środa, 5 lutego 2014

Rozdział 2.

Diorolle, Estrille, 385 rok drugiej ery, Lostar.

Diorolle nie należało do wielkich miast, ale z pewnością było nastrojowe. Umiejscowione na południowym wschodzie regionu Estrille, w bezpiecznej odległości od ponurego, dzikiego Perrianu, z wąskimi uliczkami oraz ładnie zdobionymi kamienicami sprawiało bardzo dobre pierwsze wrażenie. Do miejscowości wjeżdżało się zachodnim traktem, najpierw mijając rozsiane w większych odstępach od siebie wille bogatych mieszkańców, potem domów było stopniowo mniej – zastępowały je kamieniczki sytuowane w coraz większym i większym ścisku, aż wreszcie jedna ściana przylegała do drugiej, a drogami z ledwością przeciskały się wozy.
Ludzie w Estrille od lat wykazywali sporą obojętność odnośnie otaczającego ich świata – zdecydowanie mniej podejrzliwi od rodowitych Funnajczyków, ale nawet w połowie nie tak serdeczni jak urodzeni w Cyrollie. W takich miasteczkach jednak, leżących bliżej granicy z Funnahem niż Cyrollie, nieufność stawała się lepiej widoczna. Chociaż ludzie nadal doskonale ignorowali obecność innych na ulicy, to jedno dziwne zachowanie przechodnia sprawiało, że spoglądało na niego kilka, a nawet kilkanaście par oczu gotowych zmiażdżyć przeszywającym wzrokiem.
Może z tego właśnie powodu Aithne miała naprawdę złe przeczucia, kiedy zsiadała ze swojej klaczy, ściągała wodze przez szyję i ruszała w kolorowy tłum, zamierzając odnaleźć miejską stajnię. Wiele dało się o dziewczynie powiedzieć, ale na pewno nie to, że potrafiła dostosować się do otoczenia i przestać zwracać na siebie uwagę. Zdecydowanie też nie chodziło o wygląd – chociaż prawdą było, że jej czerwonawe włosy miały niecodzienną barwę nawet jak na Funnajkę – po prostu zupełnie nie umiała się zachować wśród ludzi.
Westchnęła ciężko, poprawiając kołnierz czarnego podróżnego płaszcza. Przez przypadek potrąciła ramieniem maszerującego z naprzeciwka mężczyznę, co sprawiło, że warknął na nią wściekły, obrzucając gniewnym spojrzeniem.
Szybko się jednak oddalił, kiedy odpowiedział mu miażdżący, nieco dziki wzrok.
— To się źle skończy — wymamrotała pod nosem, po czym rozpaczliwie zerknęła na idącą spokojnym krokiem u jej boku klacz.
Zwierzę zastrzygło uszami, jedno zwracając w stronę właścicielki, i uniosło łeb, by lepiej ją widzieć. W świetle dnia błysnęły niecodzienne końskie ślepia, niezwykle jasne, w dodatku zielone, w odcieniu młodej mięty.
Jak tak dalej pójdzie, na pewno — poinformował wierzchowiec, słów nie wypowiadając, a przesyłając je wprost do umysłu towarzyszki.
Dziewczyna zacisnęła usta, chwilę szła sztywno wyprostowana, ignorując świdrujące spojrzenie, ale wreszcie nie wytrzymała. Sapnęła z irytacją i odsunęła od siebie bielusieńki koński pysk, byle tylko nie widzieć oczu w miętowym kolorze.
— Zawsze się staram, bezczelne pomówienia — burknęła zła, pochmurniejąc, a kiedy pochyliła głowę, na jej twarz padł głęboki cień.
Oczywiście, Aithne. Z takim zapałem, że za każdym razem wpadasz w tarapaty — wytknęła bezlitośnie klacz, jej srebrnawy ogon ze świstem przeciął powietrze, niemalże uderzając idącego z tyłu kupca. — Spróbuj być spokojna. I miła. Na Silthe, uśmiechaj się czasami — dodała.
— Uśmiecham się prawie cały czas, niewdzięczna konino — żachnęła się dziewczyna, dźgając palcem kształtny ganasz klaczki. — Tylko mnie po prostu nie doceniasz.
Brak dyskrecji przy udzielaniu zwierzęciu odpowiedzi sprawił, że kilka bliżej stojących osób zauważyło niecodzienne zachowanie podróżniczki. Na Aithne skupiło się wiele spojrzeń oceniających, kto też przybył do ich małego, urokliwego miasteczka – nie co dzień w końcu oglądało się rudowłosą dziewczynę mówiącą wprost do powietrza. Aithne w pierwszym odruchu skuliła ramiona, czując nieprzyjemny ścisk w żołądku. Na szczęście szybko zdołała się przywołać do porządku i znów, z lekkim trudem, szła prosto, starając się ignorować otoczenie.
Wszyscy się na ciebie patrzą, maleńka — upomniała łagodnym głosem klacz, rozejrzawszy się dokoła. — Lepiej przerwijmy rozmowę, zanim jeszcze bardziej ich do siebie zniechęcisz.
— Ale czym? — parsknęła, obrzucając przechodniów gniewnym spojrzeniem. — Tylko sobie gadam, nie wolno?
Do samej siebie? Najpewniej nie bardzo — mruknęła zgryźliwie i parsknęła, co przypominało ciężkie westchnienie umęczonego życiem człowieka. — Sprawdzałaś, czy widać miecz? — przypomniała sobie niespodziewanie.
Aithne odruchowo sięgnęła do osłony przypiętej do pasa sfatygowanych spodni podróżnych, by upewnić się, że oręż znajdował się pod bezpiecznymi połami płaszcza, niewidoczny dla niepowołanych oczu. Pokiwała do siebie głową, z czułością głaszcząc charakterystyczną głowicę, w którą wprawiony został czarny kamień.
— Jest bezpieczny, to nie broni się boją — poinformowała z westchnieniem. — Widzisz gdzieś tabliczkę o miejskich stajniach? — spytała, przykładając dłoń do oczu, by osłonić twarz przed jasnymi promieniami południowego słońca; chociaż rażące, niosły ukojenie skołatanym nerwom, w końcu nikt nie mógł jej teraz zaskoczyć.
Nie. Już ci tyle razy mówiłam, znajdź sobie męża i wybuduj obok domu stajnię, w której zamieszkam, zestarzeję się spokojnie, a potem umrę. Nienawidzę tych miejskich chlewów — poskarżyła się klacz, tuląc ze złością uszy.
Aithne zaśmiała się cicho i ochryple, po czym poklepała przyjaciółkę po szyi. Kiedy jej okrągłą buzię rozjaśnił uśmiech, wyglądała o wiele sympatyczniej. Nie była w końcu nie wiadomo jak brzydka – urodą, co prawda, nie grzeszyła, ale gdyby trochę o siebie zadbała, wyglądałaby może nie pociągająco, za to uroczo. Rysy twarzy miała regularne, niezbyt ostre; rzęsy, wyjątkowo w zestawieniu z płomiennie rudymi włosami, były ciemne, podkreślały oczy o granatowych tęczówkach, co sprawiało, że wydawały się większe niż w rzeczywistości. Nos nie szpecił, ale także nie dodawał urody –podobnie jak policzki pokryty piegami. A wreszcie całkiem kształtne usta, które, niestety, zwykle pozostawały wykrzywione w grymasie niezadowolenia.
— Pewnie, męża. Już widzę te kolejki — parsknęła Aithne i pokręciła głową, nie mogąc uwierzyć, że po tylu latach przyjaźni klaczka jeszcze wierzyła w takie cuda.
A czemu nie? Gdybyś spróbowała być bardziej sympatyczna albo chociaż dziewczęca, na pewno ktoś by się znalazł. Nie taki potwór krwiożerczy, jak go widzą, czyż nie? Natomiast taka mała żona byłaby na pewno uroczym nabytkiem — rzuciła zgryźliwie kobyłka, błyskając z rozbawieniem ślepiami.
Aithne spochmurniała trochę bardziej na wypomnienie o jej niskim wzroście. Ogółem była raczej drobnej budowy, gdy tylko dołączała do jakiejkolwiek grupy, najczęściej pozostawała najmniejsza. Miała wrażenie, że ujmowało to autorytetu wojownika, którego bardzo zazdrośnie pilnowała.
— Nienawidzę cię, konino — warknęła wściekła, garbiąc ramiona, przez co wydała się jeszcze drobniejsza. — Sprzedam cię na targu.
Klacz zarżała – przypominało to pogodny, nieco złośliwy chichot, ku rozpaczy skrytykowanej Aithne. Dziewczyna bardzo nie lubiła potyczek słownych z przyjaciółką, bo praktycznie zawsze je przegrywała.
— Jak tylko tu coś zarobię, natychmiast kupię sobie nowego konia, zobaczysz — złorzeczyła dalej pod nosem, doskonale świadoma swojej przegranej, podobnie jak klacz była świadoma własnego bezpieczeństwa.
Znały się dłużej niż jakikolwiek człowiek mógłby znać własnego wierzchowca. Powoli przestawały liczyć lata, wiedząc, że i tak będzie ich jeszcze mnóstwo.
Oczywiście, maleńka. Nie wiem, czy którykolwiek by z tobą wytrzymał tyle, co ja, to bardzo wrażliwe zwierzęta są — wytknęła rozbawiona kobyłka, potrząsając grzywą.
To także było dla Aithne zastanawiające – jej przyjaciółka nigdy nie wyrażała się o sobie jak o członkini końskiego gatunku, nie zachowywała się także jak zwykłe zwierzę.
— Co ja tu robię, z nienormalną kobyłą — mruknęła pod nosem i skręciła w prawo, uznawszy, że na końcu tej uliczki mogły znajdować się upragnione stajnie.
Co ja tu robię, z paskudną Przeklętą — odwdzięczyła się wesoło klaczka, doganiając właścicielkę kilkoma żwawszymi krokami.
Dziewczyna nie skomentowała złośliwości.
— Masz, stajnie — oznajmiła Aithne, zatrzymując się przed niskim, zapuszczonym budynkiem, którego podwórze wprost błagało o zmiecenie starej słomy. — Dobrze ci tak, konino — dodała.
Klacz stuliła uszy i zamilkła, przypatrując się przybytkowi z dużą podejrzliwością. Kiedy dziewczyna ruszyła, wierzchowiec wyraźną chwilę się ociągał, jakby jeszcze miał nadzieję, że uniknie marnego losu w ciemnym, brudnym boksie. Ostatecznie poczłapał śladem właścicielki, łypiąc na jej plecy z wyrzutem.
— Nie marudź — żachnęła się Aithne, domyśliwszy się, że przyjaciółka ubliżała jej w duchu. — Ja też mieszkam w tanich, rozpadających się karczmach, w których bezpieczniej jest spać na podłodze niż na łóżku.
Bo nie potrafisz zarabiać. Ponad sto lat na tym padole łez, a nadal jak dziecko — skwitowała zrzędliwie kobyłka, obracając z urazą łeb.
Aithne nie znalazła na to dobrej odpowiedzi, dlatego zmełła przekleństwo w ustach i skierowała kroki do siedzącego pod ścianą chłopca stajennego. Dzieciak na widok klienta natychmiast się zerwał, otrzepał dziurawe spodnie z kurzu i w kilku susach dopadł do podróżniczki, wyciągając ręce po wodze. Klacz uniosła łeb i stuliła uszy. Zaraz potem zawiesiła oskarżycielskie spojrzenie na Aithne, jednak pogodzona z nieuniknionym.
— Ile za postój? — spytała dziewczyna, ignorując entuzjazm przyjaciółki.
Chłopiec przyjrzał się jej uważnie, jakby szacował, czy mógł z niej zedrzeć ostatni grosz i czy się w ogóle opłacało. Koniec końców wyszczerzył szczerbate zęby w uśmiechu.
— Trzy miedziaki — poinformował zadowolony, wyczekująco wyciągając do Aithne ubłoconą dłoń.
Wojowniczka uniosła brew, przypatrując się chłystkowi. Ostatecznie zmarszczyła czoło i nagle zrobiła się groźniejsza, kiedy postąpiła krok w stronę dzieciaka.
— Za trzy miedziaki można kupić świeży bochenek chleba — zauważyła zdenerwowana. — Mogę dać dwa i ani monety więcej, smarku.
Chłopiec skulił się, przestraszony ponurą aurą nieznajomej. Zacisnął ręce na wodzach siwej klaczy, skwapliwie kiwając głową; natychmiast odeszła mu ochota na targowanie.
— Tak jest, psze pani — zapewnił zachrypnięty i pociągnął kobyłkę w stronę stajni, ledwie wciśnięto mu w dłoń należność.
— Bądź grzeczna, Faryale — odezwała się miękkim głosem Aithne, odprowadzając naburmuszoną klacz czułym, zatroskanym spojrzeniem.
Ja? Raczej ty. Postaraj się nie zginąć w tym cholernym mieście — odparła sfrustrowana i obejrzała się na właścicielkę z drobnym wyrzutem, jednak i w jej oczach pojawiło się zaskakujące ciepło.
Aithne jeszcze chwilę stała, wpatrując się w zbutwiałe drzwi, za którymi zniknęła jej przyjaciółka, po czym westchnęła, odruchowo poprawiła płaszcz i skierowała się z powrotem w ulice miasta, nagle tracąc całą pewność siebie. Zawsze czuła się bezbronna, gdy Faryale brakowało u jej boku. Jej bliskość dodawała siły, spokoju, swego rodzaju śmiałości, jakby, gdy były we dwie, nic nie mogło ich pokonać.
Markotna pochyliła ramiona, zapatrując się w bruk przemierzanych uliczek. Miała cichą nadzieję, że szybko odnajdzie źródło zarobku, załatwi zlecenie, dostanie pieniądze i będzie mogła wraz z Faryale powrócić na puste trakty pośród dziczy, nie zadając się z nikim, aż znów nie zbankrutuje.
Jak działo się średnio dwa razy w miesiącu.

