środa, 1 stycznia 2014

Charakterystyczne miejsca


Archipelag Wschodzących Słońc, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Archipelag Wschodzących Słońc znajduje się na wschodzie Lostaru, na równi oraz poniżej Isolde, w odległości od brzegu dość znaczącej, jednak podczas bardzo dobrej pogody i dużej przejrzystości powietrza można dostrzec cień zarysu na horyzoncie największej z wysp, Oneely. Administracyjnie archipelag należy do Cyrollie, choć kulturowo znacząco odstaje od regionu, nawet w tej wschodniej części.
W jego skład wchodzą cztery tropikalne wyspy, w większości niezbyt duże, jednak zamieszkane przez nadzwyczaj interesujących, barwnych ludzi, których zwyczaje bardzo różnią się od tych obowiązujących w Lostarze.
Największą wyspą jest Oneely, najbardziej wysunięta na południe, potem wielkościowo plasuje się najdalej na północy Tearre, a dwie środkowe – Kasudo i Siquer – zwane niekiedy bliźniakami, są mniej więcej podobnych rozmiarów.
Na wszystkich panuje bardzo gorący klimat, lazurowa woda mieni się pod promieniami słońca, zachęcając do kąpieli, a piasek w każdej części plaży pozostaje jasny, lekko nawet złocisty, tropikalne lasy przeplatają się z miasteczkami mieszkańców, tworząc naprawdę niezapomniany krajobraz. Dla wielu Archipelag Wschodzących Słońc zasługuje na miano raju dzięki swej wyjątkowości oraz niezaprzeczalnej urodzie.
Także naukowcy odnajdują tam fascynujące obiekty do badań – na wyspach rosną endemiczne rośliny, których nie spotka się nigdzie w całym Lostarze poza właśnie archipelagiem, a zielarze niekiedy zabijają się o cenne składniki. Zwierzęta zostały zmieszane z gatunkami z kontynentu przez wymianę handlową z Lostarem, jednak wciąż można spotkać tam charakterystyczne dla tropikalnych wysp małe ssaki, przeważnie gryzonie, barwne gady, jeszcze bardziej kolorowe oraz głośne ptaki, których niesamowitych treli można posłuchać tylko tam, ponadto unikalne ryby odwiedzające ławicami małe zatoczki oraz pływające w miejscowych rzekach.
Mieszkańcy wysp utrzymują się głównie z wyrobów własnych – z pożądanych przez alchemików oraz zielarzy roślin, z różnych części ciała unikalnych zwierząt, a także własnych potraw, których nie można zjeść w żadnym innym zakątku świata. Handlują dobrami z kontynentem, dzięki czemu utrzymują z nim stały kontakt; ponieważ popyt się nie zmniejsza, nie grozi im zamrożenie stosunków, zwłaszcza że mieszkańcy Lostaru okazali się bardzo łasi na owoce morza z wysp. Choć Cyrollie dysponuje równie barwnymi potrawami, to jedzenie z Archipelagu Wschodzących Słońc, biorąc pod uwagę niezwykłość tamtejszej flory oraz fauny, jest wyjątkowe samo w sobie.
Specjały najłatwiej dostać w miastach bezpośrednio z wyspami handlującymi, jak Moyren czy Lunarrie, jednak przy odrobinie dobrej woli także inne regiony mogą próbować nawiązać współpracę z archipelagiem. Jedyną trudnością jest odległość – przyczepione do niemalże najdalszego zakątka Cyrollie, wysunięte głęboko w morze, dla wielu mieszkańców kontynentu zdają się nieosiągalne. Dlatego też opierają się na zaopatrywaniu się od Cyrollijczyków, choć zdarzały się próby podrabiania produktów.
Na szczęście bardzo łatwo to odkryć, dzięki czemu oszuści szybko tracili zyski i bankrutowali, zostawiając niesamowitą różnorodność Archipelagu Wschodzących Słońc jego prawowitym mieszkańcom.


Bryluen, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz
 
Bryluen to miasto na północnym wschodzie Estrille, przytulone do granicy z Perrianem, do którego nie udaje się zbyt wiele osób jak przez nieprzyjemne sąsiedztwo, tak przez nieprzyjemnych mieszkańców.
Bryluen to siedziba niemalże całego światka przestępczego Lostaru. Występek oraz nieuczciwość wprost tam rozkwitają, odstraszając wszelkich potencjalnych odwiedzających oraz stwarzając zagrożenie legalnemu handlowi. Jeśli ma się na pieńku z prawem, Bryluen może stać się prawdziwym schronieniem – o ile śmiałek nauczy się, jak tam przetrwać oraz jak dostosować się do ogólnie panujących praw. Nie jest łatwo wkupić się w łaski zorganizowanych złoczyńców, w dodatku, wbrew pozorom, nadzwyczaj solidarnym.
Pierwszą oraz najważniejszą zasadą jest brak zasad.
Prawo w Bryluen nie obowiązuje. Nie to, którego można doświadczyć w całym Lostarze. Istnieją niuanse oraz pułapki mogące doprowadzić do śmierci nawet najbieglejszego złodzieja bądź mordercy, jeśli zadrze z nieodpowiednimi osobami. Siatka przestępcza stała się tam tak ścisła oraz zwarta, że zaczęła przypominać mafijne macki.
Ponure miasto położone jest w równie ponurej okolicy. Bliskość Perrianu zdaje się wypalać jakąkolwiek roślinność, toteż dokoła rosną jedynie niskie, karłowate wręcz drzewa o liściach w niemalże szarym odcieniu, trawa jest krótka oraz twarda. Suche powietrze unoszące się nad niewielkimi wzgórzami utrudnia oddychanie, niekiedy ostry wiatr przynosi ze sobą gorący powiew znad pustyni Envir. Ziemia także wydaje się sucha, przez co nie ma właściwie mowy o uprawianiu roślin – także zwierząt nie uświadczy się zbyt wiele, bo zwyczajnie nie miałyby czym się żywić.
Bryluen otoczone jest niezbyt wysokim, jednak bardzo solidnym murem. Istnieje tylko jedna brama wjazdowa, z której korzystają jedynie niezaznajomieni z zasadami miasta przyjezdni – do środka można się dostać poprzez strzeżone wyrwy w fortyfikacji, zapłaciwszy haracz bądź odpowiednio dogadawszy się ze strażnikami. Także bezpieczniej jest udać się do Bryluen za dnia, nie nocą, kiedy można jeszcze łatwiej stracić życie.
Samo miasto podzielone jest na cztery dzielnice, które wprowadzają do administracji Bryluen względny porządek. Nie używa się jednak żadnych konkretnych nazw – segreguje się je przeważnie na podstawie kierunków świata bądź grup przestępczych przeważających w danej okolicy. Jedynie wschodnia strona miasta posiada powszechnie używaną nazwę – Dzielnica Milczenia.
Południowa strona uważana jest za najbardziej bezpieczną, o ile człowiek wykaże się odpornością na proponowane narkotyki. Ulice zalewają uzależnieni bądź dilerzy opychający towar, znajdzie się także paru przemytników, złodziei oraz morderców, jednak wtapiają się w narkotykowe tło. Zachodnia strona to domena przemytników, którzy rozprowadzają oraz sprowadzają wszelki towar, jaki tylko mogą dostać, także tam znajdzie się najwięcej wątpliwej reputacji gospód. W północnej części dominują handlarze niewolników. Na pograniczu północnej oraz wschodniej strony znajduje się gildia złodziei, jeden z samodzielnych ośrodków zrzeszających zainteresowanych rabunkiem oraz mordem, natomiast przy zachodniej oraz północnej części znaleźć można tak zwaną Norę, siedzibę szajki przestępców o najgorszej reputacji, zwanych niekiedy łowcami głów.
Dzielnica Milczenia swą nazwę zawdzięcza temu, że nikt o niej otwarcie nie rozmawia. Nie dominują również żadne organizacje przestępcze. Cały myk polega na tym, że znajduje się tam wejście do podziemi Bryluen, a tam, klucząc godzinami wśród tysięcy korytarzy, można trafić do wiecznie zamkniętych drzwi. Ich istnienia nikt nie chce potwierdzać, jednak wszyscy mieszkańcy Bryluen podejrzewają, że tam są.
Niektórzy mówią, że czasami zza tych drzwi wychodzą istoty, których każdy normalny człowiek się boi. Ale to jedna z tajemnic naprawdę dobrze w Bryluen strzeżonych.


