czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 3.

Diorolle, Estrille, 385 rok drugiej ery, Lostar.

Świecące nad Diorolle słońce ogrzewało kamienie rynku, na którym nadal kłębił się tłum zaaferowanych ludzi. Mieszkańcy, nie zwracając uwagi na innych, gorączkowo próbowali załatwić własne sprawy, potrącając się, popychając i nierzadko bluzgając od serca, kiedy bardziej pokojowe metody nie przynosiły rezultatu. Przypominało to zamieszanie rodem z mrowiska bądź ula – nie dało się jednak ukryć, że stworzenia mieszkające w obu miejscach były przynajmniej zorganizowane, nie to, co tutejsi ludzie.
Aithne bez skrępowania usiadła pod ścianą jednego z budynków, z westchnieniem opierając się o nią plecami. Zgięła nogi w kolanach, wsparła na nich ręce i zadarła głowę, by móc patrzeć na górującą nad nią Anabde. Uśmiechała się przy tym lekko, czując na sobie jej pobłażliwe spojrzenie.
— Ludzie są głupi — skomentowała pod nosem Aithne, przenosząc wzrok na przechodzący nieopodal nich tłum.
Na całe szczęście na obrzeżach rynku, gdzie nie było już straganów, szaleństwo ustępowało, pozwalając bardziej normalnym osobom na swobodne przemieszczanie się bądź właśnie siedzenie i podziwianie rozgorączkowania pozostałych. Przeklęta czuła się bezpieczniej poza ściskiem spoconych ciał, z pełną swobodą ruchów.
Anabde obejrzała się przez ramię, charakterystycznie mrużąc oczy.
— Dzięki — mruknęła z przekąsem, jednak jej uśmiech zdradzał, że odebrała to jako żart, nie krytykę.
— Nie jesteś do końca człowiekiem — pośpieszyła z tłumaczeniem upadła, trochę się zmieszawszy. — W końcu czarujesz.
— Muszę cię zmartwić, mag to nadal człowiek — stwierdziła wciąż rozweselona, przynajmniej jak na nią, Anabde, w kilku krokach podchodząc do dziewczyny, by lepiej ją słyszeć. — Nawet nekromanta.
Aithne skinęła głową, udając, że temat ją zainteresował. W istocie nigdy nie pasjonowała się magią, przyjmowała ją jako coś normalnego, dla niej – codziennego oraz oczywistego. Nie potrzebowała zgłębiać jej tajników, by móc używać, kiedy tylko zapragnęła.
— My nie mamy nekromantów — zauważyła po krótkim milczeniu, od niechcenia grzebiąc znalezionym kijkiem w piachu. — To znaczy pojawiają się, podobno, bardzo rzadko. Bo to oznacza drugą magię. — Szybko zerknęła na przyjaciółkę.
Kobieta uniosła brwi, przypatrując się upadłej z zainteresowaniem. Koniec końców oparła się ramieniem o ścianę, pod którą Aithne siedziała.
— I skąd wiesz takie rzeczy?
— Przyjaciel mi powiedział — przyznała niechętnie. — Do niedawna nie wiedziałam. Nie wiedziałam nawet, że każda rasa Przeklętego dysponuje osobnym odłamem magii — dodała, uśmiechając się z rozbawieniem. — No, ale teraz ty też już wiesz.
Anabde znowu zamilkła na chwilę, najwyraźniej przetrawiając pozyskane informacje i zastanawiając się, którą z nich zainteresować się najbardziej. Przymrużyła szare oczy, obserwując Aithne, potem znowu zawiesiła wzrok na wielokolorowym, gwarnym tłumie. Ostatecznie westchnęła i pokręciła głową sama do siebie.
— Przyjaciel? — zagadnęła.
Aithne spochmurniała, odwracając wzrok. Zajęła się obserwowaniem niewielkiego owada o błyszczącym pancerzyku, który wytrwale przedzierał się przez szpary między kostkami brukowymi, zmierzając w tylko sobie znanym kierunku. Kiedy jednak spojrzenie Anabde nie straciło na intensywności przez kolejne uderzenia serca, Przeklęta westchnęła cicho i niezadowolona zerknęła na przyjaciółkę.
— Tak sądzę, że przyjaciel — mruknęła powoli, ponownie wzruszając ramionami, jakby chciała uczynić z tego odpowiedź dobrą na wszystko. — Wytrzymał ze mną dłużej niż dwie godziny, a to w końcu sporo.
Anabde zaśmiała się cicho. Odgarnęła na plecy gęste, ogniste włosy i pokiwała głową, najwyraźniej porzucając męczący dla Aithne temat. Możliwe, że postanowiła do niego jeszcze nawiązać, jednak później – tymczasem powróciła do obserwowania tłumu.
— Znalazłaś pracę? — spytała.
Upadła zadarła głowę, by lepiej widzieć przyjaciółkę, i zastanowiła się nad odpowiedzią. Kiedy przypomniała sobie, jak została potraktowana przez mieszkańców Diorolle, spochmurniała, z powrotem się pochylając.
— Nie. Wszyscy się mnie boją — poskarżyła się, przełamując kijek w palcach.
— Dziwisz się im? — zainteresowała się złośliwie Anabde. — Zresztą wcześniej nie miałaś problemów z niechęcią pracodawców. — Przechyliła głowę.
— Nie wiem właśnie. Wzięli i się zbiesili — westchnęła, dla odmiany wyciągając nogi w przód, by je rozprostować. — Jeden nawet odmówił mi roboty, bo jestem babą. Powinnam była urodzić się chłopcem.
— Może — mruknęła z drobną dezaprobatą nekromantka, obserwując, jak przechodzący obok człowiek potknął się o stopy Aithne, nie zauważywszy ich. — A może po prostu mieszkają tu idioci.
— Mówiłam, że ludzie są głupi — przypomniała upadła, odprowadziwszy przeklinającego nieznajomego groźnym spojrzeniem, dzięki któremu nie odważył się robić jej bezpośrednich wyrzutów. — A ty?
— Ja mam pracę. Nekromanci zawsze są potrzebni — odparła. — Tobie też by się przydała robota.
— Och, mów mi. Lada moment zostanę bezdomną, zagłodzoną Przeklętą — jęknęła Aithne, uderzając tyłem głowy o ścianę. — W dodatku prawie mi dziś buchnęli ostatnie pieniądze, nienawidzę tego miasta.
— To popracuj ze mną — zaproponowała niespodziewanie Anabde, obdarzając przyjaciółkę powściągliwym uśmiechem. — Jak za starych dobrych czasów. Mam zaplanowaną robotę na wieczór.
Upadła, słysząc zaproszenie, w pierwszej chwili się rozpromieniła. Wtedy nekromantka dokończyła wypowiedź, a z dziewczyny uleciał widoczny entuzjazm. Znów zawiesiła wzrok na bruku, próbując odszukać wędrującego dzielnie żuczka, chyba jednak już odmaszerował w dal.
Towarzyszące jej od dłuższego czasu poczucie bezpieczeństwa zadrżało niebezpiecznie, sprawiając, że wewnątrz Aithne zebrał się irracjonalny niepokój. Zapragnęła uciec – nawet od Anabde. Wrócić do Faryale. Na szczęście umiała już z tym sobie radzić, dlatego – gdy się odezwała – nie dała po sobie poznać zbyt wiele:
— Na wieczór? — powtórzyła powoli.
— Tak — potwierdziła zwięźle kobieta. — Na cmentarzu, jak to bywa w moim fachu. Nic trudnego, ale przyda mi się towarzystwo, nigdy nie wiadomo, czy zadanie nie okaże się kłopotliwe — uznała, nie zauważywszy podlejszego nastroju Aithne. — Muszę pozbyć się zjawy, która nęka odwiedzających i za nic w świecie nie daje się przegonić.
Przeklęta skinęła głową, kuląc się nieznacznie, jakby z każdym słowem było jej coraz ciężej na duszy. Objęła kolana ramionami i wsparła na nich brodę, zapatrując się pustym wzrokiem w ciepły bruk.
— Swoją drogą to interesujące — stwierdziła niespodziewanie Anabde. — Zwykle odsyłanie przebudzonych duchów z cmentarzy nie jest trudne, zarządcy radzą sobie przy pomocy prostych metod albo bardzo tanich fachowców.
Aithne łypnęła na przyjaciółkę bez przekonania, zupełnie nie czując się w nastroju do dywagacji na temat martwych od dziesiątek lat ludzi. Czasami zjawom faktycznie coś się odmieniało i usiłowały wrócić do świata żywych – nie mogły same przebyć granicy, jeśli nic w momencie śmierci na tym padole łez ich nie zatrzymało, zatem zwykle czatowały na rytuał początkującego nekromanty. Wtedy wykorzystywały luki w rytualnych kręgach i przeciskały się na wolność, nie zważając na istotę, którą mag przyzywał.
Z tego, co wiedziała upadła, Anabde należała do tej niewielkiej grupy nekromantów, których poziom magii przekraczał marną dwójkę i wcale nie potrzebowała aż tylu rytuałów, mogła korzystać z czystej wrodzonej mocy. Kiedyś o tym rozmawiały, a Aithne nawet dała się tematem zainteresować, ciekawa tego, co dotyczyło przyjaciółki.
— To jak? — przerwała jej rozmyślania Anabde. — Wchodzisz w to?
Upadła zająknęła się, w pierwszej chwili nie wiedząc, co odpowiedzieć. Prawdę mówiąc, zupełnie nie miała ochoty na pracę po ciemku, w dodatku na cmentarzu.
Z drugiej strony potrzebowała pieniędzy. Chociaż, gdyby pracowała w pojedynkę, nikt nie zauważyłby jej słabości, jednak przed Anabde mogła pokazać własne strachy. Ostatecznie – szkoda by było rozdzielać się z ledwo odnalezioną przyjaciółką.
— Wchodzę — westchnęła ciężko, czując, że prawdopodobnie jeszcze tego pożałuje.
Tymczasem uśmiechnęła się do nekromantki, starając się wypaść jak najbardziej wiarygodnie. Doskonale wiedziała, że Faryale będzie wniebowzięta, kiedy się dowie, na co Aithne przystała, nie zabierając jej ze sobą.