— Witam, czy to pańskie…? — zawołała, doganiając maszerującego w tłumie na targu barczystego mężczyznę.
Jegomość obejrzał się przez ramię. Obrzucając gniewnym spojrzeniem powiewające w dłoni dziewczyny ogłoszenie, zatrzymał się gwałtownie. Aithne niemalże w niego wpadła, ale w porę wyhamowała, łapiąc oddech, i odskoczyła w tył prawie z obrzydzeniem.
— A bo co? — burknął, łypiąc na zmęczoną Przeklętą czujnym okiem.
— A bo bym się podjęła — odparła, przełykając wszystkie złośliwości, które przyszły jej na myśl. — Prosta robota, dobrze płatna, chętnie to załatwię.
— Poszła mi won, jędzowata gówniara — sarknął niespodziewanie mężczyzna i machnął na Aithne dłonią, chcąc przegonić jak natrętną muchę.
— Że co?! — obruszyła się, kiedy nieznajomy podjął wędrówkę. — Jeszcze z tobą nie skończyłam! — krzyknęła, natychmiast rzucając się w pogoń.
— Ale ja skończyłem, niech mi znika sprzed twarzy — warknął, wykonując ten sam gest, co chwilę temu.
— Ty stary, tłusty dziadzie! — fuknęła, wyobrażając sobie, jak zasadza nieznajomemu solidnego kopa w szeroki zad. — Zachlana tanim piwskiem pała! Chcę ci robotę, psia mać, wykonać!
— Nie będę niczego zlecał babom — oznajmił, obracając się zaskakująco szybko.
Przeklęta zahamowała, zamrugała, po czym oburzyła się jeszcze bardziej, potrząsając głową. Jej potargane rude włosy poplątały się przez to mocniej niż przed chwilą.
— Słucham? Czyli odmawiasz mi pracy, bo jestem dziewczyną?! — pisnęła nieco zbyt wysokim głosem, nie potrafiąc uwierzyć w swojego pecha.
— Jo — przytaknął w typowy dla Funnajczyków sposób. — Zmiataj mię stąd, babo.
— Ty… ty… ty skurczybyku! — warknęła, w złości gniotąc zabrane z pobliskiej karczmy ogłoszenie.
Kulkę pergaminu rzuciła prosto w tył głowy niedoszłego pracodawcy; odbiła się od jego grubego karku i spadła między nogi maszerujących we wszystkie strony ludzi, nie czyniąc, niestety, mężczyźnie żadnej krzywdy. Aithne zazgrzytała wściekła zębami, to zaciskając dłonie w pięści, to je rozluźniając.
Tego dnia miała niezwykłego pecha. Mieszkańcy Diorolle jakby wyczuwali, że nie była do końca normalna, i omijali ją szerokim łukiem, a każdy potencjalny pracodawca czym prędzej zbywał. Zastanawiała się, czy to naprawdę aż tak dobrze widać, że nie należała do rasy ludzkiej. Z drugiej strony – zwykle nie miewała takich problemów, przeganiano ją dopiero wtedy, gdy urządziła burdę w karczmie albo nawyzywała niewinnych mieszkańców okolicy. Raczej nikt nie podejrzewał, że była Przeklętą.
— Cholerne państwo — warknęła pod nosem, wpychając ręce do kieszeni spodni i zawracając w uliczkę, gdzie znajdowało się jeszcze kilka przybytków, których nie odwiedziła w poszukiwaniu pracy.
Musiała jednak przyznać, że pierwszy raz spotkała się z odmową współpracy z powodu płci. Najczęściej ludziom było obojętne, czy robotę wykonywał facet, czy kobieta – byle zostało dobrze zrobione. Oczywiście najczęściej wątpili w przedstawicielki płci pięknej, jednak dawali szansę. Potem bywali zaskoczeni bądź robili dobrą minę do złej gry, zapewniając, że od początku spodziewali się takiego wyniku.
Westchnęła ciężko, zwieszając na moment głowę. A co, jeśli nie znajdzie tu żadnej pracy, czy raczej – żadnej nie dostanie? Będzie musiała wyjechać i znowu głodować, bo pieniądze już się kończyły, nie zdoła kupić ani noclegu w przydrożnej karczmie, ani jedzenia, którym by się mogła raczyć przy trakcie w podniebnym obozowisku. Nagle zupełnie odeszła jej ochota wracania do Faryale, nawet pomimo strachu wywołanego samotnością w tłumie, zaciskającym się na jej wnętrznościach żelazną obręczą. Klacz darowałaby sobie wszelką kpinę i złączyłaby się z przyjaciółką w bólu, ale Aithne nie lubiła przegrywać. Natomiast zdecydowanie jako porażkę postrzegała swoje niepowodzenie w szukaniu pracy. Przyznanie się do tego przed kobyłką za wiele by ją kosztowało.
Zastanowiła się, co zrobić, żeby ludzie chociaż trochę jej zaufali. Przecież zachowywała się jak zawsze! W innych miastach – tych bardziej na zachód, bliżej środkowego Estrille – nie miała najmniejszych trudności z poszukiwaniem roboty, nikt nie zwracał uwagi na jej dziwne zachowanie, wygląd, słowem: pozostawała anonimowa. A tutaj? Jakby próbowali szpiegować każdego przyjezdnego. Wścibscy, paskudni ludzie. Bardzo dziewczęco zgrzytnęła zębami.
Wtedy ktoś ją szturchnął. Odruchowo usunęła się z drogi, pełna wewnętrznego obrzydzenia na samą myśl o kontakcie fizycznym, ale zbyt pochłonięta złorzeczeniem na cały rodzaj ludzki, by zwrócić na incydent większą uwagę. Z biegiem czasu zaczęła akceptować, że jedynym sposobem, na przetrwanie wśród obcych, groźnych twarzy było ignorowanie wszystkiego, popadanie w swego rodzaju odrętwienie, póki coś nie skłaniało do działania.
Zatrzymała się jednak gwałtownie po kilku krokach, prostując sztywno, zmarszczyła czoło i spojrzała niewidzącym wzrokiem przed siebie. Przez kilka uderzeń serca analizowała gwarny tłum płynący przez miejscowy targ – znajdujący się na skądinąd niewielkim placyku – po czym sięgnęła do paska, gdzie zwykle miała przytroczoną sakiewkę żałośnie pobrzękującą resztkami ostatniej wypłaty.
Sakiewki jednak nie było.
— O ty w mordę — sapnęła i rozejrzała się z obłędem w oczach, w panice próbując zlokalizować złodzieja.
Dostrzegła w tłumie szczupłą sylwetkę dzieciaka nerwowo przepychającego się ku wyjściu z targu. Kilka kolejnych uderzeń serca zmarnowała na krótkie zastanowienie, czy to na pewno ten chłystek, potem jednak uznała, że chyba mijał ją chwilę temu. Na pewno nie zamierzała dzielić się z nim ciężko zarobionymi pieniędzmi.
— Hej, konusie! — wrzasnęła, zawracając na pięcie i rzucając się w pogoń.
Wściekłość zagotowała jej krew do tego stopnia, że nawet nie zwróciła uwagi na brutalny, niechciany kontakt fizyczny z przechodniami, który zainicjowała. Skuliwszy ramiona, lawirowała wśród ludzi, z pełnymi frustracji warknięciami odpychając ich ze swojej drogi. Plecy chłopca to pojawiały się, to znikały wśród obcych osób – serce Aithne za każdym razem podskakiwało nerwowo, gdy traciła złodziejaszka z oczu. Nie mogła zostać pozbawiona ostatnich pieniędzy. Przecież nie będzie żebrać!