 Dolina Jezior, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Dolina Jezior znajduje się na południu Estrille, tuż przy granicy z Funnahem – niektóre jeziora częściowo przechodzą na stronę drugiego regionu, jednak oficjalnie podaje się, że cały zakątek należy do geografii Estrille.
Nazwa jasno mówi sama za siebie: znajduje się tam olbrzymia liczba jezior najróżniejszego kształtu, od małych i płytkich, stopniowo zmieniających się w ledwie podmoknięte łąki, po największe, głębokie oraz nieco przerażające, na których brzegi nie zapuszcza się nikt samotnie w obawie przed nieszczęściem. To jedno z niewielu wciąż dzikich oraz niemalże nietkniętych ludzką ręką zakątków Estrille, dzięki czemu przebywając tam, ma się nieodparte wrażenie, jakby znalazło się w zupełnie innym świecie.
Lostarianie często wybierają się na drobne wycieczki krajoznawcze wokół pomniejszych jezior znajdujących się na obrzeżach Doliny, by podziwiać piękno surowej natury, unikalne rośliny oraz rozczulające widoki – niewiele jest rzeczy piękniejszych niż tonąca w chłodnej tafli wody kula słońca bądź prześlizgująca się po niej tarcza księżyca. Niektórzy nawet mają szczęście spotkać kilka rzadszych zwierząt zamieszkujących słodkie wody, które nie zawsze są niebezpieczne.
Jednak zapuszczanie się w głąb Doliny Jezior wymaga od podróżników zaawansowanej wiedzy na temat tamtejszych terenów oraz przetrwania w dziczy jako takiej. Nie uświadczy się tam zdradzieckich bagien, ale podmokłe łąki potrafią być nie tyle niemiłą, co nawet niebezpieczną niespodzianką – wśród wysokich traw oraz szuwarów kryć się mogą najróżniejsze stworzenia, już wcale nie przyjazne oraz sympatyczne. Ponadto łatwo się zgubić wśród podobnych do siebie jezior; tafla przy tafli, niekiedy oddzielona ledwie wąskim pasmem wspólnego brzegu, a na horyzoncie jedynie migotliwa powierzchnia, niebo oraz słońce. Pozostanie w sercu Doliny Jezior aż do zmroku rzadko kończy się szczęśliwie.
Ponadto w pobliskich miastach oraz wioskach – i nie tylko tam, właściwie w całym Estrille, o Funnahu nie wspominając – mówi się, że w okolicach największych jezior Doliny można znaleźć się w nadzwyczaj niefortunnym towarzystwie. Demony wody, wdzięcznie nazywane kelpie, upodobały sobie to miejsce, ukrywając się przed mało przychylnymi ludźmi, u których zabobonny strach przed Przeklętymi bywa niekiedy cokolwiek uzasadniony. Nikt nie chciałby paść ofiarą polowania kelpie, toteż nikt nie sprawdza, czy opowieści zawierają w sobie ziarnko prawdy.
Aczkolwiek fakt, że niewielu śmiałków – niemalże żaden – wraca po zapuszczeniu się w samo serce Doliny Jezior, przemawia sam za siebie.
Dolinę przecina również bliźniaczka największej rzeki Lostaru, przepływającej przy Elacie Erny – Ellasee. Nieopodal stolicy Estrille łączy się ze swoją siostrą, poszerzając jej nurt, a ponieważ przecina największe oraz najbardziej tajemnicze jezioro z Doliny, mówi się, że niesie ze sobą mroczną magię, która czyni Ernę niebezpieczną. Sama Erna, jak to z rzekami bywa, owszem, kilkakrotnie w historii wylewała, jednak czy złośliwie, specjalnie na szkodę ludziom, trudno orzec. Aczkolwiek istnieją epizody w historii, które wskazują na trudną do wytłumaczenia niechęć, jaką rzeka od czasu do czasu okazuje wobec Lostarian.
Dolina Jezior niewątpliwie jest miejscem wartym odwiedzenia, jednak nie powinno się zanadto zapuszczać między piękne oraz śmiertelnie groźne jeziora, nawet w pogoni za legendą kelpie czy im podobnych mistycznych stworzeń.
Lepiej cieszyć się spokojnym zachodem słońca na bezpiecznych obrzeżach.