Cmentarz znajdował się na obrzeżach miasta, z jego wschodniej strony, jakby miał osłaniać budynki przed suchym powietrzem napływającym z opuszczonego Perrianu. Pierwszym, co rzucało się w oczy, był wysoki metalowy płot zbudowany z czarnych prętów; każdy zakończono ostrym szpikulcem, jakby – tak na wszelki wypadek – miały zniechęcić możliwych uciekinierów. Zdarzało się w końcu, że oszalały nekromanta ożywiał wszystko, co był w stanie, i lokatorzy cmentarzy wymaszerowywali na spokojne ulice miasteczek. Brakowało jednak zdobnej bramy; zwyczajnie w jednym punkcie płot się urywał na kilka stóp, by potem znów się rozciągnąć, a przez powstałą dziurę z pewnością mieli wchodzić spacerowicze.
W Lostarze nie odwiedzało się martwych zbyt często. Nie było to kwestią braku szacunku czy zapomnienia o bliskich, raczej respektu przed magią oraz chęci pozostawienia zmarłych w spokoju. Każdy, kto skorzystał z nekromanckich usług, by porozmawiać z duchem, rozumiał, że po drugiej stronie prowadzili kolejne, o wiele spokojniejsze życie. Póki samemu nie szukało się wsparcia albo wyciszenia, cmentarze stały niemalże puste – nie licząc trupów – nieco ponure, ale spokojne, co miało ułatwiać zmarłym skupienie się na sobie.
Aithne wcale się nie zdziwiła, że nikt nie pofatygował się do swoich bliskich. Alejki tonęły w zapadającym półmroku, a wiekowe drzewa kołysały się na wietrze, szumiąc cicho dość smutną melodię. Upadła przełknęła ślinę, przypatrując się cmentarnemu wejściu z niezwykłą podejrzliwością. Objęła się ramionami, kiedy poczuła wstrząsający nią dreszcz, i ustawiła się pod jednym z szerszych słupków. Zrezygnowana spojrzała na drogę wiodącą do miasta. Miała nadzieję, że Anabde zaraz się pokaże.
Ilekroć trzaskała cicho gałązka albo zrywał się silniejszy wiatr, Przeklęta drżała z przerażenia i wykonywała taki ruch, jakby zamierzała pobiec z powrotem do Diorolle. Ktoś w końcu mógł nadchodzić. Przedzierać się przez zarośla, nie zważając na nic, zmierzać prosto do niej – ale wystarczyło zacisnąć powieki i wstrzymać na moment powietrze w piersi, by opanować podświadome reakcje. Zagryzła boleśnie wargę, wbiła paznokcie w przedramiona i skupiła się na głębokim oddychaniu, próbując odciąć się od niepokojących – choć całkowicie normalnych – nocnych dźwięków.
Była już bliska zrezygnowania z czekania, kiedy na ścieżce zamajaczyło blade światło. Zmrużyła oczy, przypatrując się zbliżającemu punkcikowi, by po chwili rozpoznać w nadchodzącej kobiecie nieco spóźnioną przyjaciółkę. Uśmiechnęła się bez przekonania, próbując opuścić ręce wzdłuż ciała, ale nie potrafiła. Ostatecznie tylko się wyprostowała.
— Wybacz, szukałam jeszcze kilku ziół do rytuału — powitała ją Anabde, czujnie przymrużając oczy, kiedy przypatrywała się dziwnie nerwowej upadłej.
— Do rytuału? — podchwyciła szybko Aithne, chcąc odwrócić uwagę nekromantki; wolała nie dzielić się z nią mało chlubnymi obawami przed ciemnością. — Zwykle nie używasz rytuałów.
— Kiedy pracuję w pojedynkę, nie jestem w stanie się rozerwać — mruknęła, gestem ręki zapraszając towarzyszkę, by przeszła przez bramę cmentarza.
Przeklęta niechętnie posłuchała kobiety, jednak pozostała w obrębie rzucanego przez lampę olejną światła. Widok zwisających nad głową gałęzi, które przypominały zakrzywione szpony, sprawiał, że mimowolnie kuliła ramiona, próbując panować nad przyśpieszającym oddechem. Jeśli tylko spuściła je z oczu, przestawały być zwykłymi drzewami – drewno przybierało gładką linię wyciągniętych ramion, gałązki stawały się wyciągniętymi do niej palcami, a szum liści szelestem ubrań, który otaczał ją zewsząd i ciemność uniemożliwiała zlokalizowanie, skąd nadchodziło zagrożenie. Kilkukrotnie potrząsnęła głową, dusząc w piersi żałosny pisk, powstrzymała potrzebę otoczenia głowy ramionami i wypuściła powietrze ustami. Liczyła, że Anabde niczego nie usłyszała i nie zada niewygodnego pytania.
— Teraz mam ciebie, więc mogę rozrysować rytualny krąg. To nam zapewni większą skuteczność, zjawa na pewno się nie wymknie — wytłumaczyła Anabde, idąc przez cmentarz sprężystym krokiem.
Z pewnością czuła się tu o wiele pewniej – dokoła mnóstwo martwych do ożywienia, dla nekromanty był to właściwie raj. Upadłej też podobałaby się ta ponura sceneria, gdyby nie paskudna ciemność; uważała cmentarze za całkiem nastrojowe miejsca, ale za dnia.
We wznoszących się gdzieniegdzie wśród wysokich traw kopczykach nagrobnych ułożonych ze zwykłych polnych kamieni bądź wygładzonych wodą otoczaków kryło się swego rodzaju piękno. Nieco melancholijne, trochę złowieszcze, ale z pewnością chwytające za serce. Kojarzyły się jej z dachami domów, których mury znajdowały się pod ziemią, tworząc przytulny kącik dla zmarłych.
Pamiętała, że kilkadziesiąt lat temu pojawiła się moda na tworzenie kopczyków z droższych kruszców, takich jak kamień księżycowy, który swą jasną barwą kojarzył się ze świątyniami wyznawców Silthe, albo tossan – dla niektórych stanowił przykład prawdziwego piękna, innych obrzydzał. Nie każdy w końcu musiał przepadać za ruchomymi żyjątkami tuż pod powierzchnią ciemnej skały. Tak czy siak moda szybko przeminęła ze względu na swego rodzaju tradycję. Kopczyki zawsze były skromne i skromnymi powinny pozostać.
— To co mam robić? — mruknęła niechętnie, odwracając wzrok od kształtów złowieszczo malujących się w ciemności.
— Wywabisz zjawę i ściągniesz ją do mojego kręgu — poinstruowała Anabde, rozglądając się uważnie, by wychwycić alejkę, w którą powinny skręcić. — Podobno duch chętnie zaczepia żywych, dlatego nie sprawi ci to trudności.
Aithne skrzywiła się, na szczęście nekromantka tego nie zauważyła. Upadła zupełnie nie miała ochoty na spotkania z jakimikolwiek zjawami po zmroku; że też skusiła ją wizja pieniędzy. Co kasa robiła z człowiekiem, a nawet Przeklętym!
— W porządku — westchnęła, pocierając ramiona, kiedy zawiał mocniejszy wiatr. — Nie będzie mnie atakowała ani nic takiego?
— Raczej nie. Do tej pory zachowywała się łagodnie — odparła Anabde, obierając na swoje stanowisko przygotowaną do kopania kolejnego grobu przestrzeń. — Akurat będzie.
Aithne spojrzała na to trochę krzywo, uznając, że na miejscu przyszłego lokatora nie poczułaby się uradowana na myśl, że nad jej kwaterą wyczyniano nekromanckie sztuczki. Westchnęła i ustawiła się w bezpiecznej odległości od kobiety, zostawiając jej wystarczająco dużo przestrzeni, by bez problemu mogła zabrać się do pracy.
Najpierw powstał okrąg, na brzegu którego Anabde wypisała pojedyncze symbole z pradawnego języka. Aithne także się go uczyła – ze względu na Ashar’carrego, swój potężny miecz – tych fragmentów jednak nie rozumiała. Wychwyciła tylko coś o śmierci oraz spokoju; z drugiej strony nie wgłębiała się w lekturę. Przypatrywała się, jak przyjaciółka tworzyła dodatkowe linie biegnące aż do środka okręgu, nie połączyła ich jednak w najważniejszym punkcie – zamiast tego stworzyła jeszcze jedno koło, do którego ścianek przylegały promienie większego. Upadła przechyliła głowę, bez zmieszania przyznając przed samą sobą, że niewiele z tego rozumiała.
— Gotowe — mruknęła Anabde, prostując się.
W jej szarych oczach pojawił się niecodzienny, niepokojący blask. Zdawały się lśnić intensywniej, niż przy tym oświetleniu powinny; Aithne już wiele lat temu zauważyła, że magia wpływała w ten sposób na ciała ludzi. Gdy przywoływali moc, ich tęczówki nabierały o wiele bardziej wyrazistego koloru, jakby świeciły. U Przeklętych się to nie pojawiało i nie miała pojęcia, dlaczego.
— Czyli ja idę po zjawę — stwierdziła, mimowolnie luzując miecz w osłonce, by, w razie czego, sprawnie go dobyć. — Dokąd?
— Zwykle kręci się w tamtej części cmentarza. — Wskazała zachodnią stronę, nie odrywając uważnego wzroku od kręgu. — Ja rozpocznę rytuał, by być gotowa na wasze przybycie. Idź już — poprosiła, posyłając przyjaciółce przelotny uśmiech.
— Pewnie — burknęła cicho Aithne, potulnie obracając się plecami do nekromantki, która zajęła się wyciąganiem różnych dziwnych roślin z kieszeni szerokiego płaszcza.
Poruszyła ramionami, by rozluźnić napięte mięśnie, westchnęła i ruszyła sztywnym krokiem w ciemność, coraz mocniej zaciskając dłoń na rękojeści ukochanego miecza. Im dalej za sobą zostawiała Anabde, tym bardziej nieregularnie zaczynała oddychać, a każdy podejrzany dźwięk powodował, że podrygiwała, natychmiast lokalizując źródło hałasu wzrokiem. Wiedziała przecież, że nikogo tu oprócz nich, zjawy oraz trupów nie było – a mimo to coś szeptało w niej, że prawdopodobnie się myliła. Pomyliła się już wcześniej i gorzko tego pożałowała, dlaczego nie miałaby się pomylić również teraz? Zagryzła wargę, łapiąc nieregularny oddech.
To tylko głupi cmentarz. Tylko mnóstwo martwych ludzi pod ziemią. Nikt tu na nią nie czekał. Nikt na nią nie czekał od kilkudziesięciu lat – przychodzili wyłącznie we snach. Ale jeśli nie miała racji? Lada moment mogły sięgnąć po nią czyjeś ręce. Znów będzie cierpiała, utraci własne człowieczeństwo, walcząc o każdą chwilę życia.
W nerwach wmaszerowała prosto w rosnące po drugiej stronie alejki drzewo; zderzenie z twardym pniem zdołało przerwać zalewające umysł obrazy i pozwoliło Aithne otrząsnąć się z przerażenia. Upadła odetchnęła głębiej, na moment przycisnęła się plecami do chropowatej kory, powtórzyła kilkakrotnie, że to nic takiego, a księżyc właściwie świecił bardzo jasno, po czym uchwyciła kątem oka świetliste poruszenie.
Zanim pomyślała, dobyła jednoręcznego miecza, celując sztychem w kluczącą wśród różanych krzewów postać. Klinga błyszczała mdło w lichym świetle nocy, srebrno-błękitne refleksy metalu przesuwały się po broni migotliwie.
Aithne wychyliła się zza drzewa, przypatrując się spacerującej osobie. Po krótkiej obserwacji uznała, że nieznajomy – bądź nieznajoma – nie był do końca materialny, choć posiadał wyraźne kontury oraz wyblakłe kolory. Odetchnęła, stwierdzając, że odnalazła swoją zjawę, schowała Ashar’carrego do osłony i skierowała kroki do celu.
Duch zatrzymał się i płynnie obrócił na czubkach palców, bezgłośnie poruszając długim trenem sukni. Kobieta spojrzała martwym wzrokiem na trochę speszoną Aithne, zupełnie jakby czekała, aż dziewczyna zdradzi powód przybycia. Na jej twarzy widniał idealny spokój, wyglądała na śmiertelnie – o ironio – poważną. Przeklęta podrapała się po karku, intensywnie rozmyślając, jak zwabić zjawę do kręgu rytualnego, zwłaszcza że ta nie wykazywała specjalnego zainteresowania towarzystwem.
— Eee, cześć — przywitała się i pomachała do zjawy.
Poskutkowało to o tyle, że kobieta przechyliła głowę, nadal obserwując upadłą. Aithne nerwowo strzeliła palcami, zastanawiając się, czy duch w ogóle ją słyszał.
— Pomyślałam sobie, że nudno tak się włóczyć po cmentarzu samotnie — zaczęła powoli; Anabde kiedyś mówiła jej, jak zjawy czuły się w świecie żywych, ale, oczywiście, zupełnie wtedy nie słuchała. — Może… przejdziesz się ze mną? — zaryzykowała.
Zjawa zbliżyła się kilka stóp do Przeklętej, co wojowniczka potraktowała jako dobrą monetę. Uśmiechnęła się do kobiety zachęcająco, nawet wyciągając w jej stronę rękę.
— Chodź. Jest ładny wieczór, idealny na spacer — zachęcała dalej, prawie zapomniawszy o towarzyszącej jej zewsząd ciemności.
Chciała pomóc Anabde i, co może nawet ważniejsze, zarobić na dalsze utrzymanie.
Zjawa podążyła za cofającą się Aithne, przypatrując jej z zainteresowaniem. Jedynie dwukrotnie coś rozproszyło jej uwagę, przez co upadła musiała wołać kobietę, by nie zniknęła z oczu. Jednocześnie rozglądała się nerwowo, od czasu łapiąc kilka urywanych oddechów podyktowanych przez zamierające w piersi serce. Oczekiwała niespodziewanego ataku – z czyjej strony, nie miała pojęcia. Irracjonalny strach tkwił bardzo głęboko w podświadomości i z biegiem lat zaczął przypominać niechcianego towarzysza życia.
Wreszcie wraz z duchem zbliżyły się do przygotowanego kręgu; Aithne przemaszerowała przezeń, uważając, by nie nadepnąć na żadne wyrysowane przez Anabde linie. Samej nekromantki nigdzie nie widziała, postanowiła jednak nie zakładać z góry, że najpierw przyszli po jej przyjaciółkę, a teraz czekali, aż sama wpadnie w ich zasadzkę. Wzdrygnąwszy się nerwowo, skinęła zachęcająco na zjawę.
Tak jak przypuszczała, przyjaciółka wychynęła z ciemności wraz z chwilą, w której zjawa znalazła się dokładnie pośrodku rytualnego kręgu. Aithne z mimowolnym szacunkiem cofnęła się parę kroków, obserwując, jak Anabde podrywa ręce, mrużąc jaśniejące niczym płynne srebro oczy. Także linie kręgu się rozświetliły, zamykając zdumioną zjawę w swego rodzaju klatce. Niematerialna kobieta zakręciła się dokoła własnej osi, zaskoczona pułapką.
— Wróć tam, skąd przybyłaś, duchu — zamruczała niskim głosem nekromantka, przesuwając dłońmi w powietrzu.
Aithne poczuła subtelne mrowienie na skórze – znak, że okolicę wypełniła niezbyt silna magia, przynajmniej dla Przeklętego. Upadła jednak nie skupiała się już na Anabde, teraz przypatrywała się duchowi, który zdawał się coraz mniej należeć do świata żywych. Najwyraźniej powoli, bo stawiając opór, wracał do świata martwych.
Wraz z kolejnym podmuchem wiatru szamocąca się zjawa rozpłynęła się w ciemności, a Anabde postąpiła krok naprzód i przerwała główną linię rytualnego kręgu. W jednej chwili kształty zgasły i przyjaciółki zostały otoczone aksamitną ciemnością. Aithne zdrętwiała, wstrzymując nawet oddech; nie potrafiła się ruszyć, aż nekromantka nie sięgnęła po schowaną na czas zadania lampę olejną i na powrót jej nie rozpaliła.
— Łatwo poszło — mruknęła zadowolona, uśmiechając się lekko. — Możemy wracać do miasta, już dawno minęła pora kolacji.
Upadła skinęła głową, przysuwając się do rzucającej mdły blask lampy. Spróbowała nie dać po sobie poznać ulgi, jaka ją ogarnęła, kiedy tylko znalazła się w niosącym ukojenie kręgu światła.
— To w drogę — zaproponowała zachrypnięta.
— Masz nocleg? — zainteresowała się Anabde, ledwie wróciły na główną alejkę cmentarza i skierowały w stronę jaśniejącego subtelną łuną miasteczka kawałek dalej.
— Niestety. Cały dzień biegałam za pracą — przyznała uczciwie Aithne, wzruszając ramionami. — Ale nie sądzę, by panował tu specjalny ruch.
— Może zatrzymasz się w moim pokoju? — zaproponowała, przenosząc wzrok na drogę, którą szły. — Tak czy siak musiałam wynająć dwuosobowy, bo gospodarz nie dysponował żadnymi pojedynczymi. Wypełnisz lukę — dodała bardziej żartobliwie.
— Prawdę mówiąc, chętnie — mruknęła upadła, uśmiechając się trochę wyraźniej, a już na pewno bardziej szczerze.
— W takim razie musimy się cofnąć w okolice rynku — zastrzegła nekromantka i nieznacznie przyspieszyła, uznawszy rozmowę za skończoną.
Aithne spojrzała za nią, z nutą nostalgii przypominając sobie, że Anabde zawsze ceniła konkrety i nie lubiła rozprawiania o niczym. Upadła, która zwykle nie otwierała się przed każdym, ale przed paroma osobami się jej zdarzyło, trochę nad tym ubolewała. Przy nekromantce nie dało się nawet w spokoju ponarzekać, bo od razu mroziła pełnym dezaprobaty spojrzeniem.