Stęknęła, nadziawszy się na łokieć mijanego mężczyzny, i z furią odepchnęła go ze swojej drogi. W takich chwilach gniew budził w niej zwierzęce pragnienie mordu; zmarnowała uderzenie serca na posłanie nieznajomemu dzikiego spojrzenia, zanim podjęła pościg. Czuła nieprzyjemnie wbijające się w podeszwy butów kamyczki – oby ten dzieciak się na nich poślizgnął.
Z ulgą przyjęła wyrwanie się spomiędzy spoconych, ciasno tkwiących ciał obcych. Nabrała głębszego wdechu, jednak nie po to, by wyrównać oddech po biegu, tylko żeby uspokoić ściśnięte do tej pory serce. Przesunęła nerwowym spojrzeniem po granicy placu, przez chwilę mając wrażenie, jakby jej nogi stały się niezwykle ciężkie.
Nigdzie go nie widziała. Na cholernego Silthe, zniknął jej z oczu.
— Ja pieprzę — wypluła przez zaciśnięte zęby.
Wtedy jednak dostrzegła długonogiego złodziejaszka, jak śmignął między wąsko postawione budynki. Warknęła z satysfakcją i podjęła pogoń. Teraz już nie mógł się jej wywinąć, teraz go dopadnie. Skoro nie ograniczali jej ani ludzie, ani podświadomy niepokój towarzyszący przebywaniu w tłumie, miała dzieciaka w garści.
W chwili, w której z poślizgiem wbiegła do alejki, dostrzegła idącą szybkim krokiem kobietę. W pierwszym momencie wydała się jej znajoma, nie zdążyła się jej jednak przyjrzeć, ponieważ chłopak odepchnął ją ze swojej drogi, bojąc się, że nie zmieszczą się w ciasnym zaułku. Nieznajomo-znajoma syknęła, podparłszy się ramieniem na murze, i posłała w ślad za uciekającym chłystkiem zimne spojrzenie. Aithne zwolniła trochę, koniec końców przechodząc do truchtu, a potem stając. Z ciekawością przyglądała się, jak spod ubitej w zaułku ziemi wydostawała się koścista, poobdzierana ręka i chwytała złodziejaszka za stopę.
— Trzymaj go jeszcze moment! — zawołała Przeklęta, natychmiast przytomniejąc.
Skoczyła do swojej ofiary, dopadła ją po chwili i bardzo niedelikatnie przydusiła kolanem do ziemi, wykrzywiając usta. Jej ciemne oczy błyszczały czymś bardziej mrocznym od szaleństwa, kiedy łapała włosy chłopaka i odchylała mu głowę, by patrzeć w jego twarz. Usłyszała za plecami ciche kroki, ale nie zwróciła na nie uwagi.
— Oddawaj to, gnoju — warknęła, szarpiąc dzieciakiem.
Chłystek zaskomlił żałośnie, bez wahania rozchylając zaciśnięte na niewielkim mieszku palce. Aithne porwała własność ze wściekłym prychnięciem i schowała sakiewkę do wewnętrznej kieszeni podróżnego płaszcza, żeby już nikt się na nią nie połasił. Podniosła się z wilgotnej ziemi i poderwała także złodziejaszka, bez trudu wyrywając go z zakleszczonej ręki truposza.
— Wiesz, co chciałabym z tobą zrobić? — syknęła, uśmiechając się niepokojąco. — Nawet sobie nie wyobrażasz, ile kości masz w palcach — dodała, nieco się nachyliwszy do pobladłego z przerażenia chłopaka.
— Aithne? — usłyszała za plecami znajomy, bardzo zdumiony głos, który w jednej chwili wymiótł z głowy upadłej wszelkie myśli, zastępując je idealną pustką.
Bezwiednie rozchyliła dłoń, wypuszczając trzymanego za kołnierz dzieciaka, a ten, ledwie poczuwszy swobodę, niewiele myśląc, pognał przed siebie, potykając się o własne nogi. Aithne tymczasem obróciła się przodem do kobiety, przechylając potarganą łepetynę.
Nieznajomo-znajoma była od niej zdecydowanie wyższa – o niecałą głowę – oraz bardziej kobieco zbudowana. Smukłe nogi w ciemnych spodniach do konnej jazdy, krągłe biodra, wcięta talia, biust dodatkowo podkreślony głębszym dekoltem bluzki bez rękawów, pociągnięte czarnym barwnikiem paznokcie uwydatniające długość delikatnych palców. Wzrok jednak najbardziej przyciągała twarz; ostre, nieco drapieżne rysy, pełne, kuszące usta w kolorze malin, podkreślone henną oczy o tęczówkach barwy płynnego srebra, z niezwykle przeszywającym spojrzeniem, a wreszcie opadające falami na plecy niecodzienne, bo ciemnoczerwone włosy.
Aithne potrzebowała kilku długich chwil bezrefleksyjnego przypatrywania się kobiecie, jakby nie miała pojęcia, przed kim stała. Jednak takich twarzy nie sposób zapomnieć – upadła rozpoznała dawną przyjaciółkę już w następnym uderzeniu serca. Myśl, że ich drogi ponownie się skrzyżowały, zdawała się zbyt abstrakcyjna, aby okazała się prawdziwa. Dziewczyna milczała, wodząc spojrzeniem po znajomej, która niespodziewanie kilka lat temu zniknęła jej z życia.
Wydawało się, że nic się nie zmieniła od momentu, kiedy ostatnim razem ją widziała, późnym wieczorem, tuż przed snem, gdy cienie rzucane przez płomienie świec zniekształcały jej rysy. Wtedy jeszcze Aithne nieśmiało liczyła, że podejmą się kolejnego wspólnego zadania – nadzieje jednak starły się z ponurą rzeczywistością. Upadła pogodziła się z rozstaniem, ale zupełnie nie spodziewała się ponownego spotkania. Nie wiedziała, co zrobić w takiej sytuacji, zwłaszcza że Anabde również stała, tylko się jej przypatrując. Trudno było zinterpretować jej przeszywające, wiecznie oceniające spojrzenie.
Zdecydowanie niewiele się zmieniła.
Po chwili długiego, pełnego powagi milczenia Aithne się uśmiechnęła niepewnie, nie wiedząc do końca, jak powinna się zachować. Poczuła się dziwnie – z jednej strony ucieszyła się ze spotkania, z drugiej natomiast ją przestraszyło.
— Anabde — mruknęła cicho w odpowiedzi, jej twarz rozjaśnił pewniejszy uśmiech. — Byłaś ostatnią osobą, której spodziewałam się w Diorolle. Zwłaszcza żywej.
Anabde zaśmiała się pod nosem – kobieta nie śmiała się ani często, ani otwarcie, dlatego zaskoczyła tym Aithne. Mimo pozornej serdeczności dziewczynie wydawało się, że towarzyszka czuła się niezręcznie, co tylko potęgowało jej własny dyskomfort.
— Skoro wątpiłaś w moją żywotność, cóż ja mogę powiedzieć o tobie? — rzuciła ciut złośliwie, przymrużając niezwykłe szare oczy.
Po krótkim wahaniu uniosła ramiona, trochę nieporadnie zapraszając Aithne do powitania. Upadła już nie powstrzymywała szerokiego uśmiechu – bez wahania mocno objęła przyjaciółkę, niespodziewanie poczuwszy ulgę na zwykle niechcianą bliskość.
Pomyślała wtedy, że może ten dzień nie był tak do końca stracony.