 
Dzikie Wybrzeże, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Dzikie Wybrzeże znajduje się w Estrille, to najdalej wysunięty w tym regionie punkt na zachód. I jedno z najbardziej surowych miejsc w okolicy, wymuszające na mieszkańcach dostosowanie swego życia do rządzącej natury.
Dzikie Wybrzeże pozbawione jest łagodnych, piaszczystych plaż – ląd urywa się nagle i niespodziewanie, a ostre klify giną wśród morskiej wody, zupełnie jakby coś olbrzymiego oderwało spory fragment Lostaru od kontynentu. Skały są tak strome oraz zdradliwe, że nie sposób ani po nich zejść na dół, ani też wejść na górę, zupełnie jak niezdobyte mury wielkiej warowni. Kiedy jednak woda, wraz z odpływem, cofa się, z głębin tuż przy klifach wynurzają się wąskie, ale długie plaże pokryte szarym, wiecznie wilgotnym piachem. Można tam znaleźć liczne morskie skarby, ale bywa to ryzykowne – zanim trafi się na wąską dróżkę prowadzącą aż na plażę, przejdzie się po niej i pozbiera najróżniejsze wyrzucone przez fale znaleziska, może nastąpić przypływ, a wody przy Dzikim Wybrzeżu są nadzwyczaj niegościnne.
Zwykle tego typu wycieczki dla śmiałków kończyły się tragicznie, zwłaszcza jeśli były to osoby z zewnątrz, które wśród klifów nie mieszkają i nie znają surowych praw natury tu panujących.
Na Dzikim Wybrzeżu odnaleźć można niewielkie, zwykle liczące tylko kilka domów, wioski, gdzie żyją nieduże rodziny rybackie. Ludzie spędzający czas w tym surowym, zimnym klimacie, na chłostanych ostrym wiatrem brzegach morskich są jednymi z bardziej specyficznych mieszkańców Lostaru.
Przede wszystkim niewiele rozmawiają, zwłaszcza z obcymi. Udzielą gościny, nakarmią oraz napoją strudzonego wędrowca, ale nie powinno się nadużywać ich cierpliwości. Są zamknięci w sobie i bardzo zazdrośnie strzegą prywatnych spraw, a już największą tajemnicę stanowią miejsca połowu – nikomu ich nie zdradzają, ponieważ utrzymanie się przy życiu na Dzikim Wybrzeżu bywa bardzo wymagające, natura jest tu kapryśna. Poza tym są oschli w kontaktach, przedstawiają tylko konkrety i nic więcej. Trudno się z nimi zaprzyjaźnić, ale jeszcze trudniej nie doceniać ich pracy.
Ponieważ zachodnie wody morza są kapryśne oraz groźne, a poskromienie ich graniczy z niemożliwym, uparci mieszkańcy Dzikiego Wybrzeża musieli znaleźć sposób, by uczynić połowy bezpieczniejszymi. Wypływanie w zatoki małymi drewnianymi łódkami kończyło się roztrzaskaniem o wystające z dna skały, najpewniej niegdyś sięgające głębiej w morze klify, które przez tysiące lat podmyła woda. Dlatego też stworzyli specjalne kutry rybackie dające większą ochronę oraz stabilność łodzi na dzikich falach – jednak ludzkie mięśnie nie mogły zapanować nad czymś tak dużym oraz solidnym.
Oczywistym stało się, że rybacy muszą poprosić o pomoc kogoś, kto przywykł do panowania nad siłami potężniejszymi od samego siebie. Z tego właśnie powodu magowie o szkoleniu bojowym, z naciskiem na odłam energetyczny, a o niskim poziomie, zwykle drugim, odnaleźli na Dzikim Wybrzeżu swoje miejsce. Podczas gdy oni pilnują specjalnego silnika skonstruowanego do kutrów oraz pomagają utrzymać kurs, małomówni rybacy zajmują się tym, do czego zostali stworzeni – łowieniem ryb w zimnych, nieprzystępnych wodach.
Poza naprawdę urzekającymi widokami nie ma jednak za wiele do zobaczenia na Dzikim Wybrzeżu. Surowy klimat oraz niebezpieczne ukształtowanie terenu utrudniają przyglądanie się klifom z bliska, zejście na odkrytą przy odpływie plażę grozi utonięciem, zatem pozostaje przypatrywać się wszystkiemu z daleka, zachwycając się dzikim pięknem.