Pokój był niewielki, ale niezwykle przytulny. Anabde od razu zabrała się do zdejmowania płaszcza oraz butów, Aithne natomiast z ciekawością rozejrzała się po wnętrzu, popchnąwszy drzwi stopą, by się zamknęły. Przeszła kilka kroków do przodu, uśmiechając się z zadowoleniem na widok czystych łóżek zasłanych świeżą pościelą, wygodnych krzeseł obitych z pewnością przyjemnym w dotyku materiałem, a wreszcie okrągłego stolika, na którym leżało kilka książek najprawdopodobniej traktujących o nekromancji. Pod ścianą ustawiono jeszcze niezbyt pokaźną komodę.
— Królewskie warunki — skomentowała Aithne, zabierając się do ściągania sfatygowanego płaszcza.
Nekromantka spojrzała na nią znad rozwiązywanego buta.
— Nadal nie stać cię na porządne przybytki? — spytała z całkiem wprawnie maskowanym rozbawieniem.
— Nadal. Pieniądze mnie nie lubią — przyznała bez wstydu, odwieszając płaszcz na specjalnie przeznaczony do tego haczyk. — Zresztą za ciachanie łbów płacą mniej niż za rozmowy z trupami.
— Fakt — mruknęła Anabde; wyjąwszy z kieszeni tasiemkę, zabrała się do wiązania gęstych, ogniście rudych włosów w kitkę. — Za niecałą godzinę będzie gotowy nasz posiłek — poinformowała, ruchem nogi odsuwając sobie krzesło, by na nim zasiąść.
Aithne skinęła głową, niedbale zrzuciła buty ze stóp i powędrowała śladem przyjaciółki. Zanim jednak usiadła, zadbała o to, by znajdujące się w pokoju lampy dały wystarczająco dużo światła.
— Zatem? — spytała niespodziewanie nekromantka, zwracając na siebie uwagę przyjaciółki.
Upadła obejrzała się na nią i uniosła wysoko brwi, nie mając pojęcia, o co kobiecie chodziło. Oczekując na wyjaśnienia, szybko podeszła do stołu i zajęła miejsce na ostatnim wolnym krześle.
— Wspominałaś coś o przyjacielu. Obie doskonale wiemy, że nie przepadasz za mężczyznami jako towarzyszami — zauważyła Anabde, uśmiechając się w nieco koci sposób, jakby upatrzyła sobie wyjątkowo tłustą ofiarę.
Przeklęta skrzywiła się brzydko, odwracając wzrok na ścianę.
— Są denerwujący i im nie ufam, ale w walce bywają przydatni — żachnęła się, próbując odnaleźć w sobie wszystkie pokłady głęboko skrywanego obiektywizmu.
— Nie tylko w walce bywają przydatni — mruknęła kobieta, wypowiedź podkreślając jednoznacznym uśmieszkiem.
Aithne zrobiła taką minę, jakby podstawiono jej pod nos coś wyjątkowo śmierdzącego. Skrzyżowała ręce na piersiach, na chwilę pogrążając się w rozmyślaniach, ilu kochanków Anabde ugościła w swym łóżku, zanim znowu się spotkały po latach rozłąki.
Nekromantka nie czuła się skrępowana zawieraniem co ciekawszych znajomości, wykorzystywaniu ich dla własnej przyjemności, a potem gwałtownym kończeniu ku rozpaczy zakochanych naiwnych. Aithne przerażała myśl o zbliżeniu się do kogokolwiek bardziej niż na długość ramienia, nie mówiąc nawet o romansach czy jakiejkolwiek wspólnej nocy. Anabde prawdopodobnie uważała, że upadła wybierała partnerów rzadziej, natomiast na długi czas, prawda jednak wyglądała tak, iż Aithne jeszcze nigdy nie była z żadnym mężczyzną. Przyjaciółką wieść ta najpewniej by wstrząsnęła – przeżyć sto dwadzieścia pięć lat i ani razu…?
— Mniejsza — burknęła, chcąc jak najszybciej skończyć temat, bo nie należał do najwygodniejszych.
— Nie spławisz mnie, Aithne — zastrzegła Anabde, przypatrując się przyjaciółce z wnikliwym zainteresowaniem. — Kto to jest, ten twój przyjaciel?
— To Przeklęty, tak samo jak ja — mruknęła powoli. — Upadły anioł.
— Och, czyżby przeznaczenie? — rzuciła zgryźliwie, uśmiechając się nieco uszczypliwie. — Czemu się rozdzieliliście? — spytała; sugerowała tym samym, by dziewczyna zignorowała tamtą uwagę.
Aithne łypnęła na przyjaciółkę zła, powstrzymawszy się od pełnego niezadowolenia wzdrygnięcia na samą myśl o sobie… z nim. Zupełnie nie. Niemożliwe. Nie ma mowy. Traktowała go bardziej jak brata – nawet Faryale tak uważała, a klacz znała Przeklętą najlepiej ze wszystkich żyjących w Lostarze istot.
— Skończyła się praca, którą wspólnie wykonywaliśmy. Musiał załatwić swoje sprawy, więc się rozstaliśmy. Normalnie. — Wzruszyła ramionami i zabębniła palcami w blat. — W każdym razie temat już raczej wyczerpany.
— Miałabym jeszcze kilka pytań — stwierdziła Anabde, dla odmiany przyglądając się Aithne z drobną pobłażliwością. — Zlituję się jednak. Obyś niedługo go spotkała, chciałabym go poznać — mruknęła, uśmiechając się łagodniej.
— Spodobałby ci się — rzuciła upadła, zanim w ogóle pomyślała.
— O? — zainteresowała się nekromantka, porzucając pomysł wstania od stołu; zamarła pochylona, zawiesiwszy na przyjaciółce pytający wzrok.
— No, taki w twoim typie dość. Drapieżny, przystojny, bezczelny i niezależny — wyliczyła niechętnie Aithne, co i rusz wzruszając ramionami, by podkreślić małą wagę wypowiadanych słów.
— W takim razie z pewnością muszę go poznać — uznała Anabde, prostując się z pomrukiem.
Zapadła między nimi chwila ciszy, podczas której upadła obserwowała sadowiącą się wygodniej nekromantkę, myśląc o tym, co się u niej zmieniło przez tych kilka lat. Kontakty z innymi nigdy nie przychodziły jej łatwo i nawet wobec jednej z bliższych osób na tym świecie nie potrafiła się przełamać, by swobodnie rozmawiać o wszystkim.
— Jak przekonałaś zjawę do pójścia za tobą? — zagadnęła ponownie nekromantka. — Nie zajęło ci to dużo czasu.
— Zaprosiłam ją na spacer. Wydawało mi się, że czuła się samotna — przyznała.
Kobieta uniosła brew, chwilę milczała, po czym uśmiechnęła się lekko i skinęła głową. Zabębniła pomalowanymi na czarno paznokciami w wysłużony blat stołu.
— To często skutkuje. Zwłaszcza jeśli umarły przybywa do naszego świata w poszukiwaniu rodziny, którą zostawił. Łatwo ich oszukać — westchnęła, odchylając głowę; najwyraźniej skończyły się jej tematy do rozmowy, dlatego pozwoliła zapanować ciszy.
Aithne, ukradkiem obserwując Anabde, pomyślała, że było to dość bezduszne. Spróbowała postawić się na miejscu duchów i uznała, że sama nie chciałaby zostać tak oszukana. Zaraz nadeszła myśl, że jako Przeklęta nawet po śmierci pozostawałaby dla nekromantów niebezpieczna i mogłaby się paskudnie zemścić za takie bezczelne oszustwo.
To wywołało na jej twarzy niepokojący uśmieszek.

Diorolle, Estrille, 385 rok drugiej ery, Lostar.

O tej godzinie w gospodach zaczynało się robić tłoczno. Po zmroku do przybytków ściągali stali bywalcy, by w gronie dobrych znajomych uraczyć się trunkiem wątpliwej jakości, a najemnicy kończyli pracę i szukali chwili wytchnienia. Ich rubaszne śmiechy przeplatane z pijackim śpiewem mogły łatwo irytować, wystarczyło jednak odciąć od nich myśli, by zupełnie zapomnieć o niedogodności. Skupienie na pitym piwie oraz toczącej się przy stoliku rozmowie zdecydowanie to ułatwiało.
Uśmiechnął się pod nosem niepokojąco. Zmrużył oczy o czerwonych tęczówkach, przypatrując się swojemu towarzystwu. Poznał kilku żwawych, zabawnych młodzieńców oraz dwie interesujące panie, z czego jedna posyłała mu od dłuższej chwili powłóczyste, znaczące spojrzenia. Mógł z całą pewnością stwierdzić, że ten wieczór okaże się jeszcze przyjemniejszy, niż zaplanował na samym jego początku.
Zaśmiał się razem z towarzystwem, gdy jeden z młodzików opowiedział zabawną historię, chociaż nawet go do końca nie słuchał. Gdzieś w środku nękał go niepokój, którego nie potrafił w żaden sposób wyplenić – już od kilku tygodni nie otrzymał od swojego pana zlecenia. Nawet najdrobniejszego. Zupełnie jakby o nim zapomniano, a to w końcu niemożliwe.
Mimowolnie poprawił płaszcz, na którego kołnierzu wyszyto charakterystyczne złote linie; z pozoru zwykła ozdoba, jednak obeznani w ciemniejszej stronie światka szlacheckiego bez trudu kojarzyli ten symbol z jego panem, jednym z najbardziej wpływowych magów w całym Lostarze. Pokaźna ilość posiadanych przez niego artefaktów oraz niebagatelna jak na człowieka moc – bo aż na piątym poziomie – sprawiały, że mógł sobie podporządkować bardzo wiele istot, nie tracąc przy tym nawet jednego złotnika ze skarbca.
W tym także Przeklętych.
— Pan Conleth? — rozbrzmiało za jego plecami, sprawiając, że niemalże oblał się unoszonym do ust kuflem. — Wiadomość od pana von…
Mężczyzna warknął i wyszarpnął z ręki posłańca niewielką, cienką kopertę z zaskakująco ciemnego pergaminu.
— Wiem, od kogo.
Jego towarzysze na moment przycichli, z zainteresowaniem obserwując, jak wręczał młodzieńcowi dwa srebrniki za fatygę. Bez słowa zajął się rozrywaniem papieru zaklejonego woskową pieczęcią. Pozostali po chwili wrócili do pogawędki, chcąc podarować kumplowi chociaż minimum prywatności.
Tymczasem mężczyzna, przypatrując się wiadomości, coraz bardziej tracił łobuzerski nastrój, niespodziewanie poważniejąc. Dotarłszy do końca listu, zmarszczył czoło, na jego przystojnej twarzy pojawił się cień jakby zmartwienia. Bez słowa złożył kartkę na cztery, wcisnął do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki i podniósł się z miejsca.
— Co się dzieje, stary? — zainteresował się najbardziej wygadany z całej grupki młodzieniec, rozkładając ramiona.
— Wynoszę się — odparł niskim głosem, uśmiechnąwszy się pod nosem bez przekonania, choć chciał tak samo zadziornie jak wcześniej. — Dzięki za piwo.
— Na pewno? — spytała jeszcze dziewczyna, posyłając przystojnemu mężczyźnie pełne nadziei spojrzenie, jakby wierzyła, że jej powabne ciało skusi go do pozostania w przybytku chociażby jedną noc.
Gdyby nie okoliczności, najpewniej tak by się stało. Niektórym jednak nie odmawiało się nigdy, by nie stracić niczego ważnego. W jego przypadku było to życie.
— Na pewno. Żegnajcie — rzucił, uniósł dłoń i skierował się do wyjścia z gospody, sprawnie klucząc wśród rozsianych po sali stolików.
Odnalezienie uczestników samobójczej wyprawy nie będzie trudne, jak szybko uznał w myślach. Gorzej pójdzie z przekonaniem ich, że także został wybrany na wyruszenie do Perrianu – musiał coś wymyślić, miał na to tylko jedną noc.
Z niezwykle ponurą, zupełnie niepasującą do jego drapieżnych rysów twarzy miną opuścił przybytek. Wtopił się w ciemność niczym cień, odchodząc energicznym krokiem w zapadającą nad Diorolle noc.

61 komentarzy:

  1. "— Raczej nie. Do tej pory zachowywała się łagodnie — odparła Anabde, obierając na swoje stanowisko przygotowane do kopania kolejnego grobu stanowisko. — Akurat będzie." - stanowisko x 2!

    Ale Ci dużo błędów znalazłam... aż jeden, łoh!

    Ah ta kochana Ai... zawsze musi coś odstawić. W tym wypadku spotkać się twarzą w twarz z drzewem. Chociaż może lepiej, że wpadła w drewniane objęcia niż męskie xD
    I muszę przyznać, że panie były bardzo ze sobą wygadane, już o tym zapomniałam, szczerze mówiąc.
    Jednak najbardziej z całego rozdziału intryguje mnie postać mężczyzny... domyślam się kim może być, ale nie dam sobie łapek uciąć. Ewentualnie całkowicie źle błądzę, ot co xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mój boru, takie powtórzenie! Że też tego nie zauważyłam, normalnie coś mi się stanie .____. Zaraz lecę naprawiać, wstyd, wstyd, wstyd!

      Wiesz, lepiej przyfasolić w drzewo, niż oszaleć ze strachu przed ciemnością xD No, a gdyby trafiła w męskie ramiona, to by te męskie ramiona długo nie pożyły...
      No, bo ich relacja jakoś się potem rozmyła. Naturalnie oddaliły się po sama wiesz czym przy, eeee, spieprzeniu wiadomej (lol), a potem pojawiła się podopieczna Anki i jakoś tak wyszło, że już nie złapały kontaktu. Przykre, w sumie.
      Podejrzewam, że dobrze się domyślasz xD Mówię, intryga nie jest jakaś widowiskowa, o.

      Usuń
    2. Oj, zdarza się najlepszym, kochana xD

      W sumie... to też fakt. Biedna Ai z tą fobią :c przynajmniej się wyróżnia na tle innych, którzy boją się pająków, albo robali... Ciemność jest gorsza! xD Ale te męskie ramiona... khe khe.
      No cóż... chociaż się odnalazły teraz, o. Tyle im dobrego z tego przyszło, a potem... potem, to już potem xD
      No, bo mi się wydaje, że to jest pewien ktoś, kto... eee... yyy... pojawia się i znika? xD

      Jesu... jakie szyfry w komentarzu

      Usuń
    3. Trochę wzorowałam ją na własnej, bo się bałam ciemności za młodu, ale potem mi się to wywindowało straszliwie, bo ogarnęłam, co jej zrobiłam, no i trzeba zachować wpływ na psychikę xD Co do męskich ramion... wiadomo, które by przeżyły. Inna inszość, że one takie mało męskie... xDDD

      No, potem, to będzie... mniej, ale wyraziściej, mam nadzieję. W sensie, nie porzucą się aż tak, tylko Ai się cofnie od niej, bo trochę przestanie ufać, wiadomo. A i Anka będzie zaaferowana... swoim... zwierzakiem... xDDD

      Dwóch było od pojawiania się i znikania. My mówimy o tym, który lata xD

      Hahahaha, normalnie współczesna Enigma xD

      Usuń
    4. Mhm, no cóż... każdy ma jakieś fobie, nie? A to, że czasem są już prawie-paranoją... xD

      Może i mało, ale wystarczająco męskie do poskramiania... :D !

