jest krępująca - ładny trolling ^^
    4) To urocze, gdy Anabde zarywa do Larkina, on o tym wie, a Aithne chyba nic nie zauważyła.
    5) Jajka i kartofle - rany, co za pokopany kucharzyna...
    6) E fajny ten szablon!
    7) W sumie to jakoś mnie Aithne specjalnie nie zirytowała... nawet fajna była - albo ja mam rozdwojenie jaźni, albo ona się ogarnęła, ciekawe.
    8) Ty tak serio, że ten mag ma listę doborowych zabójców, zna ich aktualne miejsca pobytu i jeszcze smaruje do nich listy?
    9) Hłe, hłe kiedy pojawi się więcej facetów? No co? Nie mam nic przeciwko laskom, no ale nie mój gust... a w bohaterach sterczą i... tyle
    10) Ha, doszłam do 10! Eee to by było na tyle :P
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, bo chyba spoiler-arty wywaliłam, zostały tylko na moim devie, a i to nie wszystkie xD W ogóle na tamtym blogasku zostało już niewiele rzeczy, taka to tylko pamiątka czasów, które już nie wrócą.
      No to sobie zepsułaś zabawę :c No nic, trudno, nie moja brocha xD Zresztą nigdy nie masz stuprocentowej pewności, że coś w tej wersji nie zostało zmienione!
      Och. Errian, biedaku, żeby to nie był dla ciebie jakiś tragiczny omen w takim razie...
      Tak, miałam tam jeszcze jeden bubel, który znalazła Monika, na całe szczęście. Tak to jest, jak się nieuważnie tekst formatuje :c
      1) Ano ma. Nie jest to taki lakier jak nasz, robią go z naturalnych barwników i złazi jeszcze szybciej niż współczesne, ale ma ^^ Może kiedyś znajdzie się miejsce w którymś rozdziale, żeby poruszyć tę kwestię.
      2) A tak warczałaś, że zjebana postać i z nim nie strzymiesz, bo narzuca się strasznie i w ogóle be!
      3) Kawiarni...? Omg. Kawiarni to oni jeszcze w tym stuleciu nie mają, w przyszłości coś na kształt powstanie, ale to będą lata sześćsetne drugiej ery, so... Trzy wieki do przodu od aktualnej akcji xD A niezręczne są, bo obie jakieś takie aspołeczne i się nie potrafią życiowo odnaleźć, głuptasy.
      4) No, zarywaniem może bym tego tak do końca nie nazwała, ale zdecydowanie Aithne nie ma o niczym zielonego pojęcia. Co ją takie pierdoły interesują, psze pani, ona to do mordobicia się jeno nadaje.
      5) To taki posiłek był bardzo w moim stylu xD
      6) Noo, i Aithne nawet nie wygląda na taką niemotę życiową!
      7) Możliwe, że to rozdwojenie xD A tak serio, bo zachowanie Aithne zależy od sytuacji. Pewnie jeszcze wiele razy cię zdenerwuje, bo to Aithne.
      8) To, jak mag sobie ze sprawą poradził, będzie wyjawione... kiedy do niego pewnego pięknego dnia powrócę xD
      9) No spokojnie, to dopiero czwarty rozdział, daj im trochę czasu!
      10) Brawo dla cię, okrągła liczba!

      Usuń
    2. No musiałam poczytać spojlery, skoro były dostępne :P A nawiązania co do historii Aithne już były, więc się nie wyłgasz ^^
      Eee tam jakby się uprzeć, to jest też tak samo podobny (może nawet bardziej) do innego typka, którego szczerze nie znoszę, a który ma się bardzo dobrze. Ale, szczerze powiedziawszy, wolałabym, by przypominał mi Gina - tego, co go zabili tam, gdzie nikt nie ginie. No cóż on jest w moim absolutnym topie ;)
      2) Bo mnie wkurzyła :P
      3) Bo ja widzę przyszłość i wiem, że w tym miejscu bedzie kiedyś stała kawiarnia (czemu nie zarzuciłaś mi barku istnienia kawy w Lostarze, to sie zastanawiam - czyżby odkryli Amerykę? ^^).
      9) Ile? Dwa rozdziały? Taak, to chyba wystarczy :D
      10) prawda?