 
Jaskinia Cudów, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Jaskinia Cudów znajduje się w Górach Szarych w Funnahu, na północny zachód od granicy z Estrille. Miejsce to zostało odkryte stosunkowo niedawno, bo dopiero w 460r. po Pierwszym Wielkim Wybuchu, zatem ledwie trzy lata przed Drugim Wielkim Wybuchem.
Początkowo nie zdawano sobie sprawy z ogromu poczynionego odkrycia, ponieważ wejście blokowały skały pozostałe po jednym z wielu osuwisk zdarzających się w okolicy od czasu do czasu. Do wnętrza prowadził ledwie wąski, zdradliwy przesmyk, długi na tyle, by zniechęcić początkowych badaczy do ryzykowania przedzieraniem się dalej.
Ciekawość jednak wreszcie zwyciężyła i po kilku pierwszych wizytach w grocie okazało się, że skały skrywały jeden z licznych, ale równie oszałamiających cudów, jakie można w Lostarze uświadczyć. Stąd też wzięła się nazwa, prosta, acz idealnie oddająca to, co ukazało się oczom odkrywców oraz badaczy, gdy ruszyli w głąb góry – Jaskinia Cudów.
Pierwsza komora nie zapowiada nawet jednej czwartej piękna, jakie można ujrzeć dalej. Niska, pozbawiona ciekawych form skalnych, rozchodząca się w pięć wąskich korytarzy, z czego dwa są ślepe, jeden natomiast w pewnym momencie staje się wąski na tyle, że żaden człowiek nie przeciśnie się dalej. Rozważano wykucie drogi w głąb, jednak mogłoby to grozić naruszeniem struktur nośnych, nikt nie podejmował ryzyka.
Dwa ostatnie prowadzą do olbrzymiej groty, gdzie większą część powierzchni pokrywają głazy, które oderwały się od stropu bądź ścian, a poddawane przez wiele setek lat działaniom nacieków ze skraplającej się w jaskini wodzie, zaczęły przybierać niezwykłe kształty. Niektóre zostały podmyte do tego stopnia, że stały się niemal przezroczyste, a jakiekolwiek działanie świetlne na ich powierzchni prowadzi do powstania cudnych refleksów o tęczowych barwach.
Kolejne ścieżki odchodzące od tej groty w większości są albo ślepe, albo zasypane, jedna jednak prowadzi, długim labiryntem zakrętów, do olbrzymiej sali skalnej. Nie ma tam dużo podłoża – można zatrzymać się na półce i spojrzeć w dół, w odmęty ciemnego, głębokiego jeziora. Zachodzi w nim zaskakujące zjawisko, którego nikomu nie udało się jeszcze wytłumaczyć; w nieregularnych porach, jednak codziennie, w pewnym momencie wody zaczynają opalizować tęczowym światłem najpewniej odbijanym przez minerały zalegające na dnie. Skąd jednak bierze się to światło – nie wiadomo. Ponadto w taflę wchodzą olbrzymie kolumny naciekowe oraz stalagnaty, tworzone przez tysiące lat. Na skraju półki skalnej, po której można obejść wielkie jezioro niemalże dokoła, zebrało się wiele stalagmitów stanowiących swego rodzaju odgrodzenie od skarpy. Można wśród nich odnaleźć zaskakujące formy naciekowe zwane pizoidami, skalne kule, mniejsze oraz większe, przypominające perły. Niektóre z nich opalizują barwnie, czego także nie udało się jeszcze do końca wytłumaczyć.
Poprzez formę naciekową przypominającą most można dostać się do kolejnej komory, o niższym stropie, jednak pełnej minerałów wetkniętych w ściany niczym przemyślane ozdoby. Zostało potwierdzone, że po wyjęciu, prędzej czy później kamienie szlachetne odradzają się w tempie o wiele szybszym niż normalnie, czemu jednak – nie wiadomo. Można także odszukać tu drobne koralowce w niedużych wodnych misach martwicowych.
Następna sala stworzona jest na kształt tarasów opadających z wysokości trzydziestu dwóch stóp aż do wąskiego przejścia prowadzącego dalej. Wypełniają ją u stropu zapierające dech w piersiach stalaktyty różnej wielkości oraz niekiedy formy. Korytarzem natomiast można dotrzeć do rozwidlenia – istnieje prawdopodobieństwo, że jedną z odnóg dałoby się zawrócić do wejścia jaskini, druga ścieżka natomiast prowadzi dalej w górę. Zachodzą w niej jednak dziwne anomalie magiczne, które uniemożliwiają bezpieczną eksplorację badaczom.


Jezioro Snów, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Jezioro Snów znajduje się w Cyrollie, bardzo blisko morskiego brzegu na samiuśkiej północy regionu, balansując na granicy ciepłych oraz chłodniejszych stron. Wpada do niego rzeka Erna, płynąca przez trzy regiony królowa wód Lostaru.
Powstało jeszcze przed Pierwszym Wielkim Wybuchem na skutek nawiewania materiału osadowego, który z biegiem czasu zamknął mierzeję, odcinając fragment morza lądem. Przez lata wąskie pasmo ziemi rozrastało się, teraz natomiast Jezioro Snów znajduje się w sporej odległości od brzegu, a wielkiej wody nie widać zza drzew, choć z pewnością od czasu do czasu można poczuć wiejący znad niej wiatr.
Jezioro Snów to miejsce bardzo urocze, idealne do odpoczynku oraz odprężenia od codziennych obowiązków. Okolica jest cicha oraz klimatyczna, rośnie tu więcej zieleni niż w pozostałych częściach Cyrollie dzięki niezbyt upalnemu klimatowi. Ponadto wąskie, ale bardzo ładne, bo o drobnym, złocistym piasku plaże nad brzegiem jeziora wprost zachęcają, by usiąść na dłużej i przyjrzeć się urodzie okolicy.
Woda ma barwę balansującą między turkusem, a fioletem, co sprawia, że wygląda wprost niesamowicie – zupełnie jakby była zaczarowana, co już dawno z całą pewnością zostało wykluczone. Niektórzy doszukują się w anomalii wpływu morskiej wody, inni stanowczo tezę negują, przypominając, że Erna już dawno musiała słoność wypłukać, zostawiając za sobą typowe słodkowodne jezioro.
Nie zmienia to jednak faktu, że niekiedy można spotkać tam zwierzęta typowe dla mórz, które wydają się doskonale w Jeziorze Snów czuć. Częściej, oczywiście, widuje się stworzonka słodkowodne, ale morscy mieszkańcy w niektórych porach roku, zwykle chłodniejszych, pojawiają się równie chętnie – możliwe, że w ten sposób chronią się przed napływającym z zachodu zimnem.
O Jeziorze Snów krążą różne historie, zwykle mało znaczące oraz nieciekawe, kilka jednak zasługuje na uwagę – nazwa bowiem nie wzięła się znikąd, ludzie z okolicznych wiosek święcie wierzą, iż to miejsce ma pewne magiczne, ale nieosiągalne dla człowieka, właściwości. Jeśli cierpi się na koszmary, źle śpi się w nocy, popada się w nerwowość bądź apatię, każdy rozsądny Cyrollijczyk z tej okolicy poleci pomieszkanie nad Jeziorem Snów, zażycie kilku kąpieli bądź napicie się wody, która podobno ma słodko-gorzki smak.
Bardziej wierzące osoby utrzymują, że Jezioro Snów wcale nie powstało poprzez naturalne geologiczne przemiany, a zostało wyśnione przez samego Silthe. Bóg miał ubolewać nad toczącymi się pomniejszymi wojenkami w okolicach Summarie, wtedy niewielkiej osady, której mieszkańcy nie mogli dogadać się z nadbrzeżnymi rybakami, i wyśnił jezioro o słodko-gorzkiej wodzie, które zakryło wioskę rybacką. Podobno po dziś dzień życie toczy się normalnie dla tych ludzi na dnie Jeziora Snów, a oni sami nie mają pojęcia, że zostali zalani i umarli. Nikt tego jednak nie potwierdził, dno pozostaje niezbadane.
Istnieje także opowieść o ostatnim przedstawicielu jednej z Przeklętych ras, demonie nocy bądź snów, szerzej nazywanego zmorą. Miał, z rozpaczy za utraconą rodziną oraz brakiem przyszłości, jaką odebrali mu ludzie, mordując jemu podobnych, rzucić się w wody jeziora, by odebrać sobie życie. Ponieważ miejsce stało się jego odwiecznym grobowcem, a nigdy nie wiadomo, co się dzieje z Przeklętymi po śmierci – niepodobna przecież, by wracali duszą do Silthe – w okolicy Jeziora Snów należy zachować dużą ostrożność. Możliwe, że wciąż błąkający się po ziemi demon postanowi się zemścić na niewinnym przechodniu.
Jednak niezbyt przyjazne historyjki nie odstraszają ciekawych widoku podróżników, którzy zawsze miło wspominają pobyt nad turkusowo-fioletową wodą o słodko-gorzkim smaku. I nikt na mściwą zmorę jeszcze się nie skarżył.