      Zwierzakiem... Kobieto... wyobraziłam sobie tego zwierzaka (choć wiem o kim mowa). Normalnie futrzasty przyjaciel do miziania...! xDDD

      Czyli dobrze myślałam, om nom nom. Jestem miszczem, o xD

      Hahah, możemy na wojnie tajne wiadomości przesyłać i tylko my je zrozumiemy xD

      Usuń
    5. No i oczywiście miałam zamiar napisać, ale zapomniałam w komentarzu, bo jakże inaczej? Przepiękna Zielona Dolina. Taka magiczna *-* Pokłony dla Ao!

      Usuń
    6. Wiesz, Aithne nie może mieć niczego na normalnym poziomie, że tak powiem. W sensie, jak fobia, to już generalnie postradane zmysły natychmiast xD

      Hihihi. To jest takie urocze, jak się tak zastanowić. Zwłaszcza to poskramianie <3 A taki łagodny, taki dobry... xD

      O stara, teraz to mnie zabijesz. Zwierzak naprężający ogonek od miziania... xDDD Tak bardzo do nich pasuje. Inna sprawa, że ktoś inny odbierze im tytuł... aktywnych xD

      No ba, że możemy! Ksz-kszsz, tu ruda do podłej, skrzydlaty spierdolił przed latającą kiecką, ksz-kszsz, bez odbioru xDD

      Prawda? Jest przecudowna! Kto by pomyślał, że mieszka tam najwięcej bardzo głodnych wilkołaków... :3

      Usuń
    7. Przypuszczam, że spowodowane jest to bardzo prostym faktem... to po prostu (albo aż) Aithne i inaczej się nie dało, ot, cała filozofia xD

      No właściwie. I chyba dlatego, że taki kochany, taki NIEWINNY, to Ai wymiękła xD

      ... !!! No i mnie zabiłaś. Umarłam zgonem bardzo tragicznym. Zdecydowanie wyobraźnia za bardzo działa, ehm. Cóż. Aż nie jestem w sobie w stanie wyobrazić, że ktoś może im to zabrać, tak po prostu :o Chociaż kołacze mi się w głowie pewien duet, ale sama nie wiem xD

      Podła się melduje, szu-szuuu, nie ogarnęłam wpierw o czy mówisz, ale po chwili mnie olśniło i jebłam ze śmiechu. Widok epicki! Powinszować skrzydlatemu odwagi. Szu-szuuu, bez odbioru! xD

      No tak... byłoby za piękne, gdyby sama w sobie Dolina była taka prześliczna. Musiał się w niej kryć jakiś mHrok. Om nom nom, tak dużo Sainów! Pomijam fakt, że to nie ta bajka, ale... xD

      Usuń
    8. Ta logika jest przerażająca, ale prawdziwa xD

      ...ej, on jest mniej niewinny od naszego łucznika. Dum-dum-dummm. Jak kiedyś napiszę opowiadanie o jego młodości, to ci nieźle szczęka opadnie xD Co najlepsze, w tych wszystkich swoich działaniach pozostawał naszym kochanym, dobrym chłopakiem... xD

      Hehehehehe xDD Ja siebie też zabiłam, nie martw się xD Jeśli myślisz o podłej i jej uroczym dzielnym, to... to trafiłaś, buehehehe. Mają urocze akcje xD

      Eeeej, ale chyba ci mówiłam, że mamy Saina! xD Jednego, bo jednego, ale jak mogło nie być Saina, kiedy geny tak się zgrały? xDD Ale on pojawi się co najwyżej w opowiadaniach :c

      Usuń
    9. Nic na to nie poradzisz xD

      Aż mi się jakoś nie chce w to wierzyć... już na samą myśl pojawia się w głowie: "no chyba sobie jaja robisz, ej" xD Jedno wyklucza drugie... przynajmniej na tę chwilę xD

      Huh, brawa dla nas, tak naprawdę :D Cholera... zaczyna mnie przerażać moja prędkość w domyślaniu się o kim my tu mówimy :o Jednak przypuszczam, że w pewnym momencie to się skończy, bu xD

      No mówiłaś! I nawet pamiętam! xD Ale zawsze się pojawi i będzie miał jakąś małą, albo większą rolę do odegrania, o xD

      Usuń
    10. Ha, pewnie wszyscy by tak zareagowali xD No wiesz, (mój boru, z rozpędu prawie walnęłam spoilera dla wszystkich, lolz) on mimo wszystko jest... doświadczony i ogarnięty. Inny by sobie rady nie dał xD Inna sprawa, że w obliczu takich emocji, trochę się gubi. Nie na tyle, żeby stracić rezon, ale no xD

      E tam. Nie tak szybko, generalnie. W ogóle, właśnie piszę rozdział, w którym się pan dzielny pojawia <3 Jak to zobaczyłam, aż zachciało mi się pisać xD Trochę mu wpłynę na charakter, żeby był bardziej jednolity, bo w pierwszej wersji nieco pływał, że tak powiem. Ale powinnaś go takiego polubić xD

      Rola będzie zależała od formy opowiadania, jaką obiorę. Ale no, do tego jeszcze daleko. Zdecydowanie daleko xD

      Usuń
    11. Bardzo możliwe. No bo jak? Taki dobry chłopczyk? Jak tak można? xD Jeszcze trochę, a zacznę sądzić, że jest równie wybitny w tym temacie, jak futrzaste zwierzątko wystawiające ogonek do miziania o.O" xDDD Z tą różnicą, że pupilek raczej się nie gubi... xD

      Oh, Ty już mniej więcej wiesz, kogo ja lubię, a kogo nie... w sensie jaki rodzaj bohatera, o xD A skoro twierdzisz, że powinnam go polubić, to bardzo prawdopodobne, że tak właśnie będzie. Om nom nom... ale jeszcze trochę poczekam :c ale warto chociaż!

      Pozostanie tylko... czekać? xD

      Usuń
    12. Nie no, nie przesadzajmy xD Ponad setka lat doświadczeń kontra niecałe ćwierć wieku doświadczeń, to jednak mówi samo przez się xD Ale na pewno nie jest jakiś nieporadny. Zdecydowanie wie, co robić :3 A przy tym jest kochany, czuły i wspaniały <3 xD

      Tylko trochę, spoko. To będzie... kilka miesięcy, oh shit xDD Ale prędzej czy później poznasz odnowionego dzielnego! Myślę, że lifting wyjdzie mu na dobre. Podła nie zgłosiła na razie żadnych protestów xD

      Usuń
    13. Ta... pod względem czułości i bycia kochanym na pewno przewyższa setkę lat doświadczeń, coś mi się wydaje. Ten wiekowy raczej jest na swój sposób czuły, o ile o czułości można przy nim mówić xD

      Kilka miesięcy... ale wiesz? Wcale tak się nie dłuży, jak myślałam z początku. W miarę zgrabnie zlatuje między rozdziałami czas oczekiwania, więc prędzej czy później... będę mogła poznać starego-odnowionego xD

      Usuń
    14. U nim można mówić o byciu toksycznym dupkiem, stwierdzam. No, może nie do końca. Śmiesznie mi się oni budują w tej odsłonie Granic, że niby tak, ale nie, a w sumie to nie wiedzą, jednak jest fajnie xDD

      No, to przynajmniej tyle! Najpierw, w sumie, to ja muszę ten rozdział wreszcie skończyć. Bo jeszcze nie napisałam ani słowa od południa, robiłam różne inne dziwne rzeczy :x

      Usuń
    15. Co jednak sprawia, że obu ich lubię i nic na to nie poradzę. Jednakże, jakbym miała wybierać między nimi, to... to... w sumie, to nie wiem. Może tego wiekowego dupka? Tak, tak myślę, o xD Bez obrazy (ale bym go wydała ;_; ) Ćwierćwiekowy? xD

      No, ale już go skończyłaś czy jeszcze nie? xD

      Usuń
    16. No bo oni się uzupełniają :c Są kochani razem. Czekam, aż zaczną mi tu ostre yaoi sugerować, jebłabym. Nasz mały byłby totalnie uke xDDD O boru, ale na mnie spojrzeli, ok, nieważne.
      I się mały nie obraża, wzruszył ramionami. On i tak woli... swoją xD

      Nie :c Dostałam ocenkę Legendy i na gwałt ratuję historię, bo jest źle. Właśnie sporządzam notatki, a potem biorę się do przebudowywania... wielu rzeczy xD

      Usuń
    17. W sensie... duet doskonały, a? xD Całe szczęście - ja nie należę do grona fanów yaoi, więc z mojej strony na propozycja nie padnie. Nie kręci mnie to xD Wyobraziłam sobie ich minę... oj.
      Och, to się cieszę!

      Wspieram Cię duchowo!

      Usuń
    18. Ja też jakoś nie bardzo. A już na pewno nie w tym wydaniu, co to internety nam namiętnie serwują xD
      Co ciekawe, obaj mieli bardzo podobne. No cóż, w sumie kto z kim przystaje, takim się staje... xD

      Usuń
    19. W sensie Ćwierć wieku stało się Wiekowe czy Wiekowe stało się Ćwierć wiekowe? Chociaż właściwie nie widzę Wieku z takim sympatycznym uśmiechem... xD

      Usuń
    20. Nie, Ćwierć zaczyna przypominać trochę Wiekowe. Nie traci swojego uroczego charakterku, ale no. Robi się trochę... zuy xDD

      Usuń
  2. szczerze to za bardzo nie wiem, co mam dziś napisać. mam jakieś zaćmienie, czy coś. ech taka ma głupota.
    no dobra więc ten cmentarz mnie przeraził. nie lubię takich ciemnych miejsc tak jak nasza przeklęta. że się zdecydowała to zrobić... naprawdę ją podziwiam. a jeszcze bardziej Anabde. ona się tym zajmuje normalnie? brrr, nie zazdroszczę jej. ale skoro jej się to podoba ^^
    Końcówki totalnie nie rozumiałam, ale to może wszytko przez to moje zaćmienie mózgu, nie wiem.
    chyba nic więcej z siebie nie wykrzesam. a szkoda. powiem jeszcze tylko, że rozdział był naprawdę wspaniały.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem końcówka nawiązuje do pierwszego rozdziału;)

      Usuń
    2. Tak, Des ma rację, miała nawet bardzo ścisły związek z pierwszym rozdziałem ^^ Takie tam, próby zawiązania fabuły.
      Ja też się boję ciemności. Ale Aithne jest tak uparta, jak głupia, generalnie xD Musiała pójść, żeby nie było, że nie poszła, bo ona się przecież niczego nie boi. Anabde to jest nienormalna na punkcie duchów i trupów, w końcu nekromantka, w dodatku bardzo utalentowana ^^

      Usuń
    3. tyyy w sumie mamcie racje xd dopiero teraz to do mnie dotarło. a ten człowiek, który przyniósł list pewnie to ten sam biedak z pierwszego rozdziału ^^

      Usuń
    4. No, to daleko posunięta interpretacja, powiem szczerze. Posłaniec to posłaniec, sam Oren zresztą coś mówił o opłaceniu jednego... chyba. Goddamit.

      Usuń
  3. Lubię Anabde :) Może przez to, że się z nią najbardziej utożsamiam, ale wydaje mi się postacią lepiej wykreowaną od Aithne. Do tej drugiej też nic nie mam, ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego musi mieć te 125 lat. No dobra, może się to jakoś wyjaśni, ale na razie bardzo zgrzyta mi, że zachowuje się w sumie jak nastolatka. Niezbyt tą jej długowieczność póki co kupuję (i szczerze mówiąc nie widzę innego wytłumaczenia jak to, że jest aseksualna. to w sumie byłoby ciekawe). A panu z ostatniego fragmentu wiele do powiedzenia na razie nie mam, poza tym, że zauważyłam, że chyba lubisz czerwone oczy u swoich "czarnych charakterów".
    Rzuciło mi się w oczy powtórzenie ("— Królewskie warunki — skomentowała Aithne, dopiero po krótkiej kontemplacji niecodziennych warunków" - warunki) i zastanawia mnie forma "iść NAD groby". Chyba na groby, jeśli już, ale w moim odczuciu to trochę zbyt potoczne. No i generalnie jakoś rzuciło mi się sporo (w moim odczuciu, ofc) niezbyt urokliwych zdań. Nie tyle może błędy, ale choćby takie: "Uśmiechnął się pod nosem niepokojąco, przypatrując się zmrużonymi, charakterystycznymi, bo o czerwonych tęczówkach oczami swojemu towarzystwu." IMO można to napisać dużo ładniej i prościej, chociażby: "Uśmiechnął się pod nosem niepokojąco. Zmrużył charakterystyczne oczy o czerwonych tęczówkach, przypatrując się swojemu towarzystwu". Jest sporo zdań, które mogłabyś w podobny sposób uprościć. Czepnę się jeszcze (a co, ostatnio powiedziałaś, że się czepiać mogę, to z przywileju pokorzystam:) ) tego "coraz bardziej tracił łobuzerskie nastawienie do świata" - postawa to nie jest coś, co się traci w ciągu kilku sekund (no może w jakichś drastycznych przypadkach). Tracił łobuzerską postawę, może?
    No i to "kumpel" też niezbyt szczęśliwe mi się wydaje, zupełnie mi nie pasuje do klimatu.
    Ach, i podobała mi się akcja na cmentarzu. Fajnie, że się troszkę akcji pojawiło, aż szkoda, że tak łatwo im poszło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ugh, ale żem napisała. *nie traci się nagle NASTAWIENIA do świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie musi mieć, w sensie... mogłaby mieć też 100 albo 140, nie robiłoby to większej różnicy xD Przeklęci są długowieczni dzięki magii, rozwijają się w zupełnie inny sposób niż ludzie. Gdyby Aithne była człowiekiem, byłaby kilka lat młodsza od Anabde, pewnie by nawet nie miała dwudziestu lat. No i także jej przeszłość w dużej mierze wpływa na to, kim jest. Te 125 lat widać dopiero, kiedy... cóż, Aithne morduje ^^
      Cóż, nie do końca. To jest... oczko do czytelników, którzy czytali Legendę. Jak się człowiek wczyta, to wiele takich może tu znaleźć, ale to tylko drobne szczegóły ^^ Wszystko wynika z początkowego zamysłu, który zmieniłam, tylko zostały takie pierdoły z sentymentu xD
      Powtórzenie zaraz wyeliminuję, dzięki za zauważenie! Co do formy chodzenia nad groby... Szczerze mówiąc, u mnie się tego normalnie używa xD Zerknę, czy dałoby się to jakoś zamienić, a jak nie, to chyba bezczelnie zostawię.
      Och, tak, w ogóle ten fragment jakoś mi się koślawo pisało, bo nie wiedziałam, ile powiedzieć, a ile nie, i ostatecznie się zrobiło gunwo xD Z chęcią poprawię, wykorzystując te sugestie, ratujesz mi trochę dupę, ha.
      Ta akcja miała być wprowadzająca i trochę rozruszająca, nie planowałam robić z tego intrygi miesiąca xD Wiesz, taka rozgrzewka. Więc przeprasza za zawiedzenie ^^