35 komentarzy:

  1. "Koniec końców wyszczerzył szczerbate zęby w uśmiechu.
    — Trzy miedziaki — poinformował zadowolony, wyczekująco wyciągając do Aithne poplamioną dłoń.
    Wojowniczka uniosła brew, przypatrując się chłystkowi. Koniec końców zmarszczyła czoło i nagle zrobiła się groźniejsza, nawet jakby stała się trochę większa, kiedy postąpiła krok w stronę dzieciaka." - koniec końców mnie się rzuca w oczka bardzo blisko siebie.

    "podejmując mało ambitnych, za to zabawnych oraz ciekawych wyznań" - a nie powinno być wyzwań? xD Czy to moje błędne odczucia?

    No, jako, że ze mnie marny wychwytywacz błędów i innych ,to tylko te dwie rzeczy mi się rzuciły w oczy. No.

    I co mogę powiedzieć... pojawia się kochana Faryale <3 Uwielbiam te dialogi, które prowadzą wraz z Ai. Szczególnie awangardowa jest ich przyjaźń, ale pozostawia pozytywne odczucia.
    Hm, nie wiem czy spodziewałam się po naszej Przeklętej bardziej... brawurowego zachowania, ale i tak jej zdolności nie zawiodły. Może też nawet lepiej, że nie miała okazji do połamania paliczków tego chłopaszka, bo kto wie, do czego byłaby jeszcze zdolna. Jest strasznie nieprzewidywalna! xD
    No. Chyba wszystko, bo na razie mieliśmy Ai ślicznie pyskującą ludziom, co chyba ładnie wprowadza do jej charakteru :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oba błędy poprawione, ta druga literówka sprawiła, że zachichotałam głupkowato xD
      Dziękować za znalezienie - wiedziałam, że coś przepuściłam, zawsze tak jest, ugh. Coś strasznego.

      Mama się śmieje, że podobną relację mam z Iliadą. W sumie, jeśli się zastanowić, gdyby Ili gadała, pewnie mówiłaby podobne rzeczy co Faryale xD Też Faryale lubię, chociaż czekam na moment, w którym Sira jęknie, że strasznie nie-końska jest... hehehe xD Już raz tak zrobiła, a ja miałam ubaw cały dzień xD
      Na pewno by go skrzywdziła, gdyby nie odsiecz. Gdzie się do jej pieniędzy dobierać, skandal! Co zabawne, najpierw by skrzywdziła, a potem by się przestraszyła brakiem kontroli nad samą sobą... co jeszcze ją czeka, buehehehe xD
      No, tak, wiele w tym rozdziale nie rozkręciłam akcji. Ale to nic, przyzwyczajajcie się, z jakim oszołomem będzie kroczył narrator przez życie xD

      Usuń
    2. Dobrze, że w ogóle coś mi się rzuciło w oczy xD
      Ale literówka faktycznie... genialna! Jak przeczytałam pierwszy raz, to miałam brnąć dalej, ale nagle złapał mnie szok i jeszcze raz, czy przypadkiem się nie pomyliłam... xD Cóż... widok Ai podejmującej się zabawnych wyznań...

      O proszę! xD Nawet kolorem Ili jest taka sama.
      Hm... Faryale nie-końska... Nigdy jej tak nie postrzegałam, generalnie. Zawsze to była Faryale i już. Taka postać i nie patrzyłam w jakim stopniu przypomina konia, czy w ogóle - jeśli wiesz, co mam na myśli xD
      Jeszcze, jak biedna jest na skraju bankructwa, nie? Chłopaszek miał więcej szczęścia niż rozumu, jak się teraz nad tym zastanowię. Anka go uratowała! xD
      Ale może to nawet lepiej? Po co wszystko od razu zdradzać? Na spokojnie. Cisza przed burzą xD

      Usuń
    3. Już pal sześć, że w Lostarze w gruncie rzeczy jest tylko jedno wyznanie, ale takie, którego by się Ai podjęła, prawdopodobnie by za długo nie funkcjonowało... xD

      No tak, ale ty wiesz Więcej xD A Sira nie, stąd to pytanie. I fokle. Ach, mój geniusz...! xD A tak na serio, to znowu samo z siebie wyszło, oczywiście.
      Anka jako obrończyni uciśnionych to też tak jakoś dziwnie, no ale jednak lepiej, że sobie szczyl uciekł, bo tak od razu walić po oczach furią Aithne to niehumanitarnie... xD

      Usuń
    4. To zabrzmiało co najmniej strasznie xD

      Może i dlatego xD

      Hm... gorsza chyba Ai od Anki, coś mi się jednak widzi... ale w gruncie rzeczy... przynajmniej udało mu się uniknąć kary od jednej, jak i od drugiej. Następnym razem pomyśli pięć razy nim kogoś obrabuje xD

      Usuń
    5. No, może nie pięć. Stawiam, że na tydzień zrobi sobie przerwę, a potem wróci do bycia niegrzecznym chłopcem, bo z czegoś trzeba w tym świecie żyć, nie? xD Ale pewnie zacznie unikać rudych. 11 na 10 rudych jest wrednych xD

      Usuń
    6. Szczególnie tych niskich i pyskatych zacznie unikać xD

      Usuń
  2. ja i wytykanie błędów o tak wczesnej porze.... nieeee, nie licz na to. zresztą czytałam zaraz po tym jak się obudziłam, tak dla rozbudzenia. nie bij więc jeżeli pomylą mi się wątki. np. koń, który szukał pracy xdd
    a tak na serio to dla mnie dwa razy w miesiącu to chyba troszeńkę za mało. nawet jeżeli rozdziały maja taką kolosalną objętość. ile to wg jest stron? 10? 20? może 15? czy jeszcze więcej? szczerze to chyba jeszcze nie trafiłam na takie długie rozdziały... a może jednak tak, nie wiem? ;>
    co raz bardziej zaskakuje mnie twoje opowiadanie. najpierw miejsca, a teraz imiona. Aithne. Anabde. Faryale. szczerze nie wiem jak ja je zapamiętam^^ może kiedyś!
    Przeklęta. Przeklęta. Przeklęta ^^ jak ja chciałabym wiedzieć o nich coś więcej. ciekawią mnie te istotki^^
    Dobra kończę, bo trzeba posprzątać xd
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten konkretny rozdział miał osiem stron A4, zatem, jak na mnie, nie był wybitnie długi ^^ Ale to nie wiem, jakieś opowiadania do tej pory czytała. Albo to ja czytam dziwne, może tak Oo
      Znaczy, no bo wiesz. To niby jednak fantastyka xD A imiona po części i tak z naszej ziemskiej kultury, chociażby Aithne. Ludzie tak miewają na imię, jeno na Wyspach. I serio, akurat myślałam, że imiona to nadaję proste... xD
      Och, spokojnie. O nich będzie wiadome prędzej czy później wszystko, zatem bez niepokoju.

      Usuń
  3. Ten rozdział zdecydowanie bardziej mnie wciągnął i zainteresował. Fajny dialog Aithne z klaczą i w ogóle klacz chyba najbardziej mnie zainteresowała. Nie tylko ją polubiłam, ale też ciekawa jestem, czy ta gadająca chabeta naprawdę jest - zdecydowanie na zwykłego konia to ona nie wygląda :) No i spodobał mi się wątek z Adabde - jakie miała motywacje zostawiając przyjaciółkę bez słowa, jak wyglądała ich relacja. Nie szukałam na siłę błędów, szczególnie że niezbyt się na tym znam i z moją poprawnością także bywa bardzo różnie.
    " Byłaś ostatnią osobą, której spodziewałam się w Diorolle. Zwłaszcza żywą." - tylko to zapamiętałam, bo było pod koniec. Trochę mi się gryzie, zmieniłabym albo na: "...której spodziewałam się w Diorille. Zwłaszcza żywej", albo lepiej nawet "którą spodziewałam się zobaczyć w Diorille. Zwłaszcza żywą."
    I trochę opis Aithne mi zgrzytnął - opisujesz same pozytywne cechy wyglądu, a jednocześnie podkreślane jest, że "nie jest zbyt urodziwa". Trochę nie wiadomo z czego to wynika, bo nos mały i zgrabny, usta ładne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, Faryale zaraz zostanie ulubienicą tłumów xDD W sumie to dobrze. W sumie to by nawet oznaczało, że mi się udało. Co do jej tajemnicy - jeszcze trzeba poczekać, ale obiecuję, że zostanie rozwiązana. Może nawet co poniektórych zaskoczę ^^
      Dobrze, że zwróciłaś mi uwagę na Anabde - przy najbliższe okazji postaram się to nakreślić, bo chyba w paru momentach byłoby dobre miejsce, a mi to umknęło, ponieważ rzadko wbijam w punkt widzenia kobiety. W takim wypadku przy sprawdzaniu kolejnych rozdziałów zerknę i ewentualnie rozwinę kwestię ^^
      Ha, z tym zdaniem też miałam wątpliwości i nie wiedziałam, jak to ugryźć! Nawet brałam pod uwagę jedną z opcji, które podałaś, ale się zapętliłam i z kwiknięciem rozpaczy porzuciłam temat xD Zaraz coś z tym popracuję, wstawię coś bardziej odpowiedniego.
      Ano opis zgrzyta, bo je nie umiem w opisy :c Z tymi ustami to kwestia tego jej wiecznego grymasu i paskudnej miny, wydaje mi się, że też piegi dla niektórych stanowią defekt urody. No i okrągła, dziecinna buźka. A z nosem poprawię, bo może za dużo tego dobra faktycznie xD Chciałam zrównoważyć, a wyszło jak zawsze xDD

      Usuń
  4. Oho, dawno mi komentarza nie zjadło, smacznego blogspocie <3
    Piegi defektem? o.O rozumiem jeszcze, jakby chodziło o całą twarz, ale raczej to kwestia gustu. Jak dla mnie to raczej zaleta, niż wada. Samo określenie "okrągła twarz" jest raczej dość neutralnie, może jakby ująć to inaczej (zbyt okrągła, czy coś)? W porównaniu do opisu to "nie grzeszenie urodą" wydaje się zbyt mocnym określeniem, bardziej by pasowało coś w stylu "miała przeciętną urodę", albo, jeśli miałby być bardziej negatywny wydźwięk, coś w stylu prostą/chłopską urodę. To by sugerowało właśnie, że nie należy do piękności, mimo że nie posiada żadnego wyraźnego defektu.
    Ok, muszę wyłączyć chyba tryb czepialstwa, bo ostatnio co nie przeczytam, to mi się włącza ciocia-dobra-rada i truję autorom tyłki ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to bezczelny blogspot. Mnie zjada komcie tylko na określonym blogu, nie wiem, może on sobie upatruje? xD
      Miałam koleżankę, która była piegata i strasznie z tego powodu cierpiała. Ja osobiście uważam piegi za urocze, ale wiem, że to właśnie różnie bywa xD Trochę ten opis podretuszowałam, że tak powiem, bez potężnych ingerencji, ale chyba zmieniłam na taki bardziej neutralny. A ten zwrot z grzeszeniem to miał być taki trochę z przymrużeniem oka xD Bo generalnie Aihne byłaby taka... normalna i przeciętna właśnie, gdyby się wiecznie nie krzywiła i miała mniej chmurną mimikę... xD
      E tam, zawsze to dobrze, jak się ktoś czepia, bo przynajmniej wiadomo, że naprawdę przeczytał, a i można popracować nad tekstem ^^

      Usuń
  5. Ja tam błędów nie znalazłam żadnych, za to znów mogę się zachwycać zajebistością tej powieści! W końcu coś się zaczyna dziać, powoli wkraczają na scenę postaci :)
    Myślę, że nadal będę podtrzymywać zdanie, iż ta wersja jest lepsza od poprzedniej. Nie spieszysz się z akcją (ile ja bym dała, żeby tak umieć! ><), wszystko fajnie i składnie opisujesz (za to bym dała się pokroić), genialnie wszystko składasz do kupy (za to pewnie bym zaprzedała duszę...), więc jestem zachwycona, natchniona do pisania, a także oczekuję więcej! Oczywiście najlepiej by było, gdybym miała do nadrobienia jeszcze z 20 rozdziałów, bo wolę czytać ciągiem,ale jakoś to przeżyję :P
    Lubię to! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź, kurde, bo mnie... nie wiem, bo obrosnę w piórka, o xD
      Przede wszystkim ta wersja ma już ręce i nogi. Oto porównanie dla niedowiarków, co się dzieje, kiedy piszemy z planem i bez planu. Poprzednia historia była totalnym spontanem, tutaj mam rozpisany plan wszystkich sześciu części. Ha xD
      Ale przecież u ciebie i tak zwolniło w porównaniu do poprzedniej wersji, co marudzisz! Miło mi, że opisy ci się podobają, bo mnie wiecznie nęka wrażenie, że coś jeszcze mogłam dodać :c A znowuż u ciebie to czasami kwestia koślawego posłużenia się słowem (ryglowanie beczką <3), więc też nie skaml xD A składanie do kupy - plan, psze pani, plan. Mówię ci, spróbuj kiedyś, to naprawdę fajna sprawa xD
      No wybacz, pierwszy raz w życiu jesteś na bieżąco z moim opkiem xD Legendę możesz nadrabiać, pałko! xD

      Usuń
    2. Nie, mimo wszystko nie pozwolę Ci obrosnąć w piórka, będę wredna (nie powiem, kto mi posłuży za przykład... xD), więc spokojna głowa :P
      Ech, czyli muszę napisać plan do WOD -.-' A idzie mi to jak krew z nosa ;___; Może zacznę pisać od 8 rozdziału, a resztę uzupełnię, bo w sumie i tak wiem, co tam powinno być... Ech, dobrze, że ferie nadchodzą wielkimi krokami...
      Nigdy nie zapomnisz mi tej beczki, prawda? ;c Będziesz mnie prześladować nią do końca życia .____. Smuteczeg...
      Hahahaha, za Legendę chcę się zabrać albo dzisiaj, albo jutro, ale telefon mi nie działa, tak to bym, sobie zrzuciła na moją cegłę, jeden dzień i po krzyku, a tak... nie lubię czytać na komputerze, staram się ograniczać do minimum, no ale... chyba nie będzie wyjścia ;c

      Usuń
    3. Hehehehe, daję słuszny przykład na każdym kroku normalnie! xD
      Ha, ja mam miesięczne ferie <3 No, ale już nie dobijam. Tak, zdecydowanie musisz napisać plan, bo to zwyczajnie ułatwi ci pracę. Oraz usprawni. I tak dalej, i tak dalej, te wszystkie argumenty moje już znasz!
      Spoko, jeszcze mam kolumnę na pochodnię do wypominania... xD Ale beczka też była urocza <3
      Och. Ja w ogóle nie ogarniam tego problemu "nie mogę zrzucić na telefon". Ja, uwaga, mam telefon z materialną klawiaturą oraz, szok, klapką xDD Normalnie mogłabym do muzeum jako zabytek oddać.

      Usuń
  6. Jedno małe „Jo” i mnie kupiłaś ;) Serio, serio. Bo mi się to za bardzo kojarzy z „Yo”, a tak to mówią tylko fajne postaci (szczególnie jak mają fajne głosy) i guzik mnie obchodzi, że ten typ fajny nie był. Od każdej reguły najwyraźniej musza być wyjątki.
    Powiem ci, że z imionami to ja będę miała problem. I to kosmiczny. Przynajmniej, jeżeli chodzi o imię tej klaczy, bo dla mnie to brzmi jak „ wróżka ale” - nic nie poradzę na to i koniec i dlatego też nie zapamiętam pisowni. Możesz mnie bić, ale to i tak nie odniesie skutku. Chyba tylko z Aithne nie będę miała problemu, bo już kiedyś takie imię obiło mi się o uszy.
    Na początku rozdziału zaserwowałaś chyba pełny pakiet opisów ;) Ja nie wiem co ty masz z tymi uśmiechniętymi ludźmi we wszystkich miastach, ale przystopuj. Przez to mam wrażenie, że to jakieś strasznie miłe miejsce - to uogólnianie jest zwyczajnie złe. W tym rozdziale jednak mogłam sobie to przynajmniej wytłumaczyć. Chodzi o to, że pisałaś o rozlokowaniu uliczek i takie tam. Skoro wjeżdża się, mając ze wszystkich stron budynki bogaczy, to nic dziwnego, że ludziska szczerzą ząbki. Znaczy, nie jestem przekonana do tego, że bogacze chodzą zadowoleni, a reszta nie, ale tak na upartego - czemu nie? Ta lokalizacja co zamożniejszych domostw też mnie lekko zdziwiła. Bo obrzeża miast to raczej właśnie półświatek. Dlaczego? Bo najbardziej narażone podczas ataku (w końcu przyjmujemy realia średniowieczne, nie?). I teraz nie wiem - tam takie bezpieczne miasta, czy grube rybki zwyczajnie potrzebują więcej przestrzeni (mogliby równie dobrze wtedy mieszkać poza miastem).
    Dalej za to bardzo podobały mi się opisy miecza, metali i takich tam. Tutaj to akurat się uśmiechnęłam i serio pod wrażeniem jestem, że chciało ci się w ogóle wymyślać tyle minerałów, bo pewnie jest ich znacznie więcej niż te wymienione. No, a tak poza tym to ostatnio mam dość niezłą fazę na miecze i fontanny... Także ten - jak najbardziej mój gust.
    Koń coś za inteligentny jest. Oczywiście wredna bohaterka nie interesowała się rasami, bo po co? Co za ludź! Pierwsze, co pomyślałam na ten temat, to, że to coś na zasadzie zaklętego w żabę księcia. No, a później to buchnęłam śmiechem z własnej głupoty i idiotycznych pomysłów. Ale klacz jest całkiem fajna, wygadana, sprytna i narzeka zawodowo (przypomina mi pewnego kota :P). Chociaż Aithne chyba lekko przesadza z jej zdolnościami, bo jakoś średnio widzę jak koń łapie złodziejaszka...
    W ogóle sprawę z brakiem kasy na żarełko jakoś średnio ogarniam. Bo Aithne nie wygląda na ten miły i sympatyczny ty złotego człowieka, wiec raczej nie jest jakoś kosmicznie praworządna. Pomyślałam, że może sobie upolować coś w lesie (no co? Ja wciąż zakładam, że mamy do czynienia z czymś ala średniowiecze i mamy lasy pełne zwierzyny), a jak nie to ukraść. Taa... to się nazywa przewrotność losu.
    Ale, ale - dyskryminacja ze względu na płeć jest urocza! Bo hej, czy tu nie chodziło o zlecenie z pod tytułu „zabij tego i tego”? Jeżeli nie, to wybacz, jeżeli tak to naprawdę świetne.
    Cóż, nie wiem co ta Aithne taka zła, że dzieciak ukradł jej kasiorkę. No bez kitu, wczoraj to ona się nie urodziła, a jak funduszy nie umie pilnować, to przynajmniej się nauczy. A poza tym - to tylko dzieciak, który pewnie ma gorzej od niej, więc mogłaby być dla niego chociaż trochę miła, albo przynajmniej nie być aż tak niemiła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Znów aniołowie. Mmm... no, jakoś nie możesz się rozstać z tym motywem. Ja wiem, że one są tam w opisach (w końcu przeczytałam tą jedną jedyną podstronę :D), no ale myślałam, że raczej tutaj ich nie uświadczę, albo przynajmniej nie tak szybko. Skoro jest, to trudno. Ale przynajmniej jest ruda! Lubię rude postacie, przynajmniej ostatnio.
    Włosy tej kumpeli Aithne (a idź, nie pamiętam imienia!) wywołały salwę śmiechu. Bo ja myślałam, że takie kolorki to tyko w anime i w bajkach - a tu się okazuje, że nie. Ekhm jej oczy + włosy = polska flaga. No co? To twoja wina, że tak mi się kojarzy, jakbyś napisała odwrotnie, to byłaby inna flaga :P Ale srebrne oczy są fajne, może nie tak jak włosy, ale i tak ;D
    Haha przeczytałam nawet komentarze powyżej, co by weny złapać (liczyłam, że znów kompletne lanie wody i będę się brechtać :P), ale wyszło marnie. Powiem, że ludzie nie znają potęgi złośliwego wyrazu twarzy ;) A ciekawe jest to, że zarzucają ci, że rozdział długi, mi robią odwrotnie, a mniej więcej tej samej długości... Cóż, ja tam czytywałam takie rozdziały, co to miały ponad dwadzieścia stron (wg autora, tak autora!), więc wiem, że twój się pod względem długości nie umywa.
    Pozdrawiam ;)
    P.S. I już kurka pamiętam, czemu nie piszę komentarzy w wordzie! Bo wtedy wychodzą za długie i prawie nigdy nie umiem się zmieścić, choroba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to coś czuję, że polubisz Funnajczyków, którzy bardzo często używają tego sformułowania, co zresztą napomknęłam xD Ale na razie do tego regionu – jeszcze – się nie wybieramy, zatem pozostają drobne smaczki!
      No cóż mogę rzec, imion raczej zmieniać – nie zmienię xD Ale za to pomogę przy Faryale (swoją drogą, to jest prawdziwe nazwisko. Chyba nawet jakiejś pisarki, tylko już nie pamiętam szczegółów, z sześć lat temu usłyszałam) – czyta się Farjal, jeśli tu był problem ^^ Co do reszty… chyba kwestia przyzwyczajenia.
      Och. Oj, ale mi się wemsknęło. O tych uśmiechach to wyrzucę, bo aż mnie zdumiało, że tego nie zmieniłam, zwłaszcza że potem tych ludzi przedstawiam dość… nieprzyjaźnie. Zatem tu już ząbki nie będą musiały ci zgrzytać xD A co do domostw – generalnie względnie bezpiecznie jest, a wielmoże chcą więcej swobody i świeżego powietrza, przynajmniej tak to sobie wyobrażałam. Bo tam też chwilowo nie bardzo ma co atakować, takich sporych miasteczek grupa banitów nie obrabuje, bo ni dy rydy xD
      Może nie znacznie – ale trochę jeszcze jest ^^ Nie ukrywam, bolało to mój mózg niezmiernie, kiedy nad tym pracowałam, za to teraz jestem dumna z własnego uporu. Co ważniejsze, wszystko skrupulatnie ponotowałam, więc nie zapomnę o tych surowcach nagle w połowie historii – a niekiedy się tak zdarzało przy moim pisaniu… xD
      Ha, czekałam na ten moment, aż ktoś zacznie na Faryale (Miss Wróżkę xD) narzekać! W pierwszej wersji też Sira dała się na to złapać, ale miałam ubaw przez pół dnia <3 Generalnie – wiem. Całkowicie świadoma kreacja. Co więcej, jestem dumna z tego, jak to wyszło, bo myślałam, że mi się wszystko posypie :3 No i Aithne nie interesowała się jeno magią, już nie bądź dla niej taka surowa :c
      Tak podsumowując – świetnie wpisujesz się w schemat, z którym zmaga się na co dzień Aithne wśród ludzi, kiedy im mówi, jakiego genialnego, mądrego, wygadanego konia ma. Wszyscy reagują jak ty xDD
      Aithne nie wygląda i ma nie wyglądać. Jedyną przeszkodą jest jej… zgrabność życiowa. Ona nie umie polować – to jednak trzeba mieć chociaż minimalne umiejętności, nawet żeby wnyki zastawić – a przy kradzieży natychmiast ściąga na siebie gniew połowy miasta, bo dyskrecja bynajmniej nie jest jej drugim imieniem xD
      Tak, Aithne raczej się takimi rzeczami zajmuje. Zabije tych albo te, albo cosie. Ewentualnie obija mordki. Zatem nader bezczelnie została pogoniona xD
      Niestety, Aithne ma… hm. Problemy, może tak. O tym będzie szerzej dalej, ale – jak zauważyłaś zresztą – jest paskudna i bardzo agresywna, w dodatku nerwowa. Każdy normalny mógłby jeszcze wpaść na taki pomysł, że dzieciak ma gorzej i w ogóle, Aithne jednak błyskawicznie traci nad sobą kontrolę. Osoby o zdrowych zmysłach nie groziłyby z miną psychopaty połamaniem wszystkich kości za coś takiego… xD
      No wiem, no wiem. Inna sprawa, że tym razem fabuła nie kręci się wokół nich, czy raczej nie wokół zamieszania, że to upadli. Tutaj jednak skupia się to na innych aspektach, a że jednymi z wielu Przeklętych są też upadli, no to cóż xD A Aithne wprost musiała być jedną z nich, przykro mi :c Bo ona i Errie mają wspólną protagonistkę xD
      Ehem, ehem, pozostaje mi uśmiechnąć się z zakłopotaniem. Bohaterka kreowana przeze mnie nie była (długa historia), a tak generalnie to jest ruda, tylko chodziło o odróżnienie odcieniu od czupryny Aithne ^^ Ale cieszę się, że srebrne oczy się przynajmniej podobają, krzepiące to jest (bez ironii :c).
      No, tym razem Denko nie przyszło spamować, Sira jeszcze się nie zjawiła… to i sztywno w komciach, co poradzić xD Powiem szczerze, pierwszy raz zdarzyło mi się usłyszeć, że za długie rozdziały piszę. Zwykle to jednak była radość, że im dłuższy, tym lepszy. Jak kiedyś walnęłam rozdział na 22 strony A4, to mi prawie pomnik postawiono xD

      Usuń
    2. A ja się zmieściłam, buehehehehe xD

      Usuń
    3. Hehe cekam, na Funnajczyków ;)
      Ty mi możesz mówić, a ja przy okazji następnego rozdziału znów zobaczę Fairyale i będę miała tę samą zajawkę :P
      Błahaha ty mnie nie widziałaś narzekającej na postć! Gdy ktoś mi zalezie za skórę, to dopiero jestem wredna. Co do szkapy na razie jestem tylko podejrzliwa, odurzona idiotyzmem własych myśli i podejrzewam przepakowanie, a nawet skrytego trolla (no co? kto powiedział, że koń być nim nie może?). Skoro reaguję jak wszyscy, to chyba jednak znaczy, że jestem normalna! Yeah.
      Aithne podobna do Errie? Bosz - zginie, zabijając się o własne nogi...
      Ehh jak pech, to pech - no raz na ruski rok przeczytam i nie ma się co posmiać, porażka ;(
      Mrau - to wyzwanie? Dajesz!

      Usuń
    4. ...no cóż, przynajmniej jakoś zapamiętasz to jej nieszczęsne imię, zawsze plusy! xD
      Skryty troll? Faryale czuje się urażona, ale z godnością pominęła milczeniem tę teorię xD Generalnie... hm. Nie no, moje usta pozostają zamknięte, wszystko się kiedyś wyjaśni. Może nawet wcześniej się niektórzy zorientują... a może nie xD I nie, nie ciesz się, nie jesteś normalna :c Tu nie ma normalnych ludzi, to mój blogasek xD
      Nie, nie o to mi chodziło xD Tylko o to, że Aithne i Errie powstały z tej samej postaci. W gruncie rzeczy łączą je tylko skrzydełka. I oczy. To wszystko. Aithne zdecydowanie nie jest aż tak nieporadna - może i pakuje się w tarapaty, ale w 90% przypadków sama się z nich wykaraska xD
      Czy wyzwanie, to nie wiem. Wychodzę z założenia, że nie staram się zmuszać do pisania, tylko piszę tyle, ile potrzebuję. Niniejszym jeden z rozdziałów Legendy ma już koło 15 stron chyba, a rozdział w Anarion 2 miał równo 20 xD Ale też Legenda ma rozdział o długości 6 stron - jeden na razie, ale ma. Po prostu nie chcę rozciągać sztucznie, skoro tego nie potrzeba xD
      Ale jak tylko nadarzy się okazja, na pewno walnę kolosa :3

      Usuń
    5. :( Zawiodłaś mnie, a już tak się zdążyłam ucieszyć! A ty mi tu, że jednak nie...
      Hehe - wyjdzie w praniu. Ale teraz to dopiero będę dostawać kota z tymi skrzydłami. Tu coś lata, tam lata, do tego jeszce ptaki... xD
      No wiesz? Odrzucasz? Buuu

      Usuń
    6. Nie odrzucam, ale wiesz, ja mam aktualnie ponad dziesięć rozdziałów zapasu, zatem trudno zrobić takie wyzwanie w tym przypadku xD Bo już spalone gary i fokle xD

      Usuń
    7. Omg, wtf i tak dalej. Pobite gary :C Mój mózg został w stajni.

      Usuń
  8. Nie czuję przymusu komciowania błędów, których nie ma, więc może oszczędzę internetowy papier i przejdę do treściwszej treści, bo żadnych beczek, sieci na dupach czy galopujących wind nie widziałam xD
    Ja przepraszam, ale komciając poprzednie Granice wiedziałam tyle co nic, więc to stare stwierdzenie, że Far ma dziwaczną osobowość to niezbity dowód mojej spostrzegawczości, wnikliwości i inteligencji szerloka i ogółem po spoilerowaniu poczułam się niczym jakiś bóg, Hyperion albo Heimdall, jestem wjelka xDD [Pacz, wszystkim się da podbudować ego!]
    Aithne. Co ja mam napisać o Aithne? Już tyle komentarzy o niej wypisałam, tak długo jej kibicowałam i wkurzałam się jej osobowością, że słowa mi ućkły w kąt. Hmm... No, jest. Aithnowata nawet xD
    Taki początek, wiesz, spotkanie, jest stokroć naturalniejsze od poprzedniej wersji. Ta scena z porwaniem sakiewki, a przynajmniej reakcja Ai, trochę mi przypomniała scenę z Dragon Age 2, jak się Varrik zjawiał. Vaaaarrik <3
    Ale za to tutaj Anabde się zjawiła. No cóż, nie lubię Anki, ale zniosę dzielnie xD Ogółem, czekam na Shera ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yay, wyskamlałam komcia! xD To teraz będę mogła umrzeć spokojnie. Niech no tylko cię do Legendy zagonię jeszcze xD
      Hahaha, no to wychodzi na to, że i A. może się tak poczuć. A ja mogę być dumna z właściwej kreacji postaci, czy coś. W każdym razie cieszę się, że buduję twe zacne ego, niedługo się rozpęknie i będzie spokój xD
      Na pewno dostrzeżesz pewne różnice między tamtą Aithne a tą. Przede wszystkim ta będzie regularniejsza w swojej psychiczności, jednocześnie mniej... mangowa. Wiesz, co te wszystkie lasie nienawidzą facetów, bo tak, i się strasznie drą. Temu mówimy nope, trochę Ai ogarnęłam xD
      O? A myślałam, że właśnie będzie większa kicha. Tamto serio było mniej naturalne? xD Och, faktycznie, zupełnie o tym nie pomyślałam! Ale, cóż, Hawke była jednak delikatniejsza w reakcji... xD
      Serio jej nie lubisz? Wydawało mi się, że istniała gdzieś w twoim rankingu jednakowoż xD

      Usuń
    2. Tak, istniała, dwa miejsca przed Ari, a w tych odległych czasach Ari była na samym końcu i to jeszcze za latającą kiecą xD

      Usuń
    3. ...och. Może w tej wersji nieszczęsna wiedźma awansuje xDD

      Usuń
  9. Powiem tylko, że nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Ale lubię Aithne i Faryale :)
    (sory jak przekręcę jakieś imię)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czego dokładnie nie rozumiesz? Całości zamysłu świata fantasy, tego, co się dzieje, zależności prolog-rozdział 1-rozdział 2?

      Usuń
  10. "Zmiataj mię stąd" - aż się człowiekowi wujek Janusz przypomina... się łezka w oku kręci :/ Od cebuli, oczywiście.
    Gadanie z koniem też spoko, bo o tym to i sam pisałem, chociaż u mnie to był pijany wiking, a tematyka była mniej ambitna... No, o pierdzeniu rozmawiali. Znaczy on mówił, a koń słuchał. Bo to był zwyczajny koń. Ale mniejsza o to.
    Akurat znam kogoś, znaczy moja dziewczyna zna kogoś, a przez nią ja tak kojarzę, kto się niedawno ufarbował na czerwono. Nie wiem, po co Ci, autorko, ta wiedza, ale proszę, czym chata bogata, dzielę się! Żeby nie było, ze z pustymi rękami przychodzę.
    Czyli rozumiem, że ci Przeklęci, to też trochę Nekromanci? Fajnie, podoba mi się. Wiem, że odgrzewam kotleta sprzed dwóch lat i zadawanie takich pytań jest bez sensu, ale jakoś mi tak łatwiej ten komentarz pisać, więc...
    Jedyne co mi się nie podoba, ale rozumiem,że tego ciężko uniknąć, to używanie słów takich jak "pieprzę". Jakoś mi takie bluzgi nie pasują to światów fantasy. No, ale to moja osobista opinia i dotyczy ona wszystkich opowiadań fantasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lostarianie-cebulaki też się zdarzają. Hołd własnej ojczyźnie składam, czy coś.
      Gadanie z koniem jest zdecydowanie spoko. Gadanie z każdym zwierzęciem jest jak dla mnie spoko. Ale z koniem zwłaszcza. Takie zboczenie zawodowe, można rzec.
      Tyle że Aithne jest naturalna! ...bo do jej włosów nawiązujesz???
      Przeklęci nie są nekromantami, ojejku. Jeśli coś niejasno zapisałam, na pewno to poprawię w rozdziale. Przeklęci de facto nie rodzą się nekromantami - nekromanci to wyłącznie ludzie.
      Ja znowuż nie lubię staropolskich przekleństw w fantastyce, zwłaszcza takiej stanowczo odcinającej się od europejskich wieków średnich. Może to moje zboczenie odnośnie wyczucia językowego - zwyczajnie zgrzyta to bardziej w zębach niż liberalny język postaci w świecie w żaden sposób niezwiązanym ze Starym Kontynentem oraz naszą rodzimą kulturą.

      Usuń