Krysztalnik, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Krysztalnik znajduje się we wschodnim Cyrollie, to specjalny odcinek licznych w tamtych stronach plaż, które wyróżniają się na tle innych pewnym wyjątkowym, niesamowitym zjawiskiem.
Przez większą część roku nie odstaje od tego typu miejsc w żaden szczególny sposób. Ot, złocisty piasek, szumiące szafirowe fale, przyjemna bryza ciągnąca od wody, kołyszące się na wietrze zielone, ale niezbyt okazałe drzewa, słodki zapach owoców dojrzewających w piekącym słońcu. Z pewnością można znaleźć tu własny rajski azyl i zapomnieć o niekiedy naprawdę surowych warunkach panujących w innych regionach.
Jednak co kilka miesięcy, przez ledwie parę dni z rzędu, następuje trudne do wytłumaczenia, niesamowite zjawisko, które zachwyca właściwie każdego, kto kiedykolwiek miał szansę je ujrzeć.
Ni stąd, ni zowąd woda zaczyna się mienić srebrnym blaskiem. Piana na falach błyszczy, a kiedy sięga piasku, zostawia na nim ten połysk. Gdy zbliżyć się do plaży i przyjrzeć się zjawisku, okazuje się, że dokoła zalega tysiące drobnych, naprawdę małych kryształków, które opalizują w promieniach słońca, wywołując ten niesamowity, niemalże mistyczny efekt. Z tego samego powodu morze połyskuje inaczej niż zawsze, zupełnie jakby zamknięto w odmętach świetliste duszki.
Nie wiadomo, skąd kryształy się biorą. Niektórzy mówią, że z krain zza wielkich wód, jednak wielu powątpiewa w tę teorię – gdziekolwiek inne lądy się znajdują, muszą być nadzwyczaj daleko, skoro jeszcze nikt w Lostarze nie potwierdził ich istnienia, zatem jak coś tak drobnego przebyłoby tak niewyobrażalną drogę? Kolejni sugerują, że odrywają się od ścian podwodnych jaskiń, których z pewnością nie brakuje na niezbadanym dnie morza. Tak czy siak, od czasu do czasu, niezbyt regularnie, kryształy pojawiają się na powierzchni i przybywają na stały ląd wraz z wodą, sprawiając, że ten stosunkowo niewielki odcinek brzegu mieni się niczym osrebrzony bądź rozpalony magicznym płomieniem.
Wiadomo natomiast jedno – kryształki te nie mają zbyt dużej wartości. Są kruche oraz nieduże, przez co nie nadają się do jubilerstwa, nie stwierdzono także żadnych magicznych właściwości. Najlepiej można na nich zarobić, zbierając je do lnianego woreczka i potem sprzedając w nadmorskich miastach w formie pamiątki bądź amuletu odstraszającego złe moce, Przeklętych, ewentualnie mającego przynieść szczęście w czasie morskiej wyprawy.
Ponieważ Krysztalnik znajduje się daleko na wschód Cyrollie, zdarzało się, że tego typu pamiątki były także podrabiane, zamiast kryształów znad brzegu sprzedawano kryształki soli, o którą nietrudno w tym regionie. Prawdziwość towaru łatwo można jednak sprawdzić, dokonując wodnego testu.
Nic także nie stoi na przeszkodzie, by osobiście udać się do Krysztalnika i zebrać w tym niezwykłym okresie wyrzucone przez fale kryształy na pamiątkę wycieczki. Ponadto widok jest niesamowity, wprost zapierający dech w piersiach – zwłaszcza że woda oraz plaża lśni także nocą, wystarczy nawet słabe światło księżyca.
Widok z pewnością niezapomniany.