      Usuń
  5. Doobra, ja dziś jestem naprawdę bardzo skasowana, za bardzo. Z tego to właśnie powodu wiele rzeczy mi się nie podoba, nic mi się nie chce i ogólnie czepiam się. Tak tylko mówię, żeby nie było...
    Tak po pierwsze to zmęczył mnie ten rozdział. Co do jego pierwszej części, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chcesz przedstawić świat i zasady w nim panujące. Ale ja to widzę, nie powinnam, nie aż tak. Druga część, ta na cmentarzu, za bardzo znów przypomina mi inne opowiadanie internetowe. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że tam scena na cmentarzu czemuś więcej służyła. Trzecia część to ja nie wiem o czym, nie wiem po co i śmierdzi z daleka twistem, co to ma trzymać w napięciu. Ja ich nie lubię, nie dlatego, że jestem niecierpliwym człowiekiem, dlatego, że w większości wypadków są na siłę.
    Imię tego konia naprawdę pozostanie dla mnie niezapamiętalne. Zaczynam ogarniać Anabde i nawet kobietę lubię. Jakoś nigdy nie przepadałam za postaciami żeńskimi, za ciekawsze uważałam facetów i chyba dlatego przez cały czas czekałam aż wreszcie jakiś w tym rozdziale się pojawi. Ale Aithne mnie wpienia. Naprawdę - mam ją za niezdarę, która sama o siebie zadbać nie potrafi, musi liczyć na pomoc konia, w dodatku jest narwana, ma cokolwiek mordercze zapędy, irracjonalnie obawia się ciemności i na deser, nie wiedzieć czemu, nie chce z nikim nawiązywać bliższych znajomości. I jeszcze to jak wpadła na drzewo! Nosz, ja wiele potrafię znieść, naprawdę, ale takie coś?! Zwyczajnie odmawiam zaakceptowania, nie, gdy dziewczyna bierze udział w scenie, która miała być straszna. Coś czuję, że mi nie przejdzie i będę na nią cięta, tylko mówię. I tak, wiem, że pewne rzeczy zapewne mają związek z jej przeszłością, ale na tę chwilę naprawdę serdecznie życzę jej szybkiego zgonu.
    Nie bardzo ogarniam całą sprawę związaną z nekromancją. Znaczy, domyślam się, że ludzie płacą za to więcej, bo się obawiają - tylko nie bardzo ogarniam, czemu nie wpadli na to, że nekromanta raczej ożywi trupa i naśle na nich, niż przepędzi. Lub nawet zrobi obie rzeczy, dla kasy. Po prostu wyobrażenie o nekromantach jest dla mnie bardzo negatywne i nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek chciał się zadawać z taką osobą, niezależnie od tego jak by nie wyglądała. No właśnie, dochodzimy do bardzo irytującej sprawy - mam wrażenie, że starasz się pokazać, że wszyscy są dobrzy. Anabde to nekromantka jest fajna, co tu dużo mówić, Aithne to Przeklęta, a zachowuje się cokolwiek niezdarnie, bardzo ludzko, tylko ma te swoje mordercze fanaberie. One są po prostu za dobrze, za miłe, za sympatyczne i ta ich zakrawająca o ironię rozmowa wiele nie zmieniła w moim postrzeganiu ich. Ja wiem, że to dopiero pierwsze rozdziały, ale... uh, jest zbyt słodko, nie tego oczekiwałam.
    Znów cała sprawa na cmentarzu... po prostu mam wrażenie, że pokpiłaś sprawę. Czemu? Ano bo było dużo gadania o tym, czym się zajmuje Anabde, mogłaś wykorzystać zjawę do czego tylko chciałaś, a ty nie zrobiłaś tego. Ot, tylko została wygnana z tego świata i by było na tyle. To irytuje, bo miałaś potencjał pomysłu, mogłaś COŚ pokazać, ale ty wolałaś ograniczyć się do ukazania jak funkcjonuje świat. Mało.
    Jeżeli chodzi zaś o ostatnią scenę, to zwyczajnie mnie zniesmaczyła. Nie zdradzasz imienia bohatera, znaczy ma być tajemniczy, dajesz jakieś cechy charakterystyczne, znaczy bardzo tajemniczy, no i jeszcze jest wygadany, ma kumpli i powodzenie - żyć, nie umierać. A na dokładkę tajemnicze zniknięcie i równie podejrzane motywy. Jak dla mnie to on zwyczajnie jest zbyt tajemniczy, zbyt wyczepisty, po prostu krępuje mnie to, w jaki sposób jego postać zostaje narzucona (bo tak to odbieram).
    Dziś nie będzie pochwał. Nie, bo Aithne mnie zirytowała. Za bardzo, zwyczajnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam "skacowana" xD
      Pierwsza część... miała być na temat ich spotkania, a przy okazji trochę o świecie, nie mam w planie "Aithne i Anabde wykładają czytelnikowi zasady świata", zaręczam! Mogę nawet przekopiować!
      Scena na cmentarzu nie była nikomu podpieprzona, to też obiecuję i tak dalej. Wpadła mi w tej formie do głowy i uznałam, że będzie w porządku, bo nie miała być zmieniającą losy świata... przepraszam? :c
      Nie jest żadnym twistem. Nie jest niczym na siłę, tak sądzę. To po prostu zawiązanie kolejnego - kluczowego (chyba nawet niestety z twojego punktu widzenia xD) - wątku. Za niego też mogę poprosić, ale jest mi potrzebny, so.
      Na cały ten rozległy akapit o Aithne mogę rzec... Nie konstruuję bohaterów po to, żeby wszyscy ich lubili xD Ale to mnie zawsze bawi, ta jedna drobna rzecz - Aithne zawsze nie znoszą osoby, które lubią mnie. I w tym momencie puenta: Aithne to najbardziej podobna do mnie bohaterka. I chociaż w wielu sprawach się nie zgadzamy, to jednak kilka nas łączy, a to o wiele więcej niż z innymi postaciami w tym opku xD
      Za słodko, bo Aithne nie wyrżnęła całego miasta, a Anabde nie jest stereotypowym nekromantą? Bo z tego akapitu wynika, że nie podoba ci się moja wizja nekromancji, gdyż ponieważ różni się diametralnie od twojej. Sorry, ale za to ja już przepraszać nie będę xD Poruszam tu trochę rasistowski problem - ludzie boją się Przeklętych, więc ich mordują, chociaż nie każdy z nich jest psychopatycznym sadystą. Inna sprawa, że z Aithne to też nie do końca tak zwyczajnie jest, ale rozumiem, że możesz nie chcieć czekać i tak dalej.
      Co do nekromancji... wybacz, ale cicho parsknęłam. No bo to taka urocza hipokryzja, ludzie ciągle narzekają, że odgrzewam kotlety, a jak stworzyłam świat, gdzie nekromancja jest spoko, to olaboga, zjebałam. Kocham was xD
      Ale ja ne rozumnem. Czy to naprawdę złe, że chciałam po prostu przedstawić to tak, jak przedstawiłam? Przybliżyć ciut nekromancję, zarysować fobię Aithne, dać czas na okrzepnięcie w realiach chociażby? Naprawdę to taki niepisany obowiązek pisarza, by z każdego najmniejszego wątku robić motyw nadający się na główną oś historii? Teraz to serio pytam, bom zdziwiona. To nie był potencjał (miło, żeś widziała to większym, ale no), to BYŁ ten pomysł. Ot. Pokazać.
      Nie zdradzam imienia bohatera, żeby czytelnik sam mógł się przez chwilę zastanowić. Nie wszyscy lubią nie mieć żadnych tajemnic, zresztą wtedy nie byłoby sensu pisania... A że sam bohater nie ma najgorzej w życiu, to już chyba nie zbrodnia, cholera jasna xD Nie wiem, coś się tak uczepiła słówka "tajemniczy". Już nie chcę być ani złośliwa, ani pyskata, bo jestem tu w roli pokornego rzemieślnika, ale serio, właśnie opierdoliłaś mnie za sam fakt napisania rozdziału xD Dobrze, że nie nakrzyczałaś za istnienie dialogów albo przecinków.
      Jeśli czujesz, że narzucam ci pana Conletha (zresztą, oto i jego tożsamość, stoi jak wół), to za to mogę przeprosić. Inna sprawa, że to faktycznie narzucający się typ.
      Nie no, nie sama Ai, no już daj jej spokój. Wszystko xDD

      Usuń
    2. Wiedziałam, że się wkurzysz, po prostu wiedziałam i wiem czemu, sama pewnie bym się zirytowała, naprawdę.
      Jej nie chodzi o to, że zgapiłaś. Tu w ogóle nie ma twojej winy, to tylko ja. Po prostu czasami, gdy przeczyta się coś w necie, a później coś podobnego, ale słabszego jest tak... przykro.
      Co do drugiego, to może tego nie widać w tym, co napisałam, ale bardziej irytuje mnie bohater, niż cokolwiek innego. Po prostu dla mnie dwóch denerwujących bohaterów w jednym rozdziale, to zdecydowanie za dużo.
      Matko, jak ja nie znoszę tego argumentu! Serio, to nie tak, że ja lubię tylko tych dobrych albo tylko tych złych albo tych do lubienia. Kurczę, żeby mnie bohater zdenerwował, to naprawdę trzeba się postarać - tu chodzi o coś więcej, o pewien typ, którego nie toleruję i już. Dla przykładu - wszyscy kochają Tyriona w GoT, mnie gość obecnie tylko i wyłącznie wpienia. Naprawdę wolę nie myśleć, że masz wiele z Aithne, naprawdę nie.
      Nie, nie dlatego. Powiem ci, że tego nie widać. Nie, bo ludzie wyglądają na zbyt przerażonych, by walczyć. Nie, bo ten świat jest dla mnie zbyt dziwny. Nie, bo mam wrażenie, że chciałaś zrobić miks średniowiecza i teraźniejszości. Nie, bo to się kupy nie trzyma.
      Luz, chyba zostałam trollem. Bywa. Matko, ja nigdy nie narzekałam na odgrzewanie kotletów. Nigdy, nie marudziłam, że coś jest źle tylko dlatego, że jest przedstawione tak jak wszędzie indziej. Serio. Więc skąd ten zarzut? No i za nic mnie nie przekonasz, że nekromancja jest spoko. I chyba to tutaj jest pies pogrzebany.
      Rany nie. Nie chodzi o motyw główny, nawet nie poboczny, czy choćby marginalny. Chodzi o wykorzystanie tej kopanej duszy do czegokolwiek, naprawdę, czegokolwiek, wola wola. Żeby był jakiś ciut ambitniejszy cel. To wszystko. Bo wiesz, jak inaczej patrzyłabym na wszystko, gdybyś to zrobiła? Niebo, a ziemia.
      Bleh, a mówiłam, że będę nieznośna, jak stworzysz bohatera, który mnie wkurzy? Zrobiłaś dwóch. A czepiłam się tego, że go za dużo. Bo tu się rozchodzi o to, że ja w tym opowiadaniu czuję się nieco osaczona, nie mogę sobie pogdybać, mam narzucony tor myślenia, a ja tak nie lubię. Tak samo jak nie lubię wymyślać z niczego (gdybyś miała ochotę wypomnieć mi ostatnią scenę, która pewnie nie byłaby zła, gdyby nie wcześniejsza część rozdziału i irytacja, która została mi po Aithne).
      Przepraszam, że aż tak zalazłam ci za skórę. Nie chciałam, naprawdę.
      Nie potrafię :P Jakbym potrafiła, to nie marudziłabym tak cały komantarz ;)

      Usuń
    3. ...napisz, że nie jesteś zła, to ci napiszą, że jesteś. Normalnie jak z tym "ale przecież kiedy laska mówi "nie", ma na myśli "tak", więc weźmy ją siłą" xD
      No to przepraszam, że cię zasmuciłam chujowym warsztatem xD Naprawdę, ta zjawa nie miała nikogo mordować, bić, gwałcić i palić. To jest taka codzienność na tych cmentarzach - bywają duchy, bywają ożywieńcy, jednych się zabije, drugich odeśle, kogoś trzeba do tego wynająć, takie życie. Skoro ci się nie podoba, to ja naprawdę mogę po prostu rozłożyć ręce, bo nie zamierzam Lostaru z tego powodu zmieniać xD
      Nie żeby pana Conletha było jakoś bardzo dużo, ale znów, chyba mogę wzruszyć tylko ramionami. Nie nawykłam do przebudowywania osi historii z powodu krytyki, mam nadzieję, że jesteś tego świadoma xD
      Nie wiem, kto zacz, bo nie oglądałam/czytałam Gry. W każdym razie napisałam tak, bo znowu - oczekiwałaś... jakiej reakcji? xD Że się zmartwię, że polecę postać od nowa tworzyć? Aithne to Aithne, będzie jaka jest, już z wieloma osobami się nie lubiła, potem się do niej przekonywali, inni nie. Tak to już bywa, ale zaręczam, że nie stworzyłam jej na kolanie w tramwaju. To postać, która powstawała przez całe dziesięć lat ^^
      A gdzie dokładnie widzisz ten miks? Bo nie jestem pewna. Jeśli to przytyk do tych nieszczęsnych domów na obrzeżu miasta, to je mogę zmienić, serio.
      Swoją drogą, czy naprawdę nie można tworzyć fantasy w świecie wyglądającym inaczej niż nasze średniowiecze, kiedy staram się do jednak tłumaczyć i realia mam bardzo dobrze rozplanowane? Po prostu nie mogę uwierzyć w tę twoją nienawiść do Granic, jak przy Legendzie machasz ręką na takie straszne literackie zbrodnie, że nadal mi głupio, iż to spod moich palców wyszło. We łbie mi się nie mieści xD Wychodzi na to, że a) nie powinnam pisać bez dokładnego rozpracowania świata, bo wychodzi chujowo, b) nie powinnam pisać z dokładnie opracowanym światem.
      Przerzucę się na haftowanie xD
      (mam nadzieję, że nie uznasz tego za mojego wiekopomnego focha, ja się naprawdę umiem z siebie śmiać, naprawdę umiem przyjmować krytykę i naprawdę wiem, co z tej krytyki wziąć śmiało do siebie).
      Nie zarzut, ja mówię, jak zabrzmiałaś. Tak w skrócie, moje odczucie po przeczytaniu tego komentarza: "Nekromanta musi być zły, bo musi. Bo ludzie tak pisali, że jest zły, i ja uważam, że jest zły, więc u ciebie nie może być normalny, bo musi być zły. Chujowo" xD
      Ale nie było. Goddamit, nie zamierzałam tym wątkiem zmieniać losów świata, użyłam tego tak, jak zaplanowałam. Rozumiem, czytałaś coś bardziej wyjebistego, cud, miód i orzeszki, noale, u mnie tego nie było. Przepraszam, handluj z tym xD Zresztą wtedy to w ogóle mogłaby być spina, jak to zerżnęłam pomysł albo coś. A tak, jak zjebałam, to nikt się nie będzie czepiał.
      Dlaczego osaczona? Nie no, serio nie ogarniam xD Nie piszę tego inaczej niż Legendy, ot, kolejna historia. Nawet w Legendzie był bardziej autorytarny narrator, który mówił: Eiden jest zajebisty. A Eiden nie był zajebisty. Tutaj narrator mówi: Aithne to Przeklęta. A Aithne jest Przeklętą. Zaczynam mieć mózgotrzep xD
      Dobra, teraz to się sfrustrowałam. Napiszę drukowanymi, bo nienawidzę, jak mi się wpiera dziecko w brzuch.
      NIE ZALAZŁAŚ MI ZA SKÓRĘ. NIE RZUCĘ Z TEGO POWODU GRANIC. NIE ZAOPATRZĘ SIĘ W ŻYLETKĘ. JESTEM SPOKOJNA I BĘDĘ ŻYĆ DALEJ.
      No xD