      Usuń
    3. Mogłam jej zrobić tysiąc innych rzeczy... ale mogłam też niczego nie zmienić. You never know, tak do końca :3 Chociaż nie jestem osobą, która zmieniałaby fabułę z powodu czytelnika, więc to, co postanowiłam, zostanie raczej niezmienione.
      Nie mam pojęcia, kim jest Gin, więc ani cię nie zmartwię, ani nie uspokoję xD Ja generalnie bardzo tę postać lubię, jest przezabawna.
      2) Chimeryczna jesteś strasznie, ci powiem ^^
      3) Nie, Ameryki tu nie ma, przepraszam. Zresztą napisałam, że będzie coś na kształt kawiarni, nie mówiłam o stricte kawiarniach ^^
      9) Zobaczysz, psze pani, zobaczysz!

      Usuń
    4. Prawda, mogłaś, ale pewnych rzeczy się nie zmienia, bo to one kształtują postacie. Wiem, że próbujesz wpuścić mnie w kanał i na pewno nie przyznasz się, że tego nie zmieniłaś. Nie szkodzi, nie musisz ani zaprzeczać, ani potwierdzać.
      Ależ ja o tym wiem. Mówiłam tylko o wyglądzie zewnętrznym, nie o charakterze. A zresztą zobacz sobie:
      http://www.deviantart.com/art/ichimaru-vs-Hitsugaya-161090244 - obie postaci, o których wspominałam w akcji ;) Tak naprawdę chodziło mi tylko o oczy i włosy (oczu Gina nie zobaczysz, ale uwierz na słowo, że są niebieskie).
      2) Oj tam, oj tam ^^
      3) Wiedziałam, że mi wylecisz z takim tekstem :P Pff, a skąd ty możesz wiedzieć, co będzie tam stało za 300 lat? A może masz zamiar zrobić mały przeskok czasowy?
      9) no ja myślę...

      Usuń
    5. ... :c Nie lubię cię.
      Och, z Bleacha! To mogę Nes spytać, ona mi trochę opowie o postaciach i stwierdzi, na ile są podobne xD Zresztą to chyba popularne połączenie, jak się robi siwego bohatera xD
      3) Ja wiem wszystko o Lostarze! *dum-dum-dumm* A tak na serio, może pewnego dnia się przekonasz. O ile tyle ze mną wytrzymasz xD

      Usuń
    6. Ooo no wiesz? Idę się ciąć ee... nawet żyletki nie mam. To chyba jednak nie idę - cóż biedny student ze mnie :(
      Tak, z Bleacha. Pewnie wcale nie są podobne. A bo ja wiem czy popularne? Ogólnie mało jest "siwych" bohaterów - mi to tam wsio rybka.
      3) Uuu będę staruszkę z siedemdziesiątką na karku, co po nocach siedzi i blogi czyta! Yeah, świetna perspektywa ^^

      Usuń
    7. Trawą się potnij :c
      Dowiedziałam się, że żaden z nich nie przypomina w niczym Erriana. Poza wyglądem xD Jeny, serio mało? Ja ich UWIELBIAM. Nie wiem, jestem nienormalna, kiedy jeszcze bywałam na grupowcach, moja stała banda do pisania na takowych śmiała się, że jak ktoś chce wyrwać moją postać, niech sobie zrobi białowłosego faceta xD
      A ja będę staruszką lat siedemdziesiąt, która publikuje głupie opeńka w internetach xD

      Usuń
  6. Kiedy jeszcze nie wyrosła!
    Hihi - a nie mówiłam? Chociaż w sumie to trochę szkoda :( Znaczy ja na grupowcach nie siedzę i chyba muszę sobie znaleźć coś z fantasy do poczytania (chociaż w sumie jedno jeszcze opko mam), to może wtedy zobaczę ^^ Ej ale biały i szary to różnica :P Zazwyczaj preferuję tych z czarnymi kłakami, chociaż zdarzają się wyjątki - zależy od charakteru.
    Ale faajnie, tylko w sumie to chyba nie dożyjemy, bo wiesz - będzie pewnie tak, że po pracy nie będzie emeryturki, tylko zgon :D W sumie może i dobrze, nie będzie mi za bardzo w kościach trzeszczeć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy, no, wiem, że szary a biały to różnica. Mówię o białowłosych mimo wszystko, szary mniej mnie chwyta xD No ja blondynów niby nie lubię, wolę ciemne włosy... chyba że są to włosy białe xD
      A grupowce też mi nie leżą w tej formie, w której są zwykle w internetach. Z tą swoją drużyną robiliśmy fajniejsze grupowce, gdzie się dobrze pisało xD

      Usuń
  7. Postanowiłam bym wspaniałą oraz uczynną Sen Chu, toteż skomentuję każdy rozdział, który niechcący opuściłam w ferworze walki z maturą :) Poznaj łaskę pana! - czy coś...

    Niestety nie mogę z tego rozdziału nic kopiować, więc poniekąd zmusiłaś mnie do przepisywania zdań - zła kobieta z Ciebie, oj zła! Co najśmieszniejsze, te nowsze rozdziały mogę, muszę tylko sprawdzić, które dokładnie.
    "Anabde zaśmiała się cicho i zasunęła za sobą krzesło, co dla dziewczyny było zupełnie bezsensownym posunięciem." - Ja rozumiem, że Aithne olała ścielenie łóżka - wyjaśniłaś to. Jednak tutaj , w tym zdaniu, zabrakło mi właśnie tego wyjaśnienia, dlaczego dla niej było to zupełnie bezsensowne. Dla zwykłego śmiertelnika to normalna reakcja, a dla niej to już dziwne zachowanie, więc wyjaśnij, dlaczego tak uważa. Ależ czepialska jestem! :P
    W liście nieco zgrzytają mi liczne powtórzenia "pani", ale rozumiem jednocześnie, że raczej nie da się z tym nic więcej zrobić. Chociaż, jakby nie patrzeć, list jest oficjalny, więc może pani wielką literą? :D
    "Albo też opracowując zgrabne kłamstwo, jak wpadło kobiecie do głowy." - to zdanie jest dziwnie skonstruowane, w sensie druga część, bo to 'tak' wygląda, jakbyś zeżarła jakąś literkę. Dopiero za piątym razem, gdy przeczytałam je na głos, zrozumiałam, co miałaś na myśli.

    Czas na podsumowanie rozdziału: akcja powoli się rozwija, mamy wejście smoka w postaci Larkina i wcale nie zdziwił mnie fakt, że ta pierdoła Aithne wpadła na niego przypadkowo, bo to w jej stylu :P
    Nadal zachwycam się tym, w jaki sposób wszystko powoli opisujesz - nie widać w tym sztuczności, każda rzecz postępuje po sobie naturalnie, nic nie wciskasz w tekst na siłę... Cholercia, też bym tak chciała! :P
    Podoba mi się relacja między Larkinem a Aithne - przypomina mi nieco moją relację z Klaudyną: też drę się na pół ulicy, żeby dup nie wyrywała, bo nie mamy na to czasu, albo się słodko wyzywamy od wylewów czy pałek :D Tutaj widzę to samo, więc relacja jest mi szczególnie bliska oraz wywołuje szeroki uśmiech na twarzy :)
    Nieco uderzyło mnie zachowanie Anabde względem Larkina. Przyglądała mu się tak intensywnie, szukając jakichkolwiek dziwnych odstępstw od normy, że ja to chybabym na miejscu Larkina padła trupem :P No, skoro Aithne kolesiowi ufa - a to już jest godny podziwu wyczyn - to sądzę, ze Anabde nie musiała być aż tak intensywna w swym zachowaniu :P
    Dobra, lecę do następnego rozdziału zachwycać się nad powolnym, zajebistym rozwojem akcji - chyba zacznę brać od Ciebie lekcje! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku, jakieś święto narodowe normalnie, czy coś xD

      Znaczy, zaznaczyć się da, przynajmniej u mnie - nawet jak jestem wylogowana - a potem trzeba skrótem klawiszowym ^^ A błędy poprawiam zaraz!

      Weź, przecież ona nie patrzy, dokąd idzie, jak miała go zauważyć niby? xDD
      Teraz cię dobiję - chwalmy plany, generalnie. Gdybym wymyślała rozdziały na bieżąco, pewnie by były jedną wielką kupą fabularną, bo nie pamiętałabym połowy zamysłów xD
      Hahaha, coś w tym jest xD Inna sprawa, że Aithne w ogóle ma dziwne relacje ze wszystkim. Niemniej, myślę, że za pewien czas stracisz to skojarzenie... *zaciera rączki*
      Ale to Anabde, a Larkin zachowywał się trochę podejrzanie. Aithne to taka głupia gąska - jak ufa, to bezgranicznie, Anabde zdecydowanie nie xD Ona nawet Aithne nie ufa do końca nadal, więc.

      Usuń