Merill i Nolan, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz
 
Merill i Nolan znajdują się na północnym wschodzie Cyrollie, tuż na brzegach Zatoki Śmierci. Te dwa miasta, pozornie zupełnie się od siebie różniące, są jednymi z najbardziej charakterystycznych miejsc regionu.
Oba są niejakimi gniazdami piratów. Choć zamieszkane przez tę samą warstwę społeczną, choć równie niebezpieczne oraz wątpliwe pod względem panujących tam praw, to jest kilka cech, którymi się różnią. Przede wszystkim – wygląd.
Merill, najdalej wysunięte na północny wschód miasto Cyrollie, nie do końca znajduje się… na ziemi. Jedynie niewielka część zabudowań przypomina wszystkie inne miejscowości w Lostarze – wjeżdżający w ich obręb nie zauważą niczego podejrzanego, dopóki nie przejdą głębiej w miasto. Wtedy ich oczom ukaże się coś zaskakującego oraz nieprawdopodobnego, czego inżynierowie oraz budowniczy nadal nie potrafią z całkowitą pewnością wyjaśnić.
Reszta miasta dryfuje bowiem na wodzie.
Budynki umieszczone są na drewnianych platformach wspartych na pojedynczych palach wbitych w dno oraz wzmocnionych stalowymi okuciami, jednak nie zapewnia to całkowitej stabilności, przez co niektóre kołyszą się pod dyktando morskich fal. Mieszkańcom nie sprawia to żadnych trudności, poruszają się swobodnie, zupełnie jakby podłoże pod nogami pozostawało nieruchome – najpewniej wynika to z faktu, że wiele z żyjących tam osób spędziło dni, a niekiedy miesiące bądź lata na pokładach statków, stąd o wiele lepiej czują się na takim wodnym lądzie niż normalnym. Przyjezdni jednak mogą doświadczyć nawet objawów choroby morskiej, jeśli pozostaną na platformach dłużej.
Między budynkami porusza się albo poprzez lawirowanie po deskach – przeskakuje się z jednej płaszczyzny na drugą, a przy wieloletniej wprawie przestaje już grozić zanurzenie się w wodzie – albo używa się niewielkich, zwrotnych łódek, którymi bez trudu można przepłynąć kanałami powstałymi między platformami z jednego krańca Merillu na drugi.
Jedną z największych, niewątpliwie, atrakcji mogą być odwiedziny w miejscowych gospodach. Jeśli człowiek się zapomni i dla poprawy nastroju uraczy przesadną ilością mocnego alkoholu serwowanego w karczmach, ląd zaczyna podwójnie falować w oczach – z przyczyn naturalnych oraz zdrowotnych nieszczęśnika. Niestety, kąpiel w takich przypadkach najczęściej murowana, na szczęście jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto uratuje przed utonięciem, dlatego nie zanotowano zbyt wysokiej umieralności w Merillu.
Nolan przy bliźniaczym mieście prezentuje się nadzwyczaj szaro. Przeciętne budynki, zwykłe ulice, stragany, kramy, drobni złodzieje, stabilne podłoże – oraz pokaźnych rozmiarów port, który stanowi niejakie centrum całego miasta. Mijani na drogach piraci mogą przyprawiać o dreszcze niepokoju, jednak w większości przypadków wystarczy z nimi nie zadzierać; niektórym natomiast wystarczy postawić piwo albo dwa, by zyskać sobie ich przychylność chociaż na jeden wieczór.
Co ciekawe, w żadnym z tych dwóch miast nie sposób dostrzec zacumowanych przy brzegu pirackich statków. Miejsce ich chwilowego odpoczynku przed kolejnym rejsem jest tajemnicą pilnie strzeżoną, toteż nikt o zdrowym rozsądku nie pyta o ukochane pirackie łajby, wciąż jeszcze szanując swoje bezpieczeństwo


Przylądek Mrozu, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Przylądek Mrozu to najbardziej wysunięte na zachód miejsce w Cyrollie, a jednocześnie jedno z najmniej gościnnych w regionie, jak i całym Lostarze. Odznacza się, jak sama nazwa wskazuje, nadzwyczaj nieprzyjemnym klimatem.
W porównaniu ze wschodem zachód Cyrollie to niezwykle zimny, wręcz lodowaty region, który śmiało może konkurować temperaturami z Funnahem. Jednak królestwem mrozu w tamtych okolicach jest bezsprzecznie właśnie Przylądek Mrozu – przez cały rok jest na tyle nieprzyjemnie, że czasami śnieg do końca nie topnieje, natomiast kiedy zaczyna się zima, wszystko skuwa lód. Łącznie z morzem, które zaczyna przypominać białą pustynię. Oczywiście zjawisko występuje przy brzegu i ciągnie się stosunkowo niewiele w głąb morskich bezkresów, jednak z lądu nie widać końca.
Roślinność oraz zwierzyna jest niezwykle uboga – żyje tam ledwie kilka gatunków jak fauny, tak i flory przystosowanych do wymagających, wręcz okrutnych warunków, przez co wydaje się, jakby okolica była opuszczona, tylko lód, zaspy oraz ostry wiatr. Choć oko wykol, na horyzoncie nie sposób dopatrzeć się jakichkolwiek osad bądź śladów bytności ludzkiej.
To wszystko sprawia, że niewiele osób zapuszcza się na Przylądek Mrozu, bo zwyczajnie nie ma tam czego szukać. Ciekawscy pragną ujrzeć wiecznie skuty lodem zakątek Lostaru, ale nieliczni decydują się na udanie się aż do Ceffulu, jedynego większego miasta, jakie można tam znaleźć.
Miejscowości nie sposób odmówić uroku – wzniesiona z ciemnych kamieni, wiecznie przykryta śniegiem, rozświetlona z powodu niezbyt długich dni przez całe godziny latarniami dającymi złoty poblask, wystrojona całorocznie zielonymi gałązkami drzew, które przystosowały się do trudnych warunków i nie dają pokonać się mrozom. Cefful prezentuje się nadzwyczaj urodziwie wśród bezkresnych białych pustkowi, niczym ciepła ostoja w morzu śniegu. Nie jest to wielkie miasto, bardzo nieliczni decydują się na życie w tak wymagającym otoczeniu.
Przede wszystkim na Przylądku Mrozu można spotkać ambitnych rybaków. Zimne wody dokoła lądu skrywają w swych głębinach niesamowite, unikalne gatunki ryb, co kusi pasjonatów tego zajęcia i prowokuje do wymyślania sposobów na owocne połowy. Zwłaszcza że zwierzęta szukają ciepłego schronienia w odmętach, gdzie temperatura nieznacznie wzrasta w porównaniu do tego, co dzieje się na powierzchni – sieci tak głęboko nie sięgają, harpuny tak celnie nie przebiją tafli, by dotrzeć do pływającej wiele stóp w dole ryby.
Po raz kolejny zwraca się do magii, starając się zdobyć jak najlepsze okazy choćby z narażeniem życia. Niektórzy rybacy nawet decydują się zimą na wejście na zamarznięte morze, wykuwają przeręble i w dość rozpaczliwej nadziei siadają nad dziurą, tradycyjnie łowiąc na przynętę, wędką. Niekiedy trud oraz poświęcenie się opłacają, zwykle jednak nierozsądni przypłacają to zdrowiem bądź życiem. Lód nie we wszystkich miejscach jest tak samo gruby, zdarza się, że niespodziewanie pęka pod nieszczęśnikami, a na Przylądku Mrozu nikt nie usłyszy rozpaczliwego wołania.
Nawet gdyby ktoś cudem znalazł się w okolicy, wiecznie wiejący, bardzo porywisty wiatr rozszarpie wzywanie pomocy, skazując pechowca na okrutną śmierć w samotności.