      Usuń
    4. Ale teraz to ja nie napisałam, że jesteś zła, napisałam, że zirytowana jesteś. To różnica. Ale spoko, możesz śmiało powiedzieć, co ci na serduchu leży, coby rozwiać wątpliwości :P
      Uh, a czy wszystko, co ciekawe można sprowadzić li i wyłącznie do rozpierduchy?
      A myślałam, ze Tyriona to wszyscy znają :P No nie ważne zresztą. Powiem szczerze, że nie oczekiwałam żadnej reakcji w związku z Aithne. Nie narzucam ci w związku z nią niczego, o nic nie proszę, ja tylko mówię, że bardzo, ale to bardzo laski nie lubię (a że to rzutuje mi na cały tekst, to już inna broszka).
      Nigdzie dokładnie. Tu nie chodzi o szczegóły, bardziej o ogół. Czasami mi prostu trafia się na jakieś słowo, które spokojnie możnaby powiedzieć teraz, a które bardzo źle pasuje do średniowiecza. Ot, tyle.
      A kto mówi, że nie można? Inaczej, owszem, czemu nie? Ale pewne zwroty, wyrażenia zwyczajnie nie pasują. Oj, sadziłam, ze o to nie zapytasz, bo sama na pewno nie poruszyłabym tego tematu. Ale ok, niech będzie, powiem ci. Na Legendę patrzę inaczej. Bardziej jak na baśń, gdzie pewne rzeczy mogą śmiało przejść bez szumu, tam mam ciekawy wątek z Castheralem, tam mało kto mnie porządnie wyprowadza z równowagi (co najwyżej okazjonalnie). Poza tym dla Legendy taki świat jest całkiem zabawną wariacją, mimo wszystko. Po Granicach oczekiwałam czegoś mroczniejszego, poważniejszego, może nawet z przesłaniem. Nie chciałam kopii Sennarille. Ty sama mówiłaś, że Granice będą różne, a poza szczegółami świata, które chwaliłam i które naprawdę lubię, wiele przypomina mi Legendę. A szczególnie postacie. Zdecydowanie nie powinno tak być.
      Ja nie twierdze, że nekromanta jest zły. W nekromancji chodzi o brak szacunku do życia, o igranie z siłami, których się nie zna, o pogardę względem drugiej osoby, o czepianie się życia, o eksperymenty i właśnie o brak uczuć, znieczulicę. No i śmiało - wytłumacz mi, jak ktoś taki może być sympatyczny. Zrób to tak, żeby do mnie dotarło, a nie będę już tego wałkować.
      O rany, aleś się uparła. Ja ci nie sugerowałam zżyny, nie wspomniałam słowem, o czym było tamto (i nie twierdzę, że było wspaniałe). Mówię o potencjale. Zmarnowany boli. Nikt, zupełnie :P
      Trafiłaś w punkt - nie piszesz tego inaczej niż Legendy. Dlaczego? A narrator, z którego można się pośmiać, bo gada głupoty jest ciekawy :D
      Ło matko, drukowanymi? Ekhm, tak daleko to ja się nie posuwałam nawet w myślach... :P
      p.s. Czemu nie ogarniasz logiki?

      Usuń
    5. "Wiedziałam, że się wkurzysz" <- cytat z twojej wypowiedzi, który był kłamstwem, bo się nie wkurzyłam. Wkurzyłaś mnie pod koniec komcia, wpierając mi dziecko w brzuch xD
      Nie wiem, jakieś takie wrażenie odniosłam, że mniej więcej o podobną rzecz ci chodzi. Że nie było dość dużo akcji.
      No ale ja też pozwalam ci jej nie lubić, lol xD Tylko jak napisałam, że to nie zmienia mojego światopoglądu, to odpowiedziałaś, że nienawidzisz takiego argumentu. To co ja ci mogłam odpowiedzieć? :c
      To byłabym też wdzięczna za wskazywanie takich zgrzytów, bo inaczej ich nie wyplenię. Skoro teraz tego nie widzę, to nagle na mnie łaska boska nie spadnie i nie zostanę oświecona...
      Skrzywdziłam Legendę. I to porządnie. Zabawna wariacja tak naprawdę sprawia, że odbiór tego tekstu jest niemalże niemożliwy, a już na pewno nie z galopującą Mary Sue oraz postaciami, które w ogóle się ze sobą na przestrzeni rozdziałów nie zgadzają.
      Ale gdzie to jest kopią Legendy? Co do postaci - ma to swoje wytłumaczenie i ostatecznie postanowiłam zrobić to w formie puszczenia lekkiego oczka do czytelnika, który zna Legendę, nie są jednak kopią. Sam świat oraz fabuła - nie mamy tu sztampowego Tego Złego, nie mamy gadającego zamku, nie mamy podbijania świata. Mamy magię, ale w innym wydaniu. Mamy rasy magiczne, ale w gruncie rzeczy zupełnie odmienne (tylko upadłe anioły są podobne, ale też na innych zasadach). Gdzie to jest kopią? Bo nie zmieniłam diametralnie języka, którym piszę? W sensie, własnego stylu? Z każdą twoją wypowiedzią ajm mor konfjuzd :c
      Ale znowu to robisz. Zakładasz coś, co zostało powiedziane przez innych oraz zaakceptowane przez ciebie, za oczywistość. A tu świat zmarłych i ludzi jest względnie blisko. Nekromanci mogą być podli, ale mogą też zarabiać nieszkodliwym przyzywaniem duchów dla rodzin zmarłego. Mogą nie szanować ludzi, ale to będzie wynikało z ich charakteru, a nie magii, której się nauczyli. Dlaczego musisz patrzeć na osobę przez pryzmat jej umiejętności? To trochę tak, jakby stwierdzić, że skoro ktoś ma magię uzdrawiającą, to będzie aniołkiem chodzącym. A właśnie, że nie, według mnie może się trafić ktoś wredny. Bo czemu nie? Czemu klasyfikować wszystkich w tak prosty, płytki sposób? Nekromanta - podły; uzdrowiciel - troskliwy; elementalista - gwałtowny; upadły anioł - zniszczy wszystko, co tylko się rusza. Łodefak?
      Ale czego oczekiwałaś w tym pisaniu "inaczej"? Że będzie zupełnie inny styl? Że zmienię sposób wypowiedzi? Że, nie wiem, zacznę stylizować na staropolską mowę? xD No bo, cholera, naprawdę nie wiem. Przecież chyba byłaś świadoma, że będziesz czytała tekst tej samej osoby, prawda? Nie zmieniłam się znienacka dla Granic. Musiałabym się wtedy zmieniać co chwila, bo piszę to na przemian.
      Chciałam, żeby dotarło :c Bo na początku komcia stwierdziłaś, że jestem zła, chociaż nie byłam, i na końcu. A czegoś takiego nienawidzę, jak mi się wpiera, co ja czuję i jak reaguję, kiedy ja wiem, co czuję i jak reaguję lepiej od innych. No.
      Temu, co napisałam powyżej. Tak sądzę. Zwłaszcza te ostatnie akapity xD

      Usuń
    6. Ok, wmawiaj mi dalej kłamstwo, a ja będę zła. Napisałam, co mi się wydawało, jakie odniosłam wrażenie, a że mylne - w takim razie coś takiego nazywasz kłamstwem? No nie bardzo.
      Toż ja nie pamiętam, co mi tak dokładnie dawało takie wrażenie :P Mówiłam, że mam sklerozę :)
      I w tym momencie mam szczerą ochotę się zamknąć. Przy Legendzie godzę się na manierę, tutaj nie. Mówisz o ogółach. Nie wystarczy zmienić podstaw.
      Aha, wychodzi, że jestem rasistką. Do tego płytką. Chcesz się bawić stereotypami - ok. Ale nie z grubej rury, nie od razu Rzym zbudowano. Czy nie mogłaś tego jakoś dawkować? Na Arryka nie psioczę, nie kieruję się tym, że jest upadły, więc zły - dlatego, że dostałam wszystko powoli, wyjaśnione i nie mam powodu do czepiania się. Trochę umiaru, bo ty mi tak tłumaczysz jakbyś chciała coś zmienić, a ja jakbym była upartym snobem, co nie chce się otworzyć, bo nie.
      Legenda jest bardzo pozytywna, tutaj chciałam więcej szarych barw. Stąd od początku czepiam się tych szczęśliwych i uśmiechniętych ludzi. Poza tym znów pchasz wszytsko w kierunku zgromadzenia grupki ludzi w jedno miejsce i określenia wspólnego dla nich celu. No i chyba wydawało mi się, że w przypadku Legendy trochę bawisz się konwencją, ale wychodzi na to, że się myliłam...
      No to powiedz, co czujesz, bo ja mam dość domyślania się, a wychodzi na to, że interpretować też nie umiem :D

      Usuń
    7. Napisałam, że kłamstwo, bo stwierdziłaś tam fakt. Nie zamierzałam tym urazić twoich uczuć, przepraszam. Po prostu dla mnie stwierdzanie faktów nieprawdziwych to kłamstwo; rozumiem, że po prostu inaczej ubrałaś to w słowa i stąd dysonans.
      Mówię o ogółach. Już nie mam siły zadawać pytań, więc założę, że to chodzi o Legendę. Właśnie dlatego zmieniam wszystko, żeby to miało ręce i nogi, bo ma tylko żałosny kadłubek. Tutaj natomiast żadnych podstaw nie zamierzam zmieniać, bo, moim zdaniem, są dobre. Bo w ogóle są. Bo to jest dokładnie stworzony świat, nie tak jak w Legendzie. Którą chyba traktowałaś jako parodię, co tylko uwypukla mój chujowy warsztat, bo Legenda nie jest parodią.
      Tłumaczę ci, bo nie rozumiem postawy. I teraz to już w ogóle jestem zdumion, bo jak dawkować? To tak, jakbyś chciała, żeby dawkowała proces oddychania. Na początek niech tylko robią wdech, a jak czytelnik okrzepnie z tym, to niech zaczną wydychać. Anabde jest nekromantką, niezgorszą w swoim fachu, i zarabia między innymi odsyłaniem duchów, używając do tego rytuałów. Rzymu budować nie chcę, bo nekromancja po prostu już funkcjonuje w tym świecie. Ot, taka jest. Że może być czarna i szara. Ja nie mówię, że Anabde jest miła - gdyby była chodzącą dobrocią, to pewnie zainteresowałaby się nieszczęściem zjawy, a tylko ją bezdusznie odesłała, żeby mieć z głowy. Ale rozumiem, że cię nie przekonam. Rozumiem, że słuszna nekromancja to nekromancja zła. Po prostu przez cały ten czas próbowałam zrozumieć, bo lubię rozumieć. Nie do końca się udało, trudno, jestem debilem. Żyję z tym na co dzień, so xD
      Uśmiechnięci ludzie to był wypadek. Rozumiem, że cię ten opis zdruzgotał, ale już go nie ma. Przepraszam za niego. To już nie jest wina chujowego, źle stworzonego świata, tylko moich braków w warsztacie. Wiń mnie, nie świat.
      Czekaj, a to nie polega na tym, żeby stworzyć bohaterom cel? Zawsze myślałam, że tak to działa. Zresztą koncepcję o wynajęciu najemników poznałaś już dwa rozdziały wcześniej, myślałam, że cię ona aż tak nie boli. No nic, pozostaje mi wzruszyć ramionami, bo nie zmienię całej osi historii. Zwłaszcza że to wcale nie jest aż tak oczywiste, jak się może wydawać, ale rozumiem, że mi nie ufasz, bo już totalnie zjebałam. Jednak napiszę to do końca ^^
      Nie. Legenda miała być na poważnie. To dopiero ukazuje, jak bardzo zjebałam. No nic, na szczęście już nad tym pracuję.
      Czuję znużenie chyba. Bo nie rozumiem zupełnie i mnie to martwi, bo nie lubię być debilem aż tak często. Wystarczy, że jestem na zajęciach :c

      Usuń
    8. Czy uważasz, że jakikolwiek człowiek może z całą pewnością stwierdzić, co czuje ten drugi? Tak? Nie? Raz jeszcze: nie wpieraj mi kłamstwa, przełknę wszystko, ale nie to.
      Przy następnym rozdziale, na świeżo ci powiem, obiecuję. Teraz zwyczajnie mam takie wrażenie - raz po zachowaniu bohaterów, dwa po bardzo małej ilości szarych barw w opisach, trzy po ogólnie bardzo sympatycznym wydźwięku rozdziałów. Przestań sugerować, że ja ci włażę z buciorami w koncepcję, proszę. Ja tylko sygnalizuję, że z czegoś można było wycisnąć więcej, że z czymś sie nie zgadzam. Ja ci nie każę zmieniać założeń świata, nie zwariowałam jeszcze.
      Dawkować, nie rozkładać na czynniki pierwsze. Tak? Tak. Dla przykładu: w Wiedźminie mowa była o wampirach (one też sobie funkcjonowały w świecie). Na początku rozdziału dostałam garść tego jak są postrzegane i ogólnie dość niesympatyczny wydźwięk ich jestestwa - ok, zgadza się z moim przekonaniem o nich. Potem była postać - dowiedziałam się, jaka jest (całkiem sympatyczna i zdecydowanie do lubienia). Dopiero na koniec dostałam z liścia informacją, że to wampir. Czy byłam zła? Nie. Czy miałam coś do zarzucenia? Nie. A ty mi robisz tak: nekromancja jest spoko - deal with it i jedziemy dalej. No to co ja mogę?
      Tylko to nie wygląda jak wypadek, bo występowało rozdział po rozdziale... po prostu to jest strasznie podejrzany wypadek.
      A kogo obchodzi cel bohaterów? Pytam serio. Mnie nie bardzo, zazwyczaj mam przeczucie jak się skończy i mocno mi lata gdzie, bardziej interesuje jak dążą. Poza tym wszystko zostało teraz przemaglowane na tyle różnych sposobów, że cel sam w sobie jest po prostu powtarzalny. Z tą koncepcją, to sprawa jest taka, że ja tam trochę zmieniłam ostatnie zdanie, coby nie brzmiało tak ironicznie jak brzmiało na początku i w efekcie tej ironii tam nie czuć praktycznie wcale. Ale serio, myślałaś, że ktoś zapyta o coś tak oczywistego? Ubódł mnie pomysł z masą bohaterów, bo widze, co jest w Legendzie (a jeszcze jak ty mi mówisz, że ona tak całkiem całkiem na poważnie, to jestem w taki szoku... chyba już dawno nie pomyliłam się tak strasznie, serio mówię). Akcja się wlecze, bohaterowie nie dostają odpowiedniej ilości czasu, sceny, w których są wszyscy są jakby niedopracowane, za to te z myślą o postaci pokazują, że można. No i weź tu - znowu dycha bohaterów i te biedaki będą u ciebie żebrać o wejście na scenę? Co, do jasnej ciasnej, wszyscy ostatnio mają z tworzeniem masy postaci? Jakby nie można było stworzyć ich mniej, a lepiej.
      To nie jesteś sama - ja też nie rozumiem i w dodatku czuję się bita po głowie koncepcją, bo „Słowacki wielkim poetą był”.

      Usuń
    9. Przecież przed chwilą przyznałam ci rację, że po prostu źle zrozumiałam to, co napisałaś O_o Czemu dalej warczysz, skoro to były niedosłowne przeprosiny za wyolbrzymienie?
      Prawdę mówiąc, zwątpiłam we wszystko. Samym twoim zdumieniem, że ja Legendy nie piszę dla lolcontentu. Po prostu... aż może powinnam się zastanowić, czy w takim razie w ogóle pisać, bo najwyraźniej nie do tego bozia mnie stworzyła. Wiesz, po czterech latach dopracowywania jednej historii jak się słyszy, że to takie głupie, że nie może być na serio, to... cóż. Można osłabnąć. Zatem pokrótce nawiążę do twoich zarzutów i zastanowię się nad tym, co ze sobą zrobić. Bo po raz pierwszy od długiego czasu faktycznie zwątpiłam.
      Nie jestem pewna, co masz na myśli z szarymi barwami i tak dalej. Wydaje mi się, że po prostu przedstawiam, co najwyżej stwierdzając istotne fakty, ale najwyraźniej my bad. Może zajmę się scenariuszem do kucyponków.
      Problem tu polega na tym, że ludzie w Lostarze nie traktują nekromantów jak zło. I o to się rozbija cały problem. Bo tutaj nekromanta co drugi dzień wcale nie próbuje podbić świata; a na pewno nie bardziej niż zwykły człowiek czy inny Przeklęty. Ale nieważne. Już naprawdę mniejsza, widzę, że się nie dogadamy.
      Uśmiechnięci ludzie? Wiesz, to tak zabrzmiało, jakbyś chciała ujrzeć świat samych depresyjnych ponuraków. Przykre trochę. Niektórzy ludzie cieszą się drobnymi rzeczami, a bohaterowie chyba mogą się uśmiechać do przyjaciół. A że słońce świeci, burzy z piorunami nie ma... hm.
      Tego akapitu nawet nie mam ochoty komentować. Naprawdę. O ile zawsze chętnie dyskutuję i poznaję zdanie innych, to teraz tak zwyczajnie po ludzku zabolało i wolę przemilczeć. Bo wyjdzie, że się żałośnie tłumaczę albo że jestem zapatrzona w siebie.
      Tak, piszę na poważnie. To chyba jedyne, co zamierzam powiedzieć. Piszę na poważnie i nie zmienię tego. Przykro mi po prostu, że mój poziom jest taki, iż każdą historię można wziąć najprędzej za parodię.
      Nie, Molenda wielką pisarką nie była. Akurat ten przytyk był totalnie zbędny, dziękuję za uwagę.

      Usuń
    10. Warczę, bo pierwsze zdanie, bo wychodzi na to, że stwierdzam fakt i kłamię. Dobra, nieważne, zwyczajnie trafiłaś w mój czuły punkt.
      Ja pier... bez przesady. Czemu, no czemu, cholewa jasna, teraz każdy uważa, że świadome brechtanie się z tego, co się tworzy jest złe? Nie jest, cholera no, nie jest jak sie przy okazji coś przemyca. Nie chodzi o to, że jest głupie, tego nie napisałam (jedno anime uważam za jedną wielką parodię, ale nie przeszkadza mi to go uwielbiać), po prostu miałam wrażenie, że czasami z pewnych rzeczy to ty sobie kpisz... Już sama nie wiem, czy to wynik mojego patrzenia na wszytko, czy co, ale no ja - nie wierzę, po prostu nie wierzę, że aż tak się pomyliłam.
      Doobra, może czasami zwyczajnie mam ochotę widzieć ponuraków? A może średniowiecze niezbyt szczęśliwie mi się kojarzy? A może nie potrafię pogodzić się z taką ilością zadowolonych z siebie osobników w takiej rzeczywistości? Nie wiem, no. Jestem porytym typem człowieka, nic nie poradzę :P
      No weź, przecież nie sprowadzam wszystkiego, co napisałaś do tego - ej nawet nie znam wszystkiego! - poza tym teraz wydaje mi się, że błędem z mojej strony było komentowanie tego rozdziału na świeżo. Może za surowo go oceniłam? Może po czasie trochę mniej działałoby na mnie wkurzanie przez bohatera. Przecież to dopiero początki, a nie mam zwyczaju skreślać opowiadań po początkach, bo im nie ufam. Mój brak zaufania względem początków właśnie jest straszny, wiem, ale naprawdę wolę być później mile zaskoczona niż na odwrót. Następnym razem postaram się spojrzeć inaczej, bo wiem, że przy tym rozdziale zawaliłam, że byłam zła o wszystko - nie powinnam. Cholera no zawsze starałam się znaleźć w tekście coś, co mi się podobało - ale niewykorzystane potencjały i pewne typy osobowości zwyczajnie mi to uniemożliwiają.
      A na końcu to nie piłam do ciebie - no w tak chamskie nuty, to ja nie uderzam. To odnosiło się znów do koncepcji, którą wszystko tłumaczysz, a na którą jestem teraz zła.
      Przepraszam, gdybym mogła, cofnęłabym czas i nie wysłałabym tego pierwszego komentarza, naprawdę. Zrozum, byłam wtedy bardzo zirytowana i na pewno nie chciałam ciągnąć tego w tym kierunku. Chyba najwyższy czas nauczyć się, kiedy należy się zamknąć...

      Usuń
    11. Nie wiem, skąd wyciągnęłaś takie wnioski. Pośmiać się z błędów można, można napisać coś z przymrużeniem oka, nawet gdzieniegdzie zamierzam/uskuteczniam to. Problem tutaj polega na czymś innym: kiedy historia miała być normalna, nie miała być parodią ani kpiną z czegokolwiek, a już z pewnością z samej siebie... to jak autor mógł się poczuć, dowiedziawszy się, że właśnie tak jest odbierany jego tekst?
      A z czego widziałaś kpinę? Co było tym elementem geniuszu, który mimo wszystko prawdopodobnie jednak u mnie nie istnieje?
      *ciąg wściekłego mamrotania* Gdybym stwierdziła, że wzorowałam Granice na renesansie, to by chyba połowa blogosfery dostała zawału, ugh. Średniowiecze, średniowiecze, średniowiecze, bo modernizm, antyk czy cokolwiek innego w połączeniu z fantasy to be. A już próbować w miarę zgrabnie wymieszać epoki, stworzyć świat nie do końca równoległy do naszej osi historycznej - katastrofa, dzwonić po FBI, pogwałcili prawo blogasków!
      Nie uprawiam teraz swojego "Słowacki wielkim poetą był". To jest coś, co wkurza mnie w odniesieniu do wszystkich historii. Próbuję wymieszać, mogę robić to nieudolnie, ale wcale nie muszę mnie wszyscy zamykać w pieprzonych ramach średniowiecza. Z dnia na dzień coraz bardziej tej epoki nienawidzę, chociaż była taka ciekawa.
      Przepraszasz za szczerość? No to jest chyba problem. No bo w gruncie rzeczy co mi pomoże pogłaskanie po główce? Nic. Jeśli zamierzasz od teraz kłamać i nie wyrażać szczerej opinii, to się robi wszystko bez sensu. To nie tak, że się załamałam i popłakałam, bo ci się nekromancja, Diorolle, czy biedna Aithne nie podobały.
      Zdruzgotało mnie odkrycie, że Legenda jest strawna tylko w formie parodii. Po prostu. Bo to był bardzo, bardzo, bardzo celny cios prosto w podbrzusze. Ostrym przedmiotem.
      Żadną koncepcją niczego nie tłumaczę. Przez większość czasu próbowałam zrozumieć twoje stanowisko, a nie wytłumaczyć się z własnych zbrodni, bo do niektórych, zgrozo, się nie poczuwam.
      Przepraszam za wszelką ironię, ale taki to mój system obronny. Często bronię się atakiem i plucie ironicznymi wstawkami to mój naturalny sposób wysławiania się. A straciłam siły na bycie grzeczniutką oraz pokorną rzemieślniczką.

      Usuń
  6. To, co udało mi się wyłapać (nie wiem, nie mogę skopiować fragmentów, a wszystkiego pisać mi się nie chciało):
    W dialogu osacza słowo „nadal” (na początku).
    „No, ale to teraz ty też już wiesz.” - czy tylko wg mnie to zdanie jest cokolwiek podejrzane?
    „... jeśli nic w momencie śmierci ich na tym padole łez...” - ehe, ich, ich.
    Super długie zdanie nie rozdzielone przecinkami gdzieś w połowie tekstu...
    Wyrazisty kolor = bardziej nasycony, a coś, co świeci, staje się mniej nasycone, jest rozjaśnione, więc kolor jako taki jest mniej wyraźny.
    Światło nocy? - eej, że co ja się pytam?
    „Aithne strzeliła w nerwach stawami w palcach” - dobra, tego się czepiłam na początku, dlatego że nie zrozumiałam. Tak czy siak wygląda po prostu brzydko.
    Doobra przy tym opisie pokoju, poczułam się upośledzona umysłowo, serio.
    Możesz być zła, śmiało. Wiem, że spojrzałam na wszystko bardzo jednowymiarowo, jednak Aithne naprawdę... osłabia mnie, zwyczajnie mnie osłabia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy podświetlić i nacisnąć ctrl+c ^^

      Zerknę na błędy i zaraz je poprawię, bo dopiero skończyłam przemeblowywanie prologu Legendy. Dzięki za wypisanie i poświęcony mi czas! <3
      Ale czemu upośledzona? W sensie, napisałam chujowo? Nie bój się mówić takich rzeczy, lolz.
      Nie jestem zła Oo Ile ludzi, tyle opinii, nauczyłam się tego bardzo dobrze w ostatnich kilku dniach. Tak tylko mówię, nie czuj się zmuszana do czytania, proszę. Bardzo lubię cię u siebie widywać, nawet jeśli wrzeszczysz i krytykujesz wszystko, jak leci, ale jeśli nienawidzisz historii i nie jesteś nią zainteresowana, nie nękaj się.

      Usuń
    2. Rzeczywiście :P Tylko czemu u ciebie tylko tak dziwnie?
      W sensie piszesz oczywistości, bo ja wiem, gdzie się wkłada ubrania. To trochę jakbyś wątpiła w inteligencję czytelnika :D
      Ja nie nienawidzę historii, nienawidzę tylko Aithne. I nie poddaję się po trzech rozdziałach, czekam cierpliwie na facetów, w nadziei, że będzie lepiej ^^ Musi być, do jasnej ciasnej!

      Usuń
    3. Bo mam nadzieję, że to zniechęci potencjalnych zainteresowanych podpieprzaniem prac Moniki ^^
      Och, o to chodziło! A powiem ci, przez chwilę się zastanawiałam. To może to wykreślę... xD
      Jeśli czujesz się aż tak stłamszona przez narratora (nomen omen mnie xDD), to może być ciężko, ale zdecydowanie nie zamierzam cię donikąd wyganiać. Po prostu... to, co w komciu wyżej. NIE OGARNIAM LOGIKI :C

      Usuń
  7. No, dlatego napisałam, że na razie nie kupuję tego jej wieku :) Jak się to jakoś w czasie lektury tekstu wyjaśni, to ok, na razie nie było nic wspomniane o tym, że Przeklęci jakoś później osiągają dojrzałość, czy coś. Jeśli w przeliczeniu na "nieludzkie" lata jest koło dwudziestki, to wszystko w porządku (ale i tak wolę Anabde :) ).
    Z tym chodzeniem nad groby to może jakiś regionalizm? w słownikach nie umiem znaleźć żadnej z tym form, ale łatwo przerobić to zdanie, żeby się pozbyć całego wyrażenia. Chociażby "Mieszkańcy Estrille pozwalali zmarłym zapomnieć o utraconym życiu, składając im wizyty jedynie w chwilach słabości", czy coś w ten deseń. Ale może i forma "nad groby" faktycznie funkcjonuje, ja się z nią po prostu nie zetknęłam.
    A akcja, tak jak pisałam, podobała mi się, więc nie masz za co przepraszać ;) tak sobie zrzędzę, już tak mam, że jak coś mi się podoba, to zrzędzę jeszcze bardziej, bo bym chciała jeszcze lepiej i więcej ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, spoko, tylko wyjaśniłam z poczucia obowiązku ^^ Prędzej czy później to zagadnienie się pojawi, bo Przeklęci są dla mnie ważni. Nawet mam w aktualnie pisanym rozdziale kawałek miejsc na to, jeno sobie szybko zanotuję, zanim zapomnę... xD
      Skorzystam chyba (lenistwo) z twojej pomocy. Ale to chyba może być regionalizm albo domowy nawyk, bo zauważyłam, że u mnie w domu ma się dziwne powiedzonka. Ludzie potem wytrzeszczają na mnie oczy xD
      Hahaha, nie ma sprawy xD Postaram się nie dać za bardzo dupy przy następnej wielkie akcji. Która się zbliża. Powoli, bo powoli, ale nadejdzie, ha! xD

      Usuń
    2. Yep, mam to samo z różnymi powiedzeniami, szczególnie że ja i moi znajomi mamy duże zapędy w kierunki słowotwórstwa ;] dużo dziwnych słów wprowadziliśmy do obiegu, a potem trudno się z ludźmi dogadać :)
      Cieszę się, że mogłam pomóc i oczekuję obiecanej wielkiej akcji :)

      Usuń
    3. ...a teraz okaże się, że zaplanowana akcja wcale się nie podoba albo nie zasługuje na miano wielkiej i zawiodę kolejnego czytelnika xD Zapamiętać: nie używać słów jakkolwiek nacechowanych pozytywnie.

      Usuń
  8. Tak, jestem i tu. Będę Cię prześladować xD
    No więc tak. Prolog był cudowny. Nastrojowy i w ogóle się rozpłynęłam. Pierwszy rozdział dopiero postawił mnie na nogi przez swoją, hm… ciężkość. Był trochę jakby oderwany od Twojego stylu, że tak to ujmę. Za to drugi i trzeci, to było to. Miałam wrażenie, że czytam Legendę, tylko że z inną historią. Piszesz w taki sposób, że gdyby nawet nie wiedziała, że to Ty, to, yyy… wiedziałabym, że to Ty (?). Dobra, mam nadzieje, że wiesz, o co mi chodzi, bo mi coś dzisiaj mózg już nie pracuje xD
    Co mi się rzuciło w oczy? A tak! Piszesz, że Anabde się rzadko uśmiecha, więc wnioskuję, że jest poważna itd. No niby wszystko spoko, ale na początku, rozumiem, że ucieszyła się na widok starej przyjaciółki, ale uśmiechając się ciągle, przeczysz jej charakterystyce. Nie mogę teraz znaleźć tego fragmentu, ale wyglądało to mniej więcej tak, jakbyś na siłę próbowała nam wmówić, że laska się NIE uśmiecha i koniec, tylko że cały czas to robi.
    Aithne jest świetna. Tylko na kogoś, kto żyje już ponad sto lat, to jakoś cały czas mało rozgarnięta i chwilami dziecinna. Ale ogólnie jest taka pocieszna. Mam słabość do wrednych bohaterek po prostu <3
    No i co jeszcze? Z racji, że chyba jako jedna z nielicznych, nie czytałam poprzedniej wersji, czekam niecierpliwie na rozwój wydarzeń, bo jestem w ogóle nie w temacie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, nie przeszkadzasz mi xD
      Bo ten pierwszy rozdział to było takie wewnętrzne "o mój boru, ja tych postaci nie znam, kim oni są, co robić, co robić, corobić, corobićcorobićcorobić!" xD Ratowałam się trochę postacią tego biednego strażnika, potem w sumie polubiłam pana maga, więc powinno być już przyzwoicie. I cieszę się, że reszta się już podoba ^^ Te postaci doskonale znam (z wzajemnością...) i czułam się z nimi już zupełnie swobodnie.
      Tak, wiem, o co ci chodzi xD Cieszę się, że mam rozpoznawalny styl ^^
      To wszystko kwestia tego, że przy Aithne Anabde nie jest powściągliwa. To jej przyjaciółka, zatem zachowuje się swobodniej - tak samo Aithne. Potem jednak zauważyłam, że panie uśmiechają się albo do siebie nawzajem, albo Anabde pod nosem do swoich myśli. Różnych myśli xD W ogóle zszokowało mnie to, że Aithne później jest prawie ciągle naburmuszona, mały głuptasek xD
      To prawdopodobnie wyjaśni się, kiedy jeszcze trochę zagłębimy się w rasę Przeklętych, a także w jej przeszłość. Cieszę się jednak, że ją lubisz, biedna zbiera tu same hejty xD Nie żeby się, w sumie, przejmowała, ona jest niereformowalna.
      Hahaha, to lepiej dla ciebie, że nie czytałaś, bo była tragiczna, trust me xD

      Usuń
    2. No w sumie, na razie poznałam Anabde tylko przy Aithne. Jestem bardzo ciekawa jak nekromantka będzie się zachowywać przy innych i przy osobnikach płci przeciwnej :>
      (nie chce mi się logować)
      Shetani

      Usuń
    3. Zapewniam, że nie jest napaloną trzpiotką, która narzuca się każdemu. Anabde ma minimum chociaż klasy xD Ale jest ładnym... kontrastem z biedną Aithne, która najchętniej pozabijałaby wszystkich, których nie zna, zwłaszcza jakichś facetów, ble xDD

      Usuń
  9. Okej, przyszedł w końcu czas na mnie, by skomciać Twoją powieść! Nie, nie zapomniałam o tym, po prostu... jak zapewne wiesz, pisanie komentarzy nie jest moją mocną stroną, a zawsze, gdy coś robię, chcę to zrobić naprawdę porządnie, a gdy opublikuję już jakiś komentarz, to... wydaje mi się, że nie jest fajny ;c Anyway, może przejdę do konkretów.
    Odniosłam wrażenie, że dziewczętom rozmowa troszkę się nie klei. Być może wpływ na to miała ta niespodziewana, długa rozłąka, a teraz nagłe spotkanie wprawiło je w lekkie zakłopotanie, w każdym razie... rozmowa była w sumie o niczym, przez co troszkę się rozkojarzyłam i nie zaciekawiło mnie to w tak silnym stopniu jak powinno. Może dlatego, że znam ciąg dalszy? Ach, chciałabym zapomnieć poprzednią wersję i znów czuć ten mocny dreszczyk emocji, gdy odkrywałam kolejne tajemnice tej powieści! Ale teraz i tak on pozostaje, bo, jakby nie patrzeć, tej wersji nie znam i nie mam różowego pojęcia, z czym nam tutaj wyskoczysz za chwilę ;P
    No tak, czemu mnie nie dziwi, że Aithne wtryniła się z całym impetem w drzewo? Tylko ona tak umie xD Ech, mam nadal mieszane uczucia względem jej postaci, ale miejmy nadzieję, że w tej wersji postara się bardziej i nie będzie mnie wpieniać ;P
    "[...] a księżyc, tak właściwie, świecił bardzo jasno, po czym uchwyciła kątem oka świetliste poruszenie." - świecił, świetliste
    Chyba... zabrakło mi dokładniejszego opisu zjawy - jak wyglądała twarz postaci (mam przed oczami na przykład duchy z Tolkiena i podobnie wyobrażam sobie Twoją zjawę, a więc wypada dosyć przerażająco), jakoś tak... tego mi chyba zabrakło jedynie ;)
    Strasznie krótko trwał cały rytuał - chyba nieco za krótko, ale to raczej moje osobiste jęczenie, bo lubię, jak magiczne zaklęcia śmigają na prawo i lewo, dzięki czemu jest bardzo kolorowo, ale to kwestia indywidualnego podejścia do sprawy, w każdym razie dla mnie było ciut za krótko, przez co cała scena wydała mi się być... szara.
    "Za niecałą godzinę będzie gotowy nasz posiłek [...] - jakoś tak szyk mi się nie podoba i za każdym razem, gdy je czytam, nie leży mi... Bardziej pasuje "nasz posiłek będzie gotowy", a jeżeli już tamten szyk zdania, to bez "nasz", bo tak to... zdanie jest dziwne, a przynajmniej w mojej głowie xD
    Nadal odnoszę wrażenie, że pomiędzy paniami istnieje jakiś rodzaj napięcia, przez który nie za bardzo chcą rozmawiać o tym, co się u nich działo przez te kilka lat. Zawsze, jak starzy, dobrzy znajomi widzą się pierwszy raz od dawien dawna, to pytają się, co u nich, co się działo przez ten czas, kiedy się nie widzieli, a tutaj... nic. Rozmowa o błahych rzeczach, jedynie o menie Aithne trochę pogadały i cisza. Dziwnee... ;P
    Conleth? Jaki Conleth? Nie kojarzę gościa z poprzedniej części! A jak któremuś z panów zmieniłaś imię, to nie ręczę za siebie! Tak w ogóle to będę na niego wołać Kotlet. Sorki, ale za pierwszym razem właśnie tak przeczytałam jego imię xD
    I, hej, zdradziłaś tajemnicę średniowiecza! Ale nie, w sumie nie zdradziłaś, tylko nieliczni wiedzą, jak wyglądała poprzednia wersja... Hue hue hue ;>
    Tak btw, jak patrzę na ten rozdział, to płaczę rzewnymi łzami... Tak mało "i" ;_____; Zabiłaś mnie, idę do kąta wypłakać wszystkie żale oraz wbić sobie do łba, że "i" to zło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ty masz problemy, laska xD Twoje komcie zawsze są fajne, porządne i pełne cennych uwag, które zawsze przemyślę, czasami natomiast wykorzystam. Więc przestań jęczeć, babo!
      Co do tej rozmowy, to rozumiem. Nie wiem, czemu się tak zrobiło, ale Aithne trzyma się na dystans - zauważyłam to sama. A Anabde nie jest typem, który by zabiegał o uwagę. Może to kwestia tej rozłąki właśnie; w końcu Anka porzuciła Aithne bez słowa i wiater, a Ai jednak nie potrafi się po tym odnaleźć? Albo dziewczyny mają problem z powodu mojej osobistej kłótni. Nie wiem, ale ostatecznie w pewien sposób wychodzi to naturalne, bo obie mają trudne charakterki xD
      Zobaczymy xD Mnie się wydaje, że teraz jest już przynajmniej regularna. I trochę... inna pod względem zaczepiania. Aż taka wzburzona się łatwo nie robi, raczej pozostaje... naburmuszona i warkliwa, ale cicha. To taka dziwna odmiana!
      O, dziękuję za znalezienie <3 Lecę poprawić!
      Och, ok. O tym w sumie nie pomyślałam. Spróbuję ten opis rozbudować, bo zdecydowanie nie powinna być to zjawa przerażająca oraz groźna xD
      Rytuał był bardzo prosty, ale tutaj w ogóle rytuały nie trwają zbyt długo. Natomiast myślę, że spodoba ci się bardziej taki jeden z rozdziału mocno do przodu. Już nie w wykonaniu Anki, co ciekawe xD
      Ok, to też poprawię, bo z szykiem to ja żyję na bakier, niestety :c
      Wiesz, tu należy również pamiętać, że ta ich przyjaźń rządziła się własnymi zasadami. Spędziły ze sobą co najwyżej miesiąc, a potem Anabde rozpłynęła się w eterze. Z natury nieufna Aithne nie będzie potrafiła poradzić sobie z niepokojem oraz wrodzoną trudnością w kontaktach z ludźmi, a Anka nie czuje potrzeby o nic zabiegać xD Albo to faktycznie ja sama na nie wpłynęłam. Ciekawe, w sumie. Bo wyraźnie czuję dystans od Aithne, nie od Anabde xD
      Hahahaha, ty masz Rondel, ja mam Kotleta, możemy zrobić obiad! Znasz go, znasz, już niedługo się przekonasz, o kogo to chodziło xD
      Jaką tajemnicę średniowiecza? Nie ogarnęłam :C
      Hahahaha xD Jedyne, co mogę rzec - jak widzisz, praktyka się opłaca! Można się oduczyć stosowania tego spójnika xD Teraz walczę z nadmiernymi "się", próbuję konstruować zdania tak, by nie było ich za wiele xD

      Usuń
  10. "-Eee, cześć" xD Aithne <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś jedną z niewielu osób, która ją lubi xD

      Usuń
    2. Naprawdę? :O Ej ja ją uwielbiam! :) Jest zajebista! <3 A to jej "o ty w morde" to już w ogóle...:D Rozwala mnie czasem tak totalnie... xD

      Usuń
    3. <3 <3 <3 <3
      Cieszę się bardzo, bo Aithne jest jedyna, to na pewno <3

      Usuń
  11. Hmmm... Tak się zastanawiam, czy "upadła" nie powinno być pisane z wielkiej litery? Bo to chyba o to chodzi. Że to taki synonim do "Przeklętej". I wydaje mi się, ale nie chce mi się tego sprawdzać, że w poprzednim rozdziale pisałaś to jako "Upadła". Niby małą różnica, a robi różnicę.
    I czyli jednak miałem rację w poprzednim komentarzu! Przeklęci to tacy trochę Nekromanci. Spoko.
    Nie mogę się już doczekać jakiejś porządniejszej akcji. Ale rozumiem konieczność wstępów... Sam mam prawie 200 stron, na których dzieją się różne rzeczy zupełnie niezwiązane z główną fabułą... Ale cóż poradzę... Słabe żarty same się nie opowiedzą.
    Ok, myślę, że na dzisiaj sobie już odpuszczę czytanie :P ale chętnie wrócę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę tak, jakby napisać... hm... dobra, nie mam pomysły, anyway, jakby napisać wielką literą jakikolwiek gatunek zwierzęcia. I jeśli napisałam wielką literą, to pewnie dlatego, że było na początku zdania.
      To... spore zawężenie tematu. Co rozumiesz przez ich rzekomą nekromancję? Każdy typ Przeklętych dysponuje inną magią, w żadnym wypadku nie rodzą się naturalnie nekromantami. Upadłe anioły dysponują magią niszczącą, ale kiedy mówimy o demonach, magia odnosi się do żywiołów.
      Słabe żarty budują ten tekst. Sporadycznie ktoś się zabija, potem opowiadają sobie suchary, potem idą więcej zabijać, a potem cała sterta sucharów.
      ...to w sumie smutne.

      Usuń