Równiny Raghallu, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Równiny Raghallu znajdują się na południowym zachodzie Funnahu. To miejsce, o którym najmniej wiadomo i które pozostaje zagadką dla wielu badaczy, jak i zwykłych, prostych ludzi. Nikt jednak nie znajduje w sobie odwagi, by się tam zapuszczać.
Niewątpliwie Równiny Raghallu są wyjątkowe z jednej prostej przyczyny – to jedyne równiny w całym Funnahu. Dostęp do nich ograniczony jest przez pasma górskie oraz wulkaniczne, przez co można się dostać do tej swego rodzaju klatki tylko od północy. Od południa wznoszą się wulkany, także trochę od zachodu, wschód natomiast szarpią szczyty gór Clomell. Sprawia to, że wewnątrz równin tworzy się specyficzny mikroklimat.
Choć powietrze w każdym zakątku Równin Raghallu jest suche, to im dalej na północny wschód, tym cieplej się robi wraz ze zbliżaniem do ziem Cyrollie. Z tego też powodu następują podobne zmiany w różnorodności fauny oraz flory, a spływające z gór rzeki stopniowo wysychają. Miejsce to nie jest, nie było ani też nie będzie przyjazne dla człowieka nie tylko z powodu trudnych, specyficznych warunków do życia.
Funnah zdaje się całkowicie należeć do natury, którą pokonali mieszkańcy Estrille. Tutaj ludzie są gośćmi, muszą żyć w zgodzie z przyrodą, akceptując jej niekiedy okrutne wyroki i starając się dostosować. Jednak Równiny Raghallu to ostatni bastion – niezdobyty, groźny, niezbadany, wciąż dziki jak przed setkami tysięcy lat.
Legendy głoszą, że nikt, kto tam wszedł, nie wrócił żywy. Tym razem legendy właściwie wcale nie mijają się z prawdą – może w historii zdarzyła się jedna bądź dwie osoby, które zdołały wyjść z tych ziem. Zwykle jednak zwyczajnie nie zapuszczały się zbyt daleko bądź były świadome, gdzie wchodzą, dzięki czemu w ostatniej chwili, cudem ratując życie, dawały radę umknąć.
Przed czym? Przed naturą.
Wydaje się, że wszystko, co istnieje na Równinach Raghallu, pragnie zabić człowieka, który się tam zapuścił. Dzikie bestie, śmiercionośne rośliny, zdradzieckie tereny, zapadająca znienacka noc, brak wody pitnej bądź pożywienia – aż można się zastanawiać, jakim cudem żyje tam cokolwiek. Jednak przyroda prowadzi dokładną selekcję i stworzenia z Równin Raghallu doskonale dostosowały się do specyficznych warunków, natomiast nie radzą sobie w innych rejonach Lostaru. Z tego też powodu okolice te są tak niebezpieczne – ponieważ wszystko, co można tam spotkać, jest nieznane oraz śmiertelnie groźne.
Oczywiście, z pewnością żyją tam też łagodne stworzenia, roślinożerne oraz skłonne pozostawić nieszczęsnego podróżnika w spokoju. Bazując jednak na ludowych opowieściach oraz legendach, pierwszy dzień łatwo jest przeżyć. Potem nadciąga noc i każda minuta staje się walką o ostatnią kroplę krwi w żyłach.
Niektórzy mawiają, że to stamtąd właśnie pochodzą Przeklęci, tak znienawidzeni przez zwykłych ludzi. Historie opowiadają o jaskiniach w wulkanicznych zboczach pozostających przez tysiące lat zamkniętymi, by przy Pierwszym Wielkim Wybuchu, który wstrząsnął całym Lostarem, kamienie rozpękły się i wypuściły na świat te bestie.
W dawnych czasach, przed Drugim Wielkim Wybuchem, na Równiny Raghallu wysyłano grzeszników, by tam odpokutowali – jeśli Silthe udzielał im łaski za prawdziwą oraz szczerą skruchę, mieli wrócić do domu cali i zdrowi. Proceder przerwano w 12r. po Drugim Wielkim Wybuchu, kiedy podliczono bilans strat i okazało się, że nie wrócił nikt. Postanowiono wymyślić inną pokutę dla grzeszników w obawie, że w Lostarze nie pozostanie zbyt wielu wiernych.


Zapomniana Góra, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Zapomniana Góra znajduje się w Funnahu, w paśmie Gór Nocy, tworzy swym ogromem niejakie tło dla stolicy regionu, Selthu. To miejsce wydaje się równie tajemnicze, co wielkie oraz przytłaczające.
Niewiele o szczycie wiadomo – nie widać go też zza chmur, które przykrywają zbocze względnie szybko, zupełnie jakby chciały je ukryć przed niepożądanymi spojrzeniami. To zjawisko pogodowe skłania wiernych Silthe twierdzić, że góra jest jedynym punktem stycznym ziemi oraz boga, który rzekomo dotyka tylko tego niewidzialnego szczytu. Na korzyść tezy przemawia fakt, że to właśnie na Zapomnianej Górze dokonało się objawienie Silthe 16 lat po Pierwszym Wielkim Wybuchu.
Oczywiście nie na najwyższych partiach – tam nikt jeszcze nie dotarł, jednak ówczesny śmiałek zdołał zajść najdalej ze wszystkich innych ludzi, którzy się tego trudu podjęli, i wtedy objawił się mu bóg, jak doniósł po powrocie na ziemię.
Zapomniana Góra w większej części jest także pokryta wieczną pokrywą śniegową, a przy silniejszych wiatrach płatki spadają na Selth nawet latem, co mieszkańcy odbierają jako zapowiedź albo wielkiego nieszczęścia, albo nadzwyczaj surowej zimy. Ponadto chłodny cień góry znacząco ochładza powietrze w okolicy, przez co wydaje się, jakby ten wyrywek Funnahu skazany był na odwieczny mróz.
Gdy zdarzą się upały, część pokrywy śnieżnej topnieje, a wtedy może się to skończyć lawinami śnieżnymi bądź błotnymi – na szczęście bardzo rzadko to nieszczęście spada na miasto, zwykle jednak kataklizm kończy się u podnóża góry. Jednak wraz z osuwiskami często przynoszone są różne dziwne odłamki skalne; stają się one pożądanym przez badaczy obiektem, ponieważ mogą poszerzyć wiedzę na temat warunków na niedostępnych ludziom partiach góry.
Mówi się także, że ponad warstwą chmur, w wydrążonych w skalistym zboczu jaskiniach mieszkają smoki. Zwierzęta te są nadzwyczajną, niemalże legendarną rzadkością w Lostarze, stąd też pomysł na umiejscowienie ich właśnie na Górze Zapomnienia – ponieważ nie zanosi się, by ktokolwiek w najbliższym czasie zdołał zdobyć szczyt, większa część tego miejsca pozostaje niezbadana oraz tajemnicza, dzięki czemu ludzie mogą nadal tworzyć zapierające dech w piersiach historie. Niektórzy twierdzą, że widują krążące wokół zboczy olbrzymie gady, jednak trudno pogłoski potwierdzić.
Ludzie wypasający swoje stada na górskich halach w pobliżu Zapomnianej Góry donoszą, że wieczorami „chmury warczą”. Niski dźwięk niesie się na sporą odległość, niekiedy nawet wprawiając podłoże w wibracje – trudno orzec, czy to legendarne smoki wracają z polowania, czy głazy walą się ze szczytu na niższe partie góry, a może północny oraz południowy wiatr ścierają się ze sobą ponad linią chmur. Dla pasterzy mieszkających w pobliżu niegościnnego zbocza dźwięki te stały się już codziennością, ale ktoś nieprzyzwyczajony do nich może się przestraszyć.
W pobliżu Zapomnianej Góry zachodzą także od czasu do czasu, w nieregularnych odstępach czasowych, anomalie magiczne. Bywa, że magowie nie mogą pobrać odpowiedniej dawki energii bądź ich poziom gwałtownie się obniża bez wyraźnej przyczyny. Rzadziej prowadzi to do zwiększenia możliwości, a ostatecznie wszelkie szaleństwa magiczne kończą się przewlekłym bólem głowy oraz niestrawnością.


Zielona Dolina, Monika 'Aomori' Andruszkiewicz

Zielona Dolina znajduje się w centralnej części Estrille i przez niektórych nazywana jest ostatnią oazą natury w tym regionie. Trudno się dziwić, skoro przeważają tam przede wszystkim miasta.
Na Zieloną Dolinę składają się ostatnie olbrzymie lasy oraz puszcze w całej okolicy. Drzewa są stare oraz wysokie, o grubych pniach, gęstych koronach, a wśród nich rozrosły się najróżniejsze gatunki krzewów, sprawiając, że przebycie terenów poza bezpiecznymi traktami graniczy niekiedy z niemożliwym.
Jest to prawdziwe królestwo dla zwierząt oraz rzadkich roślin, także amatorzy grzybów nie mają na co narzekać, ponieważ wilgotna od zbutwiałych liści ściółka kryje wiele smakowitych kąsków. Nie można jednak zapominać, że miejsce to wciąż jest dzikie – nawet mimo tego, iż znajduje się w Estrille. Poza łagodnymi roślinożercami można tu spotkać także drapieżniki, które bynajmniej nie przepuszczą zagubionego wędrowca bez problemu.
Dlatego też najlepiej jest trzymać się wytyczonych w dolinie traktów. To zmniejsza ryzyko wypadku do minimum oraz usprawnia przemieszczanie się, ponieważ drogi są utrzymane w dobrym stanie, a jedyną przeszkodą mogą być bandyci.
W Zielonej Dolinie nie ma dużych miast. Wskazać można dwie większe wioski – Jalee na północy oraz Tollier na południu, poza tymi miejscami ludzie osiedlają się w ostępach w pojedynczych domach lub grupach dwóch, trzech. To idealny zakątek, by odnaleźć ciszę oraz spokój, jednak trzeba liczyć się z trudnościami życia codziennego tak daleko od cywilizacji, w samym sercu ostatniej dziczy Estrille.
Przez serce doliny przepływa rzeka Fina, która bywa, niestety, nadzwyczaj kapryśna. Zdarza się, że występuje z brzegów, zalewając część okolicy i odcinając mieszkańców od świata zewnętrznego jeszcze bardziej niż na co dzień. Na szczęście jednak przy odpowiedniej ostrożności można regulować nurt z pomocą magii, dlatego część wylewów daje się uniknąć lub ograniczyć szkody do minimum.
Po Zielonej Dolinie nie chodzi się samotnie nocą. Po zachodzie słońca ożywiają się drapieżniki oraz, co niepokoi nawet bardziej, istoty, które nie do końca są zwierzętami, ale wciąż żerują na ludziach. Mieszkańcy, jak i inni Lostarianie, nie lubią wypowiadać nazwy głośno, jednak słusznie podejrzewają, że do czynienia mają z wilkołakami, dla których rozległe zalesione tereny są istnym rajem bytowym.
Jest to także kwestia zwykłego zabłądzenia – traktu nie oświetlają lampy, przez co nocą niknie z oczu i łatwo zboczyć między drzewa, co najczęściej kończy się zaginięciem bez śladu w ostępach. Nie trudno w ciemności stoczyć się do parowu i skręcić sobie kark, dlatego mieszkańcy zawsze podróżują większymi lub mniejszymi grupkami z kompletem pochodni pod ręką. Większa ilość osób nie ochroni, co prawda, przed wygłodniałym Przeklętym, ale przed zwykłymi wilkami bądź zabłądzeniem – zdecydowanie z większą skutecznością.
Zielona Dolina to prawdziwe roślinne królestwo Estrille, z tego też powodu wydział zielarski z Akademii często posyła tam swoich uczniów na zbiory rzadszych gatunków. Inna sprawa, że zdarzały się w czasie tych zajęć wypadki śmiertelne przez nieuwagę oraz brak znajomości wygłodniałej fauny. Akademia jednak oburzonym udziela niejednoznaczne, ale wyczerpujące odpowiedzi, co inteligentniejsi natomiast podejrzewają, że tak właśnie odbywa się selekcja naturalna materiału uczniowskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz