poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 1.

Elatha, Estrille, 385 rok drugiej ery, Lostar.

Bezchmurne niebo nad piękną stolicą Estrille, dumą całego Lostaru, rozświetlały dziesiątki – a może nawet setki – migotliwych gwiazd. Co prawda nieco ginęły wśród jasności emanującej z ulic Elathy, które zaopatrzone były w magiczne latarnie niegasnące przez całą noc, jednak firmament mocniej przyciągał spojrzenia od rozciągającego się, zdawałoby się, aż po horyzont miasta.
Solidne kamienne budynki pięły się w stronę nieba, ich dachy ginęły wśród ciemności, dokąd nie sięgało już uliczne światło, a rosnące gdzieniegdzie strzeliste drzewa szumiały cicho, kołysząc się pod naporem wiejącego z zachodu wiatru. Brukowane ulice nadal zapełniał tłum osób spieszących się we własne strony, tylko kramarze powoli składali stragany, by udać się na zasłużony odpoczynek. Inaczej niż za dnia, wieczorem ludzie zmierzali w kierunku karczm, nie rynku, na którym codziennie kwitł zacny, acz może trochę za głośny handel najróżniejszymi towarami całego Lostaru. Teraz zbliżał się czas posiłków, popity, dobrej zabawy – niekiedy niezbyt górnolotnej – oraz wytchnienia od zabieganego życia w tętniącej energią stolicy.
Nie wszyscy jednak otrzymywali wraz z nadejściem wieczoru szansę na odpoczynek. Pomimo dźwięku wieczornych gongów oraz droższych, a przez to rzadziej kupowanych do świątyń dzwonów wzywających na ostatnią tego dnia modlitwę do Silthe, królującego mroku oraz czekającej na długim stole w jadalni piętro niżej wieczerzy, władca Lostaru nie przerywał ciężkiej pracy. Pochylał szerokie plecy nad masywnym dębowym biurkiem wprost zawalonym stosami pergaminów, listów oraz dokumentów; na skraju blatu stało kilka kałamarzy z atramentem, trzy nadal pozostawały zamknięte.
Luthias li’Gunther wyprostował się z głębokim westchnieniem, słysząc nieśmiałe pukanie do drzwi gabinetu. Nacisnął palcami nasadę garbatego nosa, pokręcił głową, aż strzeliło mu w karku, po czym zwrócił umęczone spojrzenie na wejście, zastanawiając się, kogo też niosło w te progi o tej porze.
Władca ostatnimi czasy borykał się z poważnymi problemami. Poza normalnymi trudnościami towarzyszącymi rządzeniu tak wielkim, a przy okazji tak różnorodnym państwem, pojawiały się również alarmujące skargi. Z jednej strony bandyci straszyli podróżnych na traktach Estrille, z drugiej piraci ponownie odrzucili rozporządzenie regulujące ich prawa na ziemiach Cyrollie, wreszcie w Funnahu kolejna sroga zima spustoszyła region do tego stopnia, że mieszkańcom groził głód – ale do tej pory nikt nigdy nie donosił o dziwnych zjawiskach, których nie dało się w prosty sposób wytłumaczyć.
Dlatego Luthias, patrząc na zamknięte drzwi, wcale nie miał ochoty przyjmować czekającego po drugiej stronie gościa. Obawiał się, że przyniesie tylko więcej dokumentów oraz skarg, których treść zjeży mu włoski na karku. O tak późnej porze nie chciał się już borykać z przerastającymi go sprawami. Westchnął ciężko, przeczesując dłonią krótkie brązowe włosy.
— Wejść — polecił bez przekonania, łypnął raz jeszcze na drzwi do gabinetu, po czym wziął do ręki pierwszy dokument domagający się odrobiny uwagi.
Nadesłano go z miasta Grozer znajdującego się na wschodzie Estrille, w pobliżu granicy z opuszczonym regionem Perrianem. Właściwie nie powinien się dziwić, że w takiej okolicy działy się niepokojące, trudne do wyjaśnienia rzeczy, ale podobne rewelacje przychodziły także z Dzikiego Wybrzeża – a to całkowicie przeciwna strona Estrille. Cyrollie, czy na Przylądku Mrozu, czy w pobliżu Krysztalnika, także nie ustrzegło się od niewytłumaczalnych wypadków.
To niespodziewanie znikały grupy osób i nie znajdowano trupów, to rodziły się zwierzęta z dodatkowymi kończynami, to ziemia nagle wybuchała, to plony usychały. Władze miast szukały sprawców, magowie zastanawiali się, czy za tym wszystkim nie stała natura, a co poniektórzy szeptali, że to sama magia pragnęła się zemścić na niewdzięcznych ludziach, którzy nie potrafili żyć z nią w harmonii.
Król Luthias li’Gunther nie mógł dawać wiary takim opowieściom. Nawet jeśli w głębi duszy podzielał zdanie mniej kształconych obywateli – wszyscy w końcu doskonale znali historię Lostaru, w której magia już dwukrotnie siała okrutne spustoszenie. Gdzieś w zakątkach umysłu kołatała się myśl, czy przypadkiem nie zbliżał się kolejny Wielki Wybuch, tym razem trzeci. I może ostateczny?
Ale jak miał walczyć z potęgą, która stworzyła ich świat? Jak powstrzymać siłę, nad którą nie panował dosłownie nikt?
Drzwi otworzyły się po cichu, a próg przekroczył zdyszany strażnik. Rozejrzał się niepewnie po rozświetlonym płomieniami licznych świec gabinecie, przełknął ślinę, wślizgnął się do pomieszczenia i, koniec końców, zamknął przejście, szczerze speszony całą sytuacją. Władca przypatrywał się mu z uwagą, zawiesiwszy stalówkę pióra nad pergaminem.
— Wasza Wysokość — wysapał młodzieniec, zginając się wpół, ledwie dostrzegł zasiadającego za biurkiem króla.
Luthias z westchnieniem położył pióro obok kałamarza i splótł przed sobą dłonie, postanawiając wykrzesać z siebie jeszcze trochę cierpliwości oraz siły. Zmęczenie dawało się we znaki równie mocno co zmartwienie – często miewał momenty, w których marzył, by uciec od piętrzących się obowiązków.
— Mów — przyzwolił, spodziewając się samych najgorszych wieści; w takich niepewnych czasach ani posłańcy, ani strażnicy nie mogli przynosić dobrych nowin.
— Kolejne pisma urzędowe. Z Funnahu oraz południa Estrille — stwierdził strażnik, podchodząc kilka kroków w przód, by, wyciągnąwszy rękę, na ile się dało, złożyć na blacie gruby plik kopert.
Uniósł spłoszony wzrok na pokryte siatką zmarszczek oblicze króla. Mężczyzna był rosły, chciało się nawet powiedzieć – stabilny. Gdyby złożyć mu na barkach naprawdę spory ciężar, najpewniej by go uniósł, rozłożywszy ramiona. Poza tym jego twarz wydawała się trochę ojcowska, niejako ciepła, nawet wyblakłe szare oczy nosiły jeszcze ślady radosnego blasku. Młodzieniec, patrząc na władcę, rozumiał, dlaczego prości ludzie mówili o nim nieco protekcjonalnie – nie nadawał się na przewodnika dla niestabilnego, wewnętrznie podzielonego państwa. Mógł sprawować funkcję osoby reprezentatywnej, działającej wśród ludu, ale zarządzającej? Nie do końca.
— Wiedziałem — mruknął ponuro Luthias, przysuwając do siebie paczkę przyniesioną przez strażnika.
Gwardzista natychmiast się wycofał, popatrując na mężczyznę zaniepokojony. Chciał już odmaszerować, udać się do koszar i złapać jeszcze kilka godzin snu, zanim obudzą go na wartę. Cóż za pechowy wieczór, zostać chłopcem na posyłki akurat wtedy, kiedy trzeba zarwać noc!
— Jeszcze jakieś wieści? — spytał władca, tym samym zatrzymując strażnika w miejscu. — W stolicy spokojnie? — dodał, unosząc spojrzenie.
— Tak, Wasza Wysokość — stwierdził zgodnie z prawdą, mimowolnie zerknąwszy w stronę okna wychodzącego na panoramę Elathy. — Żadnych niepokojących wydarzeń, wszystko odbywa się w zwykłym porządku. Brak katastrof, niewyjaśnionych zbrodni, zaginięć większych grup osób.
— Niesamowite, prawda? — zagadnął Luthias, kiedy strażnik już myślał, że będzie mógł opuścić stanowisko i udać się na spoczynek. — Cały Lostar pogrąża się w chaosie, a stolica stoi niewzruszona oraz spokojna. — Westchnął, odchylając się na krześle, przejrzał kilka pierwszych kopert i sfrustrowany rzucił je na blat.
— Ludzie mogą przesadzać, Wasza Wysokość — podsunął zmieszany, z pokorą pochylając głowę. — Może to tylko panika ludu, nic poważnego.
— We wszystkich regionach jednocześnie? — parsknął z ironią. — Niestety, to nie może być panika. To jest coś, czym muszę się zająć, ale nie mam pojęcia jak — mruknął pod nosem.
Wyciągnął rękę, jakby chciał sięgnąć po kolejną kopertę, jednak wyraźnie się zawahał. Na jego twarzy niechęć wymieszała się z poczuciem obowiązku. Koniec końców wykorzystał wyciągnięte ramię, by machnąć nim na zniecierpliwionego strażnika.
— Możesz odejść — polecił, już nawet na niego nie patrząc.
Młodzieniec ukłonił się pospiesznie, odetchnąwszy z ulgą, odwrócił się i skierował energicznie do drzwi, ale zatrzymał go głos władcy:
— Wezwij do mnie Orena.
Strażnik mimowolnie wzniósł oczy do sklepienia, powstrzymując cisnący się na usta jęk przerażenia. Przełknął frustrację, rozluźnił nieco napięte ramiona i odpowiedział potulnie:
— Tak jest, Wasza Wysokość.
Dopiero wtedy wyszedł ze zwieszoną głową, kierując się do zachodniej części zamku, gdzie znajdowała się wieża nadwornego maga. Powoli tracił nadzieję na przespanie tych kilku pozostałych mu przed wartą godzin.

Oren de Fylan, syn pomniejszego oraz bardzo niewiele znaczącego w polityce rodu szlacheckiego, był człowiekiem, którego wszyscy na dworze szanowali. Nie chodziło nawet o magię, nikt się na niej bowiem tu nie znał, a stwierdzenie, że mężczyzna dysponował czwartym poziomem magicznym, nikomu niczego nie mówiło – szacunek wynikał ze strachu przed specyficznym charakterem maga. Pomimo iż król dysponował kilkoma doradcami, wszyscy doskonale wiedzieli, że ostatnie słowo miał jego nadworny mag. Prawdopodobnie dlatego doradcy nie wysilali się specjalnie, a naród mógł utyskiwać, że nie robili niczego przydatnego.
Młody strażnik, wspinając się po krętych stopniach wieży, zaczął się trochę niepokoić. Nikt o zdrowych zmysłach nie chadzał do Orena de Fylana, kiedy ten przebywał w swojej tajemniczej siedzibie. Ludzie nie lubili ani magów, ani magii, bo chociaż nie znali się na niej zupełnie, pamiętali, ile krzywd z jej powodu doznali. Wielkie Wybuchy, groźne zwierzęta grasujące w ostępach, nieszczęśni górnicy pracujący na granicy niedostępnych, dzikich oraz nieokiełznanych Równin Raghallu, którzy regularnie byli dziesiątkowani przez stwory, o jakich się normalnym osobom nawet nie śniło, a wreszcie – Przeklęci.
To wszystko sprawiało, że jeden Oren de Fylan został skreślony wyłącznie z powodu pierwszego tytułu: mag. W końcu magia była kapryśna, groźna, przerażająca, dzika, okrutna. Ludzie nią władający z pewnością stawali się opętani, jak jej sługusy – a wtedy nikt nie znał dnia ani godziny, kiedy nagle zaatakują albo skrzywdzą w jakikolwiek inny sposób, czyż nie?
Nieszczęsny strażnik, dotarłszy pod drzwi komnaty, po raz kolejny przeklął ten wieczór. Mógł się nie spóźniać na kolację, wtedy nie zostałby złapany na korytarzu przez posłańca, co wywołało istną lawinę niefortunnych zdarzeń. Przełknął ślinę, zacisnął usta i niepewnie zapukał do drzwi, mając cichą nadzieję, że mag już spał i nie odpowie.
— Kogo niesie? — rozległo się warknięcie zza grubych desek, na dźwięk którego młodzieniec aż się cofnął kilka kroków, docierając do krawędzi najwyższego stopnia.
Zachwiał się niebezpiecznie, na moment tracąc równowagę. W ostatniej chwili zdołał chwycić uchwyt na pochodnię, dzięki czemu wciągnął się z powrotem na kamienną posadzkę. Odetchnął – nie miał ochoty turlać się na sam dół wysokiej, krętej wieży – po czym zwrócił spłoszone spojrzenie na drzwi komnaty.
— Jego Wysokość wzywa, panie — wydusił, przez moment zastanowiwszy się, jak powinien tytułować nadwornego maga.
Bał się go bardziej niż króla, ale nie mógł przecież nazywać go tak samo jak władcę. Uznał więc, że ten sposób będzie najodpowiedniejszy. Wyprostował się, zyskawszy nieco pewności, i spojrzał wyczekująco na przejście, samemu nie wiedząc, czy wolałby, żeby mag go odesłał, czy jednak wyszedł.
Drzwi uchyliły się, a na korytarzu stanął średniego wzrostu mężczyzna. Jasne włosy związał na karku w krótką kitkę wyraźnie naprędce, bo kilka kosmyków nadal odstawało w różne strony. Cenne, acz teraz pogniecione szaty z dobrego, błyszczącego materiału krzywo na siebie naciągnął, jeden rękaw był podwinięty, lniane spodnie nie do końca zasznurowane, buty natomiast chyba zostały dobrane z różnych par. Mimo to strażnik od razu poczuł strach, zajrzawszy w przenikliwe, błękitne oczy maga. Wyglądał mu na niezadowolonego.
— Prowadź — rozkazał i machnął ręką w dół schodów.
Młodzieniec ochoczo skorzystał z polecenia, odwrócił się od mężczyzny i ruszył w drogę powrotną, nasłuchując cichych kroków za sobą. Nagle naszła go obawa, czy nie zostanie przez maga zepchnięty – z jednej strony irracjonalne oraz głupie, z drugiej natomiast… w końcu to mag, czyż nie?
— Pan mówił, w jakim celu zrywa mnie z łóżka? — zagadnął mężczyzna; głos miał głęboki, nie wysławiał się zbyt szybko, jakby z namysłem.
— Nie — przyznał zgodnie z prawdą strażnik, walcząc z odruchową potrzebą obejrzenia się na rozmówcę. — Wydaje mi się jednak… — urwał, speszony swoją bezczelnością.
— Mówże — zirytował się mag, co sprawiło, że strażnik krzywo postawił stopę na jednym stopniu i zjechał o dwa niżej, ponownie hamując z pomocą uchwytu na pochodnię.
Mężczyzna najwyraźniej udał, że tego nie zauważył – prawdopodobnie przywykł do nerwowego zachowania prostych ludzi w pobliżu.
— Wydaje mi się jednak, że ma to związek z ostatnimi skargami — bąknął młodzieniec, kuląc ramiona jak przed ciosem, ale żadna nagana na niego nie spadła.
— Możliwe — przytaknął zdawkowo mag; strażnik usłyszał jego cięższe westchnienie. — Szkoda, że zajmuje się nimi w środku nocy — dodał pod nosem zgryźliwie.
Młodzieniec nie potrafił się z mężczyzną nie zgodzić. Zostały mu może dwie godziny snu przed wartą, ale nie śmiał spytać, kiedy zostanie zwolniony z rozkazów. Dlatego z nieco ponurym nastrojem zamilkł, gotów odpowiedzieć na każdą wątpliwość maga i modląc się, by ten wieczór już się dla niego zakończył.

Do drzwi gabinetu załomotał trochę zbyt głośno, zważając na późną godzinę, co uświadomił mu wściekły syk maga za plecami. Przełknął ślinę, zmieszany wpadką, nim jednak pomyślał o przeprosinach bądź tłumaczeniach, z wnętrza pomieszczenia dobiegł stłumiony głos króla zezwalający na wejście. Strażnik od razu odsunął się, robiąc miejsce towarzyszowi. Mag, przechodząc obok, obrzucił go uważnym spojrzeniem.
— Zaczekaj tu, możemy cię potrzebować — rozkazał po krótkim zastanowieniu, nacisnął klamkę i przekroczył próg.
Strażnik zrobił do jego pleców zrozpaczoną minę, nie wydusił jednak słowa sprzeciwu. Oparł się o ścianę nieopodal zamykających się drzwi, westchnął ciężko i zwiesił głowę, mając nadzieję, że narada nie potrwa zbyt długo.
Oren tymczasem zwrócił wzrok na pochylonego nad kopertami władcę, śmiało zbliżając się do jego zasypanego papierami biurka. Bez pytania przysunął sobie elegancko rzeźbione krzesło, ustawiając je tak, by siedzieć twarzą w twarz z władcą. Poprawił krzywe rękawy szaty, oparł się wygodnie i uniósł swym zwyczajem brew.
— Do czegóż jestem ci potrzebny w samym środku nocy, panie? — zagadnął, zwracając na siebie uwagę Luthiasa.
— Wybacz, Orenie, przeszkodzenie w odpoczynku — mruknął król, odrywając wzrok od raportów. — Sytuacja wymyka się jednak spod kontroli — dodał niższym głosem, wyciągając pierwszy z brzegu list do maga.
Mężczyzna wziął pergamin i pogrążył się w lekturze, krótkim zerknięciem na władcę dając znać, że nadal był gotów słuchać jego słów.
— Nie jestem pewien, co może być przyczyną tych wszystkich nieszczęść. Pomyślałbym o zorganizowanej grupie bandytów, ale nie mogliby się znajdować na terenie całego Lostaru jednocześnie. Sama natura też nie zbiesiłaby się dokładnie w każdym zakątku, zresztą co mają plony do masowych zaginięć? — jęknął władca, posławszy magowi krótkie, pełne nadziei spojrzenie.
Gdyby to naprawdę angażowało siły, których każdy porządny Lostarianin się bał, Oren z pewnością by tego nie przemilczał.
— Magia — orzekł mężczyzna.
— Słucham? — sapnął zaskoczony, unosząc brwi. — Magia?
— Nie brałeś takiej możliwości pod uwagę, panie, prawda? — rzucił jakby rozbawiony. — Pora przywyknąć, że wszystko, co niewytłumaczone w naszym świecie, dzieje się z woli nieokiełznanej magii, panie.
— Ale w takim razie… — Luthias zająknął się i umilkł, zdruzgotany tym, że Oren potwierdził jego nieśmiałe przypuszczenia. — Jak mamy z tym walczyć? — wydusił po krótkim zastanowieniu. — Nie mogę tego tak zostawić.
— Oczywiście, że nie możesz, panie. To nie ustanie samo — przyznał mag i wzruszył ramionami, bez pytania sięgając po inne rozłożone na blacie listy. — Brałeś pod uwagę Przeklętych, panie?
— Przeklętych? — powtórzył przerażony władca; nabrał gwałtownie powietrza, jakby sama nazwa wprawiała go w ciężką nerwicę.
— Obaj dobrze wiemy, że ludzie ich nie wytępili, panie — mruknął z drobną pobłażliwością Oren. — Bez względu na to, czy ich legendarne podziemne miasto stoi opuszczone bądź zamieszkane, Przeklęci żyją wśród nas.
— Tak, tak… — Potarł dłonią czoło, jednocześnie bezcelowo przesuwając papiery po blacie biurka. — Myślisz, że to oni za tym stoją?
Mag roześmiał się, odchylając głowę. Luthias spojrzał na niego zdezorientowany, nawet nie potrafiąc się oburzyć, że, pomimo luźniejszych relacji, jakie obu łączyły, Oren powinien jednak zachowywać się w jego obecności stosownie.
— Oczywiście, że nie, panie — mruknął, westchnąwszy głęboko dla uspokojenia. — Przeklętych niewiele, w istocie, obchodzimy. Potrzebują nas jedynie od czasu do czasu, by się posilić, a i tak robią to względnie rzadko, zatem nie są dla nas żadnym większym zagrożeniem. Po co mieliby niszczyć plony, na ten przykład? — zainteresował się, nie mogąc ukryć pogodnego uśmiechu.
— W takim razie kto? — spytał nachmurzony król, postanawiając nie wdawać się w dyskusje z Orenem na temat Przeklętych.
Obaj mieli zupełnie odmienne zdanie – władca po cichu popierał organizacje tępiące tę rasę, uważając, że, gdyby nie one, Przeklęci już dawno pożarliby całą populację ludzką. Poza tym musiały to być straszne kreatury, skoro pożywiały się nawet nie mięsem, a, na przykład, uczuciami. Bądź duszą. Coś takiego nie powinno chodzić po ziemiach Lostaru, jak w myślach zapewniał się Luthias.
Mag natomiast dzięki edukacji w Akademii Magii doskonale wiedział, że Przeklęci byli tak samo groźni, jak fascynujący. Istoty o ciele człowieka, ale zrodzone z czystej magii, co dawało niesamowitą mieszankę. Po cichu pragnął kiedyś nawiązać z jednym bliższą znajomość, by poszerzyć skąpą wiedzę na temat tej niezwykłej rasy.
— Nikt, panie — mruknął. — To sama magia. A raczej jej nadmiar — sprecyzował, przypatrując się Luthiasowi uważnie. — Wiesz, panie, co to może oznaczać.
— Trzeci Wielki Wybuch — szepnął, ponownie pocierając czoło. — Przecież to się skończy tragedią!
— Oczywiście, że tak. Prawdopodobnie większą nawet niż pod koniec pierwszej ery. Tym razem jest szansa na zniszczenie pozostałych regionów — poinformował nadzwyczaj spokojnie, jakby nieszczęście go nie dotyczyło.
— Zatrzymaj to więc — jęknął zdenerwowany król, zrywając się z miejsca.
Ruszył na przechadzkę po gabinecie, jego karmazynowy płaszcz unosił się leniwie przy każdym kroku, zamiatając wypastowaną posadzkę.
— Jesteś magiem. Opanuj to — dodał, zatrzymując się i spoglądając prosto w oczy Orena, jakby zamierzał tę prośbę przeobrazić w rozkaz.
Mag znowu się zaśmiał, tym razem ciszej i bardziej z niedowierzaniem. Przyjrzał się mężczyźnie z pewną poznawczą ciekawością, wesołość kończąc lekkim, ale wymownym uśmiechem.
— Mam czwarty poziom magii. Jak sobie to, panie, wyobrażasz? — zagadnął szczerze zainteresowany, uśmiechając się teraz nieco przewrotnie.
— To chyba wysoki poziom, prawda? Możesz coś zrobić — żachnął się władca, w zdenerwowaniu pocierając ręce.
Tak jak większość ludzi, niewiele wiedział o magii czy czarach samych w sobie. Gdzieś w pamięci kołatała się myśl, że zjawisko dzielono na poziomy, a im wyższy, tym potężniejszy stawał się mag. Ile ich jednak było, jak to działało, czy istniały dodatkowe podziały – nie miał pojęcia i nie obchodziło go to za bardzo.
— Poniekąd — mruknął Oren, nie potrafiąc powiedzieć, że w istocie należał do przeciętnych magów; wolał, by ceniono go wysoko. — Panie. — Spojrzał władcy w oczy nieco karcąco, przygotowując się na podzielenie wiedzą, której Luthias i tak nie zapamięta. — Istnieje dziesięć poziomów magii, ale człowiek może osiągnąć co najwyżej szósty.
Władca obrócił się przodem do wychodzącego na Elathę okna, splatając ręce na plecach. Oren przypatrywał się mu czujnie, czekając na pytanie, które ponownie każe zwątpić w inteligencję króla – pomimo że lubił Luthiasa, czasami ciężko mu się z nim współpracowało w sytuacjach, w których sprawa dotyczyła magii. Zwłaszcza w takich sytuacjach.
— Zatem co z resztą tych poziomów? — spytał, starając się nie zabrzmieć jak zagubiony młodzik, jednak nie do końca się to udało.
Oren westchnął, na moment przymykając oczy. Problemem Luthiasa przede wszystkim było to, że nawet nie chciał uczyć się o magii, bo temat go niepokoił, obnażał przed nim samym własne słabości.
— Przeklęci, panie. Dysponują nimi jedynie Przeklęci — stwierdził spokojnie.
— Zapomnij — warknął władca, obracając się do maga z gniewem w spojrzeniu. — Nie będę współpracował z żadnym ludożercą.
Oren powstrzymał się od wytknięcia królowi, że on zajadał się zwierzęcym mięsem i nie przejmował się własną krwiożerczością, po czym uśmiechnął się zdawkowo, bez wesołości, nieco już sfrustrowany dyskusją.
— Nawet Przeklęty dysponujący dziesiątym poziomem magii nie potrafiłby tego powstrzymać, panie.
— Zatem nikt nie jest w stanie temu zaradzić? — obruszył się Luthias, zatrzymując się przy krześle maga i górując nad nim z groźnym wyrazem twarzy.
Oren zerknął na niego niezbyt przejęty i zmarszczył czoło, pogrążając się w krótkiej, acz intensywnej zadumie. Z pewnością istniał sposób – ale mag nie miał pewności. Jedynie domysły, legendy, podania, dedukcja na podstawie własnej wiedzy. Zmarszczył czoło, rozważając w myślach za i przeciw podzielenia się tym wszystkim z Luthiasem.
Już od dawna prowadził najróżniejsze badania odnośnie magii, chcąc ją jak najlepiej poznać oraz zrozumieć. Do tej pory edukacja magiczna ludzi ograniczała się jedynie do nauki kontrolowania potęgi, nikt jednak nie chciał jej zgłębiać. Najbliżsi ostatecznego poznania byli Przeklęci, dla których magia stanowiła nieodzowną część egzystencji i korzystali z niej zupełnie intuicyjnie, podświadomie wręcz. Na ludziach jednak zawsze pozostawiała piętno, fizyczne bądź psychiczne.
Oren czasami ubolewał, że przyjął posadę nadwornego maga. Mógłby rozwijać się pod innym kątem niż radzenie sobie z głodem w Funnahu podczas srogiej zimy, która zdarzała się niemalże rok rocznie.
— Są dwie możliwości — przyznał ostrożnie i zerknął na władcę.
Mężczyzna zmarszczył czoło, przypatrując się magowi przeszywająco i oczekując na wyjaśnienia bądź na cud – cokolwiek, co pomogłoby w tej sytuacji.
— Jedna jest niezwykle niepewna, ociera się nawet o legendę. Mówię o esencji magii, jak sam ją nazwałem — mruknął, teraz nie patrząc na władcę, lecz za okno. — Mam podstawy sądzić, że magia niekiedy… — urwał, poczuwszy na sobie karcące spojrzenie Luthiasa.
— Z legendą także nie zamierzam współpracować, Orenie. Potrzebuję faktycznego sposobu, nie mrzonek.
Mag westchnął ciężko. Może i racja, jak pokornie przyznał. W końcu nie miał pewności, czy esencje faktycznie istniały, a jeśli tak – jaką potęgą dysponowały? Czy można się z nimi dogadać? Gdzie je znaleźć? Wreszcie – jak je poznać? To wszystko na razie leżało poza zdobytą przez niego wiedzą, zatem musiał się pogodzić z przegraną i prowadzić dalsze badania. Tymczasem…
— Istnieje księga — stwierdził, prostując się. — Księga, która zawiera odpowiedzi na wszystkie nasze pytania odnośnie Wielkich Wybuchów. I nie jest to legenda, panie, jej istnienie zostało wielokrotnie potwierdzone — zastrzegł szybko.
Luthias zmarszczył czoło, przypatrując się poddanemu uważnie. Potarł szczękę pokrytą kilkudniowym zarostem i wyraźnie się zamyślił. Oren spodziewał się dłuższego milczenia, jednak tym razem mężczyzna go zaskoczył.
— Czekam na magiczne „jednak” — przyznał ponuro.
Mag uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową.
— Jednak ostatnie wzmianki mówią, że znajduje się w Perrianie. A, jak wiadomo, nikt nie wraca stamtąd żywy od czasów Wielkiego Wybuchu — skwitował, przypatrując się królowi z ciekawością. — Oczywiście wcześniej też bywało ciężko, zważając na to, że region zamieszkany był przez Przeklętych, ale teraz… Cóż, natura odbiera to, co się jej należy.
— I jak ma mi to pomóc? — żachnął się zdenerwowany Luthias. — Istnieje księga, która mogłaby nas wszystkich uratować, ale nikt jej nie zdobędzie — podsumował sfrustrowany, ponawiając nerwowy spacer po gabinecie.
— Należy znaleźć osoby, które się tym trudnią. Dobre w swoim fachu, potężne. Dać im sowitą zapłatę, a odzyskają dla ciebie, panie, wszystko — mruknął Oren, wzruszywszy ramionami. — Najemnicy to niezwykła siła, panie, pamiętaj o tym. Wystarczy rozmawiać z nimi w ich języku.
— Wynająć kilku zbirów, żeby odzyskali tak ważną rzecz? — warknął Luthias, patrząc na maga ze zgrozą. — Czyś ty rozum postradał, Orenie?
— Nie pierwszych lepszych zbirów, panie — powtórzył nieco zirytowany mężczyzna. — Fachowców. Specjalistów. Tacy też się zdarzają wśród zatrzęsienia półgłówków używających w rozmowie tylko argumentów siłowych. I wysłałbym tam także najlepszego ucznia Akademii ostatnich dziesięcioleci — dodał, uśmiechając się z zadowoleniem.
— A, tak, przypominam sobie, jakiś chłopak otrzymał kilka lat temu wyróżnienie, podpisywałem coś — mruknął Luthias zamyślonym głosem, pochyliwszy głowę.
— Owszem. Co więcej, jest ze średniej warstwy szlachty, stanowi więc dobrą jednostkę reprezentacyjną, czyż nie? Proszę przygotować pismo, ja zajmę się resztą — postanowił Oren, podnosząc się z krzesła, zanim władca zdążył coś wtrącić.
— Resztą? — spytał nieprzekonany król, zasiadając za biurkiem i zaczynając poszukiwania czystego pergaminu wśród zatrzęsienia raportów, dokumentów oraz listów.
— Jeden mag, nie wiadomo jak dobry, nie przeżyje w Perrianie nawet kilku godzin. Zorganizuję grupę poszukiwawczą, panie, złożoną z samych najlepszych fachowców — zapewnił, kierując się do wyjścia. — Dobrej nocy, Wasza Wysokość.
— Tak, tak, Orenie. Dobrej nocy — wymamrotał Luthias i machnął ręką na maga, już pochylając się nad pergaminem, który musiał zapisać.
Mężczyzna uśmiechnął się z ulgą i zadowolony opuścił komnatę. Na całe szczęście król nie wpadł na to, by zapytać, kogo właściwie Oren zamierzał w sprawę zaangażować – tym lepiej dla Orena oraz sprawy, prawdę mówiąc. Czasami należało zrezygnować z zabobonów i zaufać niezwykłości Lostaru, bo tylko ona mogła uratować samą siebie przed zagładą. Żałował, że nie potrafił przetłumaczyć tej prostej sprawy Luthiasowi.
Potrzebowali Przeklętych w drużynie.
Zwrócił spojrzenie na przysypiającego pod ścianą młodego strażnika, który przyprowadził go do gabinetu. Zastanowił się krótko, po czym szturchnął nieszczęśnika, a ten zachwiał się, gwałtownie odzyskując kontakt z rzeczywistością. Na widok maga stanął sztywno wyprostowany i zamrugał, by przegonić resztki snu z powiek.
— Wezwij do mnie naszego najdyskretniejszego człowieka — polecił spokojnie Oren. — A potem wróć do Jego Wysokości, będzie miał dla ciebie list do nadania posłańcowi — dodał, odwracając się i ruszając w drogę powrotną do swojej wieży.
Młody strażnik jęknął żałośnie i zwiesił głowę całkowicie zrezygnowany. Najwyraźniej tej nocy miał nie zaznać ani odrobiny snu – wierzył tylko, że zdąży uwinąć się z rozkazami, zanim dowódca straży zamkowej zacznie go szukać, by wysłać na nocną wartę.
Powlókł się korytarzami w przeciwną do mężczyzny stronę, przekląwszy wszystkich magów oraz całe czary świata.

64 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. ...nienawidzę cię xD Ja jak na szpilkach czekam na opinię, a tu dupa :c

      Usuń
    2. I tak sobie myślę...
      Wow, coś, czego nie było w starej wersji. Znowu coś, czego nie było w starej wersji. Yay! Jak tak dalej pójdzie, nie będę wiedziała co się stanie xD
      Ale nie, schemat spotkania Ai, Anki i Shera zostanie ten sam, nie? Dobra, nie pisz, sama przeczytam xD
      Mi się tam podobało. Ten król bardzo królowaty, rzeczę ja. W sensie: włada i się nie wyróżnia, chyba że głupotą. Jest i mag, który wyznacza nowe trendy w noszeniu butów, trochę mruk, trochę mądrala. Już go lubię, chociaż nie wiem czy jeszcze wystąpi. Taki pocieszny <3
      Hueh, u mnie tró magiczna księga miała rozpocząć armageddon, u ciebie ma go zatrzymać xDD
      Ale najbardziej mi się rzucił w oczy ten biedny strażnik, co to nie dają mu spać. Dałabyś mu żyć, zła kobieto :c Czuję względem niego empatię, po od trzech dni łażę niewyspana w stanie zwłok. Jestem internetowe zombie, zżeram łącze i tak dalej.
      To tyle jak na raz, nie każ mi komentować składniej, bo idę spać :3

      Usuń
    3. Pff, to następnym razem zostawię spamkomcia, po czym poczekam do pierwszej opinii i dopiero swoją naskrobię xD

      Usuń
    4. Hahaha, mam nadzieję, że z początku jeszcze kilkukrotnie cię zaskoczę, bo przebudowałam niemal pół pierwszej części. O ile nie 3/4 xD Ale raczej będziesz wiedziała, niestety :c
      Nie piszę. Milczę jak grób i się uśmiecham :3
      Nie no, takim skończonym kretynem to on nie jest, jeno ta magia - na co mu wiedza o magii? Przeklętych mieli wymordować kilka dekad temu, co jest, nie ma opierdalania się :c
      No cóż, czy wystąpi, to się jeszcze przekonasz. Ale mam nadzieję, że polubisz go bardziej - postać, jak mi wyszło w czasie ogarniania fabuły, może być ambiwalentna z punktu widzenia czytelnika, jednak ja też zapałałam do niego sympatią <3
      Hahaha, uzupełniamy się, o zgrozo xD
      Och, ja też go rozumiem, bo od kilku miesięcy koty mnie budzą co najmniej cztery razy w ciągu nocy i rozbijają się przez pół godziny, i nie da się ich uspokoić, a wyrzucić z pokoju nie mogę. Ale generalnie ten myk ze strażnikiem nadszedł nagłym olśnieniem i szalenie ułatwił mi napisanie rozdziału - fragmenty tworzyłam od jednej wstawki strażnika do drugiej xD
      Już?! Oesu, laska, jutro... ach, fakt, piątek. Tylko ja olewam wykład... xD

      Usuń
    5. No i się zagapiłam, argh, będą komcie pod komciami xD
      Bo ja myślałam, że mnie strollujesz i zostawisz jeno taki malowniczy komć pod tytułem, że pierwsza :c Wybacz, straciłam wiarę w ludzkość... xD

      Usuń
    6. To nie forum, że się drą coby nie robić wątku pod wątkiem, więc zezwalam. Na twoim blogu ale zezwalam, huehuehue :3 A w ludzkość sobie możesz tracić, tylko nie we mnie, no ja cię proszę xD

      Usuń
    7. Och, bo ty jesteś troll straszny i nie można ci ufać, czy coś xD Po tym twoim marudzeniu spodziewałam się właśnie trollingu... xD
      Ha, dzięki za pozwolenie, cholera xD

      Usuń
  2. Skasowało. Mi. Komentarz...
    Zabiję mojego kota! >< Przyłazi do mnie, ociera się o kabel od neta, wypina go przez to, ja nie zauważam lub nie słyszę i oto są efekty... Grrr!
    Jutro napiszę pełniejszy komentarz, ale muszę powiedzieć, że ta wersja różni się od poprzedniej, jest taka... bardziej przemyślana, zrównoważona, lepiej wprowadza w klimat... No, a o szczegółach jutro, teraz to już mi się oczęta zamykają same, za dużo alkoholu i mrozu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, to była zemsta za twojego blogasia, który zżerał moje komcie xD
      Moje koty to mi monitor czasami odłączają w trakcie swoich galopad, to często mam fajną minę, jak nagle się ekran robi czarny xD
      Ojejku, ale mi milusio <3 Cieszę się, bo zawsze ubolewałam nad tym, że tak niewiele Lostaru było w samym Lostarze. No i umówmy się, wiele wątków działo się deus ex dupa, a to zawsze frustruje czytelnika, no bo licentia poetica licentią, ale wtf xD
      To ja i tak się będę przypominała, nie dam ci spać i fokle. Ale dziękuję, żeś jednak przybyła <3

      Usuń
    2. Bo wielu zawirowaniach w końcu mam chwilę wytchnienia, żeby skomentować (cholerna... szkoła, cóż...).
      Powoli zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że Ty byłabyś chora, gdybyś nie rzuciła jakąś uwagą na temat sklepienia czy architektury. Może dla innych wydaje się to być dziwne - przecież to dobrze, że zwraca uwagę na architekturę - no ale wali żargonem architektonicznym i weź tu, człowieku, przypomnij sobie lekcje plastyki, które było sklepienie krzyżowe, czy skośne, czy jakieś inne chuje muje dzikie węże xD Ale rozumiem to, jak ktoś się zna, to jest to silniejsze od niego xD
      No, to to ja rozumiem - mamy w pierwszym rozdziale bliższe zapoznanie się ze światem, jego problemami, z jakimi się boryka, kawałek jego historii, a także wyjaśniasz w nim wiele aspektów, które będą potrzebne na później, by zrozumieć lepiej tekst. Mam tu namyśli poziomy magii :)
      Oho, wkradł się do tekstu błąd: "- Nie pierwszy lepszych zbiór, panie [...]" - zbirów raczej tam powinno być :P
      I ten oto rozdział jest dla mnie idealnym wstępem do całej historii - genialnie to rozegrałaś, Nerko! Myślę, że ta wersja jest o niebo lepsza, bo nie jesteśmy wrzuceni od razu w ten świat, tylko tutaj delikatnie go poznajemy, możemy się z nim oswoić i przyzwyczaić do jego dziwów - magii, jakichś wybuchów, Przeklętych... Super, jestem bardzo mile zaskoczona! :)
      Obstawiam więc, że już w drugim rozdziale kogoś poznamy, a co za tym idzie - zacznie się niezła zabawa! :D
      Lubię to, Nerko, bardzo lubię ;>

      Usuń
    3. Och, mów mi. Koniec zaliczeń, teraz poprawki xDD
      Jak już wiesz, nie ma sklepienia skośnego :c Ale no co, w takich budowlach zwracano uwagę na wystrój, architektura zdobiła wnętrze tak samo jak meble. Twój argument jest inwalidą! xD A tak naprawdę, to innych z pewnością rażą takie trudne słowa jak puślisko, tybinka czy jakiekolwiek jeździeckie, a ty nie dostrzegasz tej dziwności, bo sama się nimi swobodnie posługujesz xD
      Bałam się tego rozdziału właśnie z konieczności wprowadzenia w zawiłości tematu, ale chyba nie zrobiłam tego zbyt brutalnie xD Najgorsze jest to pilnowanie się, by nie popaść w wodolejstwo, bo mogłabym się o niektórych aspektach rozpisywać godzinami...
      Ojejku, jaka urocza literówka <3 Lecę ją poprawić, dzięki za znalezienie ^^
      Wrzuceni w świat - pragnę zaznaczyć, że w pierwszej wersji niewiele tego świata było, bo na początku pisania on nawet tak naprawdę nie istniał... xD I teraz to świetna zabawa, żeby wszystko na nowo nakreślać. I pokazywać wszystkim. I potem móc się posługiwać terminami i fokle xD Cieszę się, że się podoba :3
      Hahaha, zacznie się tradycyjnie, że tak powiem. Z pewnością się domyślasz, kto pierwszy wkroczy na scenę xD

      Usuń
    4. A weź, mój drugi semestr trwa aż 50 dni czy coś w ten deseń, więc nie wiem, jak ja się ogarnę do końca kwietnia, to będzie baaardzo napięte 3 miesiące ;c Zwłaszcza że w ferie nie zamierzam siedzieć w domu xD Co to, to nie :P Ugh, aby do czerwca, wtedy będę miała już wszystko z głowy i będę cudownie wolnym człowiekiem starającym się o dostanie na studia fotograficzne xD
      No, tak jak już mówiłam - gdy się na czymś znasz to dla Ciebie nie jest nic dziwnego, ale inni patrzą się na Ciebie wtedy jak na wariata :P I moje argumenty nie są inwalidami, o!
      Nie, nie wyczułam w tym żadnej brutalności, nie wrzuciłaś nas we wszystkie zawiłości, zrobiłaś właśnie dobrze - zaczęłaś powoli i niezbyt skomplikowanie wyjaśnia, z czym to się wszystko je :)
      Oh well, poprzednia wersja była jaka była, pomińmy już ten fakt i cieszmy się, że ta jest naprawdę cudowna!
      I taaak, domyślam się, kto wkroczy sobie radośnie na scenę jako pierwszy :P

      Usuń
    5. W trzeciej klasie (czy tam czwartej) chyba zawsze tak jest, bo ja drugi semestr też miałam bardzo krótki. Ale problemy były tylko z matmą, więc pilnuj swojej pięty Achillesowej i ciesz się tym, że w kwietniu już będzie zakończenie roku, a potem tylko maturki - uwierz, nie odczuwa się tego jak szkoły, tylko jak wakacje xD
      Są :c Fokle, zapomniałam wczoraj o tej literówce, jestem beznadziejna xD Teraz pójdę ją poprawić. A tak przy okazji, gdybyś nie pisała fantasy, to mogłabyś szpanować wiedzą fotograficzną, tymczasem dupa xD Może kiedyś poproszę o pomoc przy pisaniu o podróży przez Przylądek Mrozu, mogliby się tam poruszać przede wszystkim psimi zaprzęgami :3
      Wyjaśnień jeszcze trochę będzie to tu, to tam, bo ten nasz Lostar to całkiem rozbudowany jest i, cholera, fajny, tylko jak dziada ogarnąć, to nie mam pojęcia xD
      No bo od kogóż innego mogłabym zacząć ja... xD

      Usuń
    6. Ano, dlatego będę cisnąć sobie z matmy, jakieś korki i aby do kwietnia :D A potem to już luzik, aby napisać, modlić się, żeby zdać i jakoś do przodu :P
      Hah, no właśnie w fantasy nie mam jak się pochwalić wiedzą fotograficzną, ale za to mogę coś związanego z psimi zaprzęgami, więc jak będziesz chciała to wykorzystać, wal śmiało, wyjaśnię, co i jak :D A to fajna sprawa jest, bo psy mogą dziennie nawet 100 km przebyć ;) Oczywiście z przystankami i nie jakimś dzikim galopem :P
      Dasz radę, powoli, powoli wszystko wyjaśnisz i każdy się w nim odnajdzie! :D
      Ach, to będzie dobre ;)

      Usuń
    7. Bez korków też się da, uwierz xD
      No, to jeszcze przemyślę tę kwestię wnikliwie, ale to by był ciekawy akcent, ten Przylądek Mrozu to w ogóle dziwna sprawa, więc xD Ale to dopiero w czwartej części bodajże, więc jeszcze sporo czasu mi zostało... Tak czy siak, na pewno chętnie cię wykorzystam, o xD

      Usuń
  3. *przybywa, by łaskawie zostawić spam*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w ogóle WTF, post opublikowany 20 stycznia, a komentarze z 19, 16 itepe ._.

      Usuń
    2. A dobra, już widzę info.
      *spamuje dalej*

      Usuń
    3. Hahaha, dobrze ci idzie to spamowanie xD Widzisz, ja czasoprzestrzeń zakrzywiam :3
      Ale cóż to, żadnych błędów? To straszne :c

      Usuń
    4. ...nienawidzę cię :c

      Usuń
    5. Dlaczego tu się spamuje, a ja nic o tym nie wiem? :c

      Usuń
    6. Jak zawsze spóźniona, buehehehe xD

      Usuń
  4. Wiesz, co w tym rozdziale zapadło mi najbardziej w pamięci? Że Lostar jest piękny... Naprawdę, za trzecim razem, gdy to wspomniałam, zrobiło się to już irytujące. Szczególnie, że ja tego piękna w ogóle nie odczuwam. Bo większość ów piękna skupia się na tym, że tak jest powiedziane, na białych murach i szczęśliwych ludziach. Ach, cóż za utopia. Szczerze, proszę, twórz własne światy idealne, ale mnie one nie interesują - jak kogoś tak, jego sprawa. Uh, serio, wkurzało mnie bardzo to piękno i parę innych rzeczy też.
    Bo ogólnie w tym rozdziale piekielnie przeszkadza mi nazywanie wszystkiego po imieniu. I, żeby nie było, wcale nie chodzi mi o postacie. Czy może raczej również, ale tylko o ich charaktery. Kurczę no ja sama powinnam sobie uświadomić, że ktoś jest inteligetny, nie uważasz? Bo to, że narrator tak napisze, wcale nie musi oznaczać, że ja będę się z nim zgadzać (choć powinnam, bo on przecie wszystkowiedzący jest). Serio, wolę, gdy opisujesz coś, nie narzucając jednocześnie opinii na dany temat, czy osobę. Bo większość tego rozdziału strasznie się dusiłam w sobie z braku jakiegokolwiek pola manewru. Bo gdy coś czytam, lubię się zastanwaiać nad tym, czy owym, a jak mi to się zabierze, to ja być zła.
    No, ale strażnik bardzo mi się podobał. To był element, który wyszedł ci zdecydowanie najlepiej, bardzo spójnie, jak człowiek, którego naprawdę można byłoby polubić. W nosie miał wsprawy państwowe, kogoś się bał, był przesądny i zwyczajnie chciał się wyspać - przerywnik z niego był bardzo, bardzo sympatyczny. Poza tym, czytając o nim, miałam wrażenie, że nieco bawisz się tekstem, a to również dla czytelnika jest niesamowicie przyjemne.
    Co do króla... eee, że niby monarcha prosi o coś kogoś? Śmiech na sali. Wybacz, ale coś takiego to ja mogłabym zaakceptować, gdyby nasz władca wyglądał na ogólnie strachliwego (ten przypomina raczej leniwego i rzeczywiście dość głupawego w swym uporze). I jak ludzie mogli nie czuć do niego respektu? Bo nie wygląda groźnie? Ekhm, ale oni chyba z daleka tylko go widzieli, co? Ja nie wiem, w ogóle ta kreacja do mnie nie trafia.
    Interesuje mnie natomiast sprawa z Przeklętymi, bo to chyba jedyna z zakładem, która przeczytałam (no co? Leniwy człowiek ze mnie :P). Z tymi najemnikami to chyba niezły cyrk będzie, prawda?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, no, wreszcie ktoś przyszedł pokrzyczeć, brakowało mi tego xD
      Jeju, ale jaja, Lostar jest tyle razy mniej utopijny od Legendy chociażby. Jestem, ni mniej ni więcej, chujowa xD
      Ale chyba wiem, z czego to wynika. Otóż ten rozdział pisałam... bojąc się go. To są postaci, których zupełnie nie znałam i dosłownie tworzyły mi się pod palcami w trakcie pisania. Prawdopodobnie dlatego narrator mi do żadnej nie przylgnął; bo podświadomie nie chciałam tego zrobić. Osobiście nie planowałam, żeby to był wszystkowiedzący i fokle, próbowałam się zaczepić na którejś postaci, ale, jak widzisz, nie umiałam. Dobrze wiedzieć, w czym to się przejawiło, bo teraz-zaraz-natychmiast siadam i staram się to trochę naprawić, żeby nie bolało w zęby aż tak ^^ Nie pozbędę się pewnie wszystkiego, bo niektóre elementy były świadome, ale na pewno ukrócę zachwyt narratora-prawie króla nad Lostarem i tak dalej.
      Strażnik sam mi się uformował w głowie chyba w formie obrony przed tym nieprzyleganiem do pozostałych postaci. Najłatwiej było mi się przyczepić do niego, bo wydał mi się najbardziej przyjazny. Teraz, jak poznałam i króla, i maga, wiem, że łatwo będzie mi się pisało Orenem, więc na pewno w przyszłości uniknę łopatologii,miotając się wśród narracji.
      Hm. Może źle z tym królem ujęłam - lubili go, ale się go nie bali, o to mię chodziło. Na zasadzie... chcieli, żeby rządził, chociaż większość doskonale wie, że sznurki w garści trzymają przeważnie jego doradcy czy Oren właśnie. I poszukam tego miejsca, gdzie król prosi - to chyba kwestia mojego przyzwyczajenia do bycia grzecznym i uprzejmym, ja automatycznie o wszystko proszę :c I mi się przerzuciło... xD
      Co do Przeklętych, mogę śmiało stwierdzić, są głównym bohaterem zbiorowym wszystkiego, co o Lostarze kiedykolwiek powstanie. Postać główna jest natomiast lepiej zamaskowana, nie wiem, czy od razu na nią wpadniesz xD
      Tak czy siak, rozdział pierwszy miał być tylko wprowadzeniem do głównej akcji. Zatem dobrze podejrzewasz, może być cyrk ^^

      Usuń
    2. A czy ty masz pojęcie jak ja nie lubię krzyczeć? Jak bardzo wyprowadza mnie to z równowagi? Jak bardzo trzeba mnie zawieźć, żebym krzyczała? Naprawdę, nie znoszę tego...
      Ooo to od dziś szukam tego pierwszoplanowego (znaczy od następnych rozdziałów, bo podstron jest za dużo :D).

      Usuń
    3. Ojejku, aż tak dałam dupy? :cc
      Hehehe, na podstronach i tak byś nie znalazła, stwierdzam. Ale w rozdziałach możesz szukać, a nuż trafisz! xD

      Usuń
  5. Zacznijmy od tego, że... z początku myślałam, że Granice będą bardzo podobne do tego, co już miałam okazję czytać, a tutaj złapało mnie niemałe zdziwko! Prolog genialny, wprowadza jakąś postać, która z początku mi się skojarzyła z elfem (pewnie przez uszy), potem wzmianka o zębach, gdzie doszłam do wniosku, że to pochodna wampira, albo jakieś wynaturzenie elfie xD w każdym razie białowłose-coś mnie zaintrygowało :> No i nim się nie obejrzałam, a Prolog skończyłam.
    Lećmy dalej... włączam sobie pierwszy rozdział, spodziewam się ujrzeć tu już znane mi postacie, a tu zonk. Nie jest to jednak negatywne zaskoczenie, wręcz bym powiedziała, że pozytywne, naprawdę. Mile wprowadzający w fabułę wstęp (choć na razie wiemy tylko tyle, że światu grozi zagłada, trzeba znaleźć książkę i będziemy działać dalej) pozostawia jednak sporo tajemnic - jak, po co, na co i dlaczego tak, a nie inaczej!
    Muszę przyznać, że zmienił Ci się styl pisania, ale na lepszy! Opisy zdają się być bardziej, hm, pełne, rozbudowane i choć w kilku momentach odniosłam wrażenie poważnego podejścia do sprawy, nieco cięższego (nie umiem tego inaczej ująć - w sensie... trzeba się skupić na tym, co się czyta, o), to gdzieś tam zalatuje tą lekkością, która zawsze odczuwałam czytając Twoje dzieła :)
    Kochana... rozwijasz się! xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A powiem ci, co cię pewnie szalenie zdziwi, doskonale znasz tę postać z prologu. Bardzo-bardzo dobrze, psze pani, lepiej niż ktokolwiek z zebranych. Można powiedzieć, byłaś przy jej powstawaniu! A jeśli moje wskazówki już ci podpowiedziały, to nie wymawiaj tego imienia na blogasku, żeby nie psuć mej Wielkiej Intrygi xDD Generalnie zrobiłam wszystkich w trąbę, o.
      Przyzwyczajaj się do tych postaci, bo nie pozbędę się ich zbyt szybko xD Ale zauważyłam już, że kreacja władców zawsze mi beznadziejna wychodzi, nie wiem, dlaczego. Chyba każdy ma inne wyobrażenie ode mnie i w ogóle w ich gusta nie trafiam... xD
      Ojejku, to był największy komplement ze wszystkich <33 Strasznie napawa mnie dumą coś takiego, bo większość osób czyta mnie od dawna, nie miała takiej przerwy, co ty - zatem żadnych zmian nie widzą. Nawet mama nie widzi :c Jejku, toś mnie podbudowała, zatem idę z rozwojem w tę stronę, o!
      Dzięki za chwilę poświęconego czasu <3

      Usuń
    2. Najpierw zmarszczyłam nos, potem przekrzywiłam głowę niczym zaciekawione szczenię i spłynął na mnie blask olśnienia. Miejmy nadzieję, że się nie pomyliłam w swym nagłym przebłysku wiedzy xD
      Być może... w końcu każdy pisząc coś swojego, albo sobie wyobrażając ma swój własny ideał władcy, którego się uczepia. Ja szczerze przyznam, że takowego nie mam, ale czytając książki przyzwyczaiłam się do wielu, wielu - w końcu autorzy kreują różnych typów, prawda? Począwszy od mONdrego pana, przez kretyna, na tyranie kończąc. Na razie nie potrafię stwierdzić, czy go lubię czy nie... na razie wiem tyle, że jest uprzedzony do magii, co pewnie wynika z jego niewiedzy, ale dalej zobaczymy.
      Oj, kurcze. No ten... ja tylko mówię, właściwie piszę, co widzę ^^" to chyba jedyny plus tego, że tak długo nie czytałam Twoich tworów :c
      Postaram się poświęcać go więcej! To będzie moje spóźnione noworoczne postanowienie, o.

      Usuń
    3. Jak widzisz, twój geniusz jeszcze nie ma się jakoś najgorzej, bo trafiłaś w dziesiątkę xD Otaczam się samymi mondrymi ludźmi :3
      Ja, jak się przekonałam w Legendzie, nie umiem kreować tyranów. Zwłaszcza że moi tyrani są inteligentni, a inteligentni ludzie są leniwi, no i moi tyrani robią się leniwi, chujowo xD A ten tutaj... no nie skłamię, jeśli powiem, że trochę go wzorowałam na naszym Prezydencie, lol xDDD
      Ale jaki duży i znaczący! A teraz będziesz mogła do woli krytykować i błyszczeć rozległą wiedzą przed innymi, pacz, jakaś fajna xD
      Spoko, mogę cię o to prześladować. Jestem strasznie upierdliwym człowiekiem... jak zresztą wiesz xD

      Usuń
    4. Po prostu czasem mam takie przebłyski inteligencji, sporadycznie, ale jednak! xD
      Ale inteligentnie leniwy tyran będzie się wyręczał innymi ludźmi, bo jemu nie będzie się chciało pracować, o! Ewentualnie sam ruszy tyłek, jeśli uzna, że "jak masz zrobić coś dobrze, to zrób to sam" - nadrobię Legendę, to zobaczymy, co tam zmajstrowałaś xD
      Na naszym prezydencie... :O O kobieto... chcesz zrujnować ludność Lostaru? xD
      Łoh, bo jeszcze obrosnę w piórka! I tyle z tego będzie, ot co.
      A prześladuj. Masz specjalne zezwolenie na opierdalanie, krzyczenie, warczenie, gryzienie, kopanie i co jeszcze przyjdzie Ci do głowy, jeśli uznasz, że się opuszczam, bo moja dezorganizacja weźmie nade mną górę xD

      Usuń
    5. To rodzinne, że tak rzucę jak za starych dobrych czasów... xD
      ...ej, właśnie zrobiłaś charakterystykę Zandera. Normalnie wypisz-wymaluj ten facet! Przerażasz mnie, to raz. Dwa... ludzie go właśnie za to nie lubią, ech. A ja nie umiem go wykreować innego, on nie chce być inny xD
      A tam zrujnować. Na Prezydent też jest bardziej takim trochę sarmackim wujkiem narodu, w ten deseń szłam xD
      Nie ma sprawy, jestem dobra w te klocki. Na razie masz spokój aż do piątego lutego, potem znowu zacznę niezmiernie upierdliwie miauczeć, bo będzie nowy rozdzialik xD No i możesz nadrobić Legendę zawsze... xD

      Usuń
    6. Ah, stare i dobre czasy. Tęskno mi za nimi i dobrze było wczoraj porozmawiać! ^^
      Yyy... oh! Znowuż błysnęłam, jestę inteligętę! Widocznie Zander taki już jest i nic się na to nie poradzi. Taki typ xD
      Ah, Tyś w ten kierunek poszła, rozumiem. Zobaczymy, co ten wujek narodu wymyśli xD
      Doskonale o tym wiem xD Tya... mam ambitny plan dzisiaj znaleźć rozdział, na którym skończyłam czytać.

      Usuń
    7. To takie śmieszne, że tak milkniemy na rok albo i dłużej, a potem znowu gadamy jak zawsze, bez kitu xD
      No widzisz? Teraz idź podbijać świat i zdobywać Nagrody Nobla, możesz zmienić oblicze rzeczywistości! ...powinnam się uczyć xD
      No, tak, co wymyśli, to będzie dla tych obywateli, których akceptuje akurat... xD Ale tego, ja naszego Prezydenta w sumie lubię, przeca nie on sprawuje główną władzę, w gruncie rzeczy Prezydent ma niewiele do gadania, może sobie najwyżej wetować, a tak - ładnie wygląda na stołku i w sumie wszystko. Taka prawda, reszta w rękach rządu xD
      Gdybyś pamiętała, na czym skończyłaś, to bym ci podsunęła rozdział, noale xD

      Usuń
    8. To znaczy, że jesteśmy na siebie skazane! xD
      Nie, to chyba nie dla mnie... ja wolę udawać, że mnie nie ma i sobie spokojnie egzystować xD Tak... zawsze powinno się uczyć i zawsze inne zajęcia mają +100 do przyciągania.
      Ja tam nie lubię i lubię. Sobie po prostu jest, ot. Właściwie w ogóle nie interesuję się polityką, bo to zUo wcielone i nie znoszę tego tematu, eh xD
      Spokojnie. Już znalazłam, a przynajmniej mi się tak wydaje, że trzeba zacząć od 9 Pergaminu - w chuj w tyle, ale co tam! xD

      Usuń
    9. Hahaha, na to wygląda xD Jakoś nie cierpię z tego powodu <3
      Ja też, tylko czasami nagle idę na imprezę i potem mam na głowie kilku tru lofów, to dopiero skill xD Ale większość życia mam własny świat i własne kredki, hehe. Nooo, ale! Zaliczyłam malarstwo, poprawiłam komputerki, na razie w plecy tylko architekturka :3
      No, to prawda, zło straszliwe. Ja się interesuję na tyle, żeby mieć własne poglądy i nie powtarzać bezsensownego narzekania narodu, który zwykle się zupełnie nie zna na mechanizmach władzy, ale narzeka, bo wszyscy narzekają xD
      Oj, to faktycznie... Ale mniej niż 30 do nadrobienia, not bad! xD

      Usuń
    10. Ah, jak zawsze padam na pysk po zumbie, ale mimo to czuję, że mnie energia rozpiera. Dziwny stan, ale mi się podoba xD
      Rozkochujesz w sobie biednych chłopaków :O ja na imprezie byłam, eee... hm. We wrześniu na weselu (liczy się jako impreza?), ewentualnie sierpień - wieczór panieński, a wcześniej to chyba kwiecień. Zrobiłam się straszny domownik ;x Ooooo! Jestem z Ciebie dumna xD
      Ja raczej się nie wypowiadam, skoro się nie zagłębiam w ten temat, zazwyczaj żartuję - ale, ale... najwięcej do powiedzenia ma zawsze ten, który najmniej wie, o xD
      Zawsze jakieś pocieszenie :D

      Usuń
    11. Tak samo jak wsiada się na konia i wszystko przestaje wtedy boleć... xD
      Ojejku. Ja się boję tego momentu, kiedy znajomi będą brali śluby i zamiast na imprezy, zacznę chodzić na wesela, a sama nadal będę samotna jako ten palec... xD Ale no, też preferuję siedzenie w domu. Komputerek, jedzonko, konsola xD
      No, zwłaszcza w Polsce, cholera, coś strasznego xD

      Usuń
    12. ooo tak... to zawsze robiło dobrze na kręgosłup xD
      Na razie jedna kumpela wzięła ślub - byłam druhną, organizowałam panieński, pomagałam... działo się xD A tak... to generalnie większośc osób kogoś ma, a ja mam... książki, gry, laptopa... i równie szurniętych ludzi z drugiej strony, co i ja :D

      Usuń
    13. No dokładnie, ja też jestem otoczona przez ludzi z facetami, koleżanki gadają o seksach i tak dalej, a ja się uśmiecham głupkowato i rzucam głupimi żarcikami, bo pojęcia za cholerę jasną nie mam, ale jakoś tak głupio milczeć xD

      Usuń
    14. Trzeba sobie jakoś radzić xD A nam najwyraźniej pisany jest jakiś książę, na którego, cholera, musimy czekać x-czasu xD

      Usuń
    15. Oby tylko nie jak Aithne. Wtedy to nawet nie dożyję :c

      Usuń
  6. Przychodzę jebnąć niespamowy komentarz.
    http://c.wrzuta.pl/wi4572/616439190012ba8e514b68e3/jedziemy_ci_wpisac

    "władca Lostaru nie przerywał ciężkiej pracy. Pochylał szerokie plecy nad ciężkim, dębowym biurkiem" - ciężkiej pracy nad ciężkim biurkiem

    Słoik w średniowieczu? Bicz plz. Już prędzej uwierzyłabym w coś pokroju weków. Jeśli chodzi Ci o kałamarze, to były to szklane naczynka, które nie posiadały zakrętki, ale miały klapki do zamykania.

    "Bo z jednej strony bandyci znowu straszyli..." - wywaliłabym to "bo" na początku Imo niepoczebnełe.

    Na dość krótkim odcinku tekstu często wplatasz "z jednej strony/z drugiej strony" itp. Niby nie powtórzenie, ale rzuca się w oczy.

    "Ale jak miał walczyć z potęgą, która stworzyła ich świat? Jak powstrzymać siłę, nad którą nie panował dosłownie nikt?"
    która, którą

    "wślizgnął się cały do pomieszczenia"
    po co to "cały"? Przecież wiemy, że nie w kawałkach.

    "wślizgnął się cały do pomieszczenia i, koniec końców, zamknął przejście, szczerze speszony całą sytuacją. "
    Cały do pomieszczenia, całą sytuacją.

    "Zmęczenie dawało się we znaki równie mocno, co zmartwienie" - profesor Bańko mówi, że stawianie przecinka w "równie co" nie jest konieczne.

    http://i40.tinypic.com/9hnmus.jpg

    "ale nie mam pojęcia jak " - przed "jak" pierdolnęłabym przecinek, ale ja się nie znam.

    "Strażnik mimowolnie wzniósł oczy do sklepienia – skądinąd bardzo stylowego, krzyżowo-kolebkowego " - fajnie, że miałaś ostatnio kolokwium ze sklepień, ale czytelnika nie interesują nazwy typu "krzyżowo-kolebkowe", bo przeciętny zjadacz chleba i tak sobie tego nie wyobrazi ;p za to doceni to, jak opiszesz sklepienie swoimi słowami, np. zwrócisz uwagę na jakieś charakterystyczne elementy idtede.

    "Pomimo że król dysponował kilkoma doradcami, wszyscy doskonale wiedzieli, że ostatnie słowo miał jego nadworny mag i że " - kawałeczek dalej - "utyskiwać, że "
    Pomi mo ŻE, wiedzieli, ŻE, nadworny mag i ŻE, utyskiwać, ŻE.

    "Nieszczęsny strażnik, dotarłszy z lekką zadyszką "
    To jak oni ich tam trenowali, że trochę schodków i zadyszki dostają, hę?

    "docierając na krawędź "
    imo docierając do krawędzi, ale to imo

    "ale żadna nagana na niego nie spadła; słowna czy fizyczna."
    To, co masz po średniku, wepchnęłabym między półpauzami po "żadna nagana - słowna czy fizyczna - na niego nie spadła".

    "Zatem, panie? Do czegóż jestem ci potrzebny w samym środku nocy? – zagadnął, zwracając na siebie uwagę Luthiasa."
    Jakoś tak mi nie pasuje to "zatem, panie?" na początku. Osobiście jebnęłabym tak: "Do czegóż zatem jestem ci potrzebny w samym środku nocy, panie?". No. Tak właśnie bym jebła.

    "Sytuacja jednak wymyka się spod kontroli" - wymyka się jednak

    "uważając, że gdyby nie one, Przeklęci już dawno"
    Uważając, że Przeklęci już dawno - to jest zdanie główne, więc "gdyby nie one" jest wtrąceniem, soł: Uważając, że, gdyby nie one, Przeklęci już dawno...

    "Czasami Oren ubolewał, "
    Oren czasami ubolewał

    "Oczywiście, wcześniej "
    bez przecinka, bejbe

    "Nie pierwszych lepszych zbiór, panie –"
    No pierwszy lepszy zbiór raczej nie odzyska księgi xD

    "Młody strażnik jęknął żałośnie i zwiesił głowę, całkowicie zrezygnowany. "
    bez przecinka imo

    No. Jebłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.youtube.com/watch?v=c9GU4P-1AWI - a tu masz fajny filmik na poprawę humoru, w końcu jest sesja, nie?

      Usuń
    2. Filmik mnie zmiótł i "Jedziemy wpisać" także <3

      Baaaardzo dziękuję za te błędy, jesteś wielka! I mądra. I fokle. Tak strasznie przeraża mnie własna ślepota na takie potknięcia, trzy czwarte z nich było oczywiste (literówka! Oo), a ja ich nie widziałam :c
      A te kałamarze to fascynująca rzecz, generalnie. Dobrze wiedzieć na przyszłość; tyle że zaskakuje mnie fakt, że nie pamiętałam ich nazwy i wpisałam ten nieszczęsny słoik, de fak xD

      Usuń
  7. Jestem oczarowana twoim opowiadaniem *.* te wszystkie zakładki wyglądają po prostu pięknie!
    Przepraszam Cię ale nie mam dziś siły pisać niczego dłuższego. Zrobię to jednak jutro!
    Pozdrawiam; >

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku! Bardzo miło mi widzieć - czytać! - takie słowa o nieszczęsnych Granicach ^^ A wygląd zakładek zawdzięczam dobrej znajomej, która się z ołówkiem w ręku, cholera, urodziła xD
      Trzymam za słowo, ale tak czy siak dzięki za jakikolwiek znak zainteresowania! <3

      Usuń
    2. Ja miałabym nie dotrzymać słowa??? gdzie tam! niestety jestem tu o wiele później niż na początku planowałam. cholerna pogoda i ta geografia -,- normalnie koszmar.
      Zazdroszczę Ci koleżanki. te zakładki, te wszystkie zdjęcia wyglądają wprost bajecznie <3 jak ja coś takiego kocham. gdy wszytko jest poukładane tam gdzie powinno! i do tego tak pięknie. ukłon dla znajomej Twojej ^^
      powiem Ci, że jedno ze zdań, które pojawiało się przez cały czas w moim umyśle to to, że ten strażnik jest cholernie biedny. los se chyba z niego zakpił. ja bym co najwyżej zabiła, gdyby ktoś nie chciał puścić mnie spać. nie wspomnę, co bym zrobiła gdyby ktoś wpadła na pomysł, aby zarywała noc stojąc na jakiejś tam warcie. Grrr, ciesze się, że nie muszę tego robić. ale nadal jest mi żal tego biednego biedaka.

      Twój świat jest po prostu przecudowny! dużo opisów, które pozwalają wyobrazić sobie, co tam jest i jak to wygląda. szczerze to wolę coś takiego niż wyobrażanie sobie tego po swojemu. co jak co, ale to Twój świat i ty najlepiej wiesz, co tam powinno być! masz może bilety na przejażdżkę w tamte rejony? bo ja chętnie! tylko żeby nie było przy okazji żadnych dodatkowych atrakcji, jak np wybuchy, ok? ^^

      ten mag to ma jednak tupet. wie, że król nie lubi Przeklętych, a jednak wepchnie ich do misji. nie chciałabym być w jego skórze, gdy król się o tym dowie. nie bogowie mają go w swojej opiece! no chyba, że misja się powiedzie to raczej nic mu nie grozi.... chyba xd

      ech ten wywód jest bez jakiegokolwiek ładu czy składu, ale cóż.... geografia wypiera z mózgu wszelkie normalne i racjonalne rzeczy, co również się tyczy przy pisani xd mam jednak nadzieje, że zdołałaś wywnioskować z tego wywodu, że właśnie zarezerwowałam sobie fotel przy Twoim opowiadaniu i mam zamiar zastać na nim aż skończy je <3
      A teraz pytanie z innej beczki. co jaki czas pojawiają się u Ciebie rozdziały? pytam się bo nie wiem czy doczeka się kolejnego. chociaż może doczekam, ale geografia zdąży wyżreć mi cały mózg xd

      Życzę ogromnej weny! i przy okazji cierpliwości ze mną ^^

      Usuń
    3. Och, geografia to takie przyjemne wspomnienie w obliczu architektury, z którą się męczyłam osiem godzin...
      Taaak, Monika ma niezwykły talent i cieszę się, że dzieli się nim także ze mną - zwłaszcza że to zapracowana kobieta, w dodatku właśnie założyła rodzinę, zatem to dodatkowy zaszczyt, że nie przerwała współpracy ^^
      Ha, właśnie się zastanawiałam, czy ten zabieg, który mi przyszedł na myśl zupełnie niespodziewanie, zostanie zauważony. Jak widać, wyszło lepiej, niż zakładałam, z czego się cieszę ^^ Pierwszy eksperyment zakończony sukcesem!

      No cóż, Lostar to dość okrutne miejsce wbrew pozorom :3 Zatem trudno tam o chwilę spokoju. Ale chyba wolałabym te wszystkie potworki i Przeklętych niż przeklętą sesję :c
      Cieszę się, że opisy przypadły do gustu - z pewnością nie będzie ich mniej, bo Granice to historia podróży, że tak powiem, zatem okolica będzie się zmieniała dość regularnie ^^

      Oren ma już doświadczenie w manipulowaniu królem :3 Luthias na pewno nie będzie szczęśliwy, ale Oren zadba o to, żeby władca dowiedział się w jak najdogodniejszym momencie - dla maga, oczywiście. Luthias z drugiej strony jest trochę zbyt poczciwy, żeby się pozbyć Orena, na którym całkowicie polega :c

      Bardzo mi miło i cieszę się, że zdobyłam aż takie zainteresowanie z twojej strony <3 Zawsze to miło, jak komuś się podoba nasza pisanina ^^
      Rozdziały publikuję piątego oraz dwudziestego każdego miesiąca. Zatem nowy już niedługo, w gruncie rzeczy, w końcu kończy się już styczeń ^^

      Usuń
  8. Ok, sto lat za późno ale dotarłam :)
    Rozdział jest fajnym wprowadzeniem, chociaż mnie jakoś szczególnie nie porwał, nie wiem w zasadzie dlaczego. Może trochę jednak za dużo faktów, a za mało jakichś, hm, "ubarwiaczy"? Tzn, strażnik był rzeczywiście fajny, ale reszta była dla mnie taka trochę mdła, przepraszam. Dialog wyszedł niby naturalnie, o bohaterach da się coś niecoś powiedzieć, zgrabnie zostało wprowadzonych kilka ważnych faktów i od razu zarysowała się jakaś tajemnica, ale jakoś tak, nie wiem, czegoś mi przy tym brakowało. Wyszło tak poprawnie po prostu. Może trochę się czepiam, ale po prostu nie było nic, co by przyciągnęło moją uwagę - żadnego oryginalnego elementu świata (magiczne wybuchy, magiczne księgi, niebezpieczne magiczne istoty - wszystko już było). Generalnie nie mam nic do odgrzewania kotletów - sama namiętnie to robię - ale brakuje mi do tego dobrej oprawy, czegoś charakterystycznego. Czy to bardzo dobrze wykreowanej, wyczuwalnej atmosfery, czy jakiegoś wyrazistego bohatera, ciekawszej relacji między rozmówcami. Nie twierdzę, że pod którymś z tych względu było źle, ale nie było na tyle dobre, żeby przykuło moją uwagę.
    Ale może po prostu zrzędzę, bo sama jestem ostatnio niedospana (plaga jakaś, czy coś?). Czekam jak historia się rozwinie.
    Pozdrawiam,
    Myszogon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej późno niż wcale! ^^
      No cóż, nie bardzo wiem, jak tu się do tego problemu odnieść xD Generalnie rozdział nie miał, w sumie, porywać, miał po prostu być i osadzić całość w jakiejś rzeczywistości, bo prolog zdecydowanie tego nie zrobił. A i te postaci jakoś szczególnie bliskie nie zostaną, to i nie czuję się źle z myślą, że się nad nimi nie rozwodziłam za bardzo. Rozdział pełnił funkcję bardziej informacyjną i mam nadzieję, że tyle się z tego udało - przynajmniej wiadomo co, gdzie i jak, no i mniej więcej - po co xD A jeśli nie było aż tak tragicznie, żeby permanentnie odstraszyć od lektury, tym lepiej. Mam nadzieję, że dalsze rozdziały wypadną lepiej, a jak nie - no nic, będę się starała ratować sprawę xD

      Usuń
    2. Może właśnie dlatego mam z tym rozdziałem problem - miałam wrażenie, że jest, bo musi być, bo nie ma być fajny, tylko trzeba gdzieś upchnąć informacje. I rozumiem sens istnienia takich rozdziałów ogólnie, ale trochę słabo to wypada na samym początku (w moim odczuciu). Lepiej byłoby czytelnika na początku jak najbardziej zainteresować, wcale nie trzeba mu wszystkiego wyjaśniać już w pierwszym rozdziale.
      Mam nadzieję, że nie brzmię jak domorosły krytyk, bo się nie próbuję wymądrzać :) Po prostu, jako czytelnik, nie poczułam się tym rozdziałem zbytnio zachęcona, fajniej jest od razu wciągnąć się jakoś w wir historii, a informacje można poznać potem. Początek historii powinien "chwytać". Zresztą może to kwestia gustu, ale wydaje mi się, że zawsze dobrze poznać opinię czytelnika :)

      Usuń
    3. Jeśli zabrzmiałam jakoś jak zgaszona - to wybacz. Mam taki drobny powód, który mnie męczy gdzieś indziej, a ja próbuję być dyplomatyczna, tylko ze zdumieniem obserwując kompletny brak czytania ze zrozumieniem tegoż problemu xD Zupełnie nie poczułam się urażona komciem, weź.
      Wiem, o co chodzi. Generalnie. Miałam nadzieję złapać na prolog - a tego rozdziału nie dało się upchnąć później, niestety :c Bo wiesz, da point is, bez niego trochę nie miałyby sensu następne. Niby tam jeszcze tych konkretów nie ma, ale chodzi jeszcze o czasoprzestrzeń. Bo ten list musi dojść, a jeśli wysłaliby go trzy akapity przed doręczeniem, to nie halo trochu xD
      I jasne, że dobrze jest znać opinię czytelnika! Boże, musiałam strasznie zabrzmieć wcześniej, lol. Generalnie mam nadzieję, że nieco chwyci następny rozdział - niestety mam przerażającą przypadłość bardzo powolnego rozkręcania akcji, a jak przywalę, to z całej siły... xD Nie wiem, od najmłodszych lat pisarczych tak mam, nawet opka z podstawówek tak planowałam.
      Hitchcock not approves :c xD

      Usuń
    4. Nie zabrzmiałaś zgaszona, ja się bardziej tak na zapas tłumaczę ;)
      Pewnie gdyby to była książka, nie zwróciłabym na to takiej uwagi, po prostu czytałabym dalej. A przez to, że jednak na rozdziały trzeba czekać (może i dobrze, że mam taki zapłon, bo mnie już czekania niedużo zostało ;) ) zbyt analizuję. Może z racji tego, że rozdziały są rzadko, to zbyt wiele od każdego poszczególnego wymagam :)
      W chronologii zawsze można trochę namieszać - ale fakt, nie zawsze da się to zrobić czytelnie i z sensem.
      "od najmłodszych lat pisarczych tak mam, nawet opka z podstawówek tak planowałam." - może warto poeksperymentować? ;) Nie przy tym opowiadaniu, ale zawsze fajnie czegoś innego spróbować, jest opcja, że nie wypali, ale jest szansa, że wyjdzie naprawdę fajnie.
      Mnie nie chodziło nawet o to przysłowiowe trzęsienie ziemi, jest dużo innych rzeczy, którymi można czytelnika ująć, nie tylko wartką akcją.
      A jeśli chodzi o mozolne posuwanie się z fabułą (nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam), to się nawet nie odzywam, bo u mnie po 4 rozdziałach nie zawiązała się nawet akcja właściwa i nie stanie się to chyba jeszcze podczas najbliższych dwóch ;] Także to mi akurat nie przeszkadza zupełnie.
      Piszę trochę nieskładnie, za co przepraszam, ale jakoś ciężko mi zebrać do kupy o czym chcę właściwie powiedzieć. To, do czego piłam na początku, to raczej to, że zabrakło mi czegoś charakterystycznego, oryginalnego i przykuwającego uwagę akcentu, choćby niewielkiego, ale pobudzającego wyobraźnię. Postać z prologu jest dość ciekawa, ale jednak... ma się wrażenie, że gdzieś to już było, nie zapadła mi w pamięć aż tak mocno. Ale - again - jeśli chodzi o oryginalność to też mędrkować nie powinnam, bo jeśli posiadałabym drugie imię w internetach to całkiem możliwe, że byłoby nim "Odgrzewany Kotlet".

      Usuń
    5. Hm, może. Nie zastanawiałam się nad tym nigdy, bo i też zwykle postrzegam historię jako całość. Zwłaszcza że ja znam tę całość xD Ale wy jesteście biedni, nieszczęśni czytelnicy...
      Musiałabym mieć konkretny pomysł. Nie lubię tak... sztuka dla sztuki zupełnie, jednak wolę dysponować wizją, czymś solidnym, na czym mogę sobie budować historię. A póki takiego nie mam, będzie mi się pewnie planowało jak zawsze xD
      O, to przynajmniej tyle. Ja na przykład lubię przedstawić postaci na spokojnie, dać wszystkim do nich przywyknąć, a dopiero potem jakoś szaleć czy coś. Czasami to i tak nie wychodzi tak, jak się zaplanowało, ale cóż xD
      Przybrałam taką zasadę, by nie oceniać oryginalności pojedynczych elementów, tylko oryginalność całej historii albo chociaż większej jej części - bo wtedy to czegokolwiek się nie napisze, już było xD A szkoda tak tych wszystkich autorów wrzucać do wora nieudolnych, jak mogliby coś naprawdę ciekawego stworzyć ^^

      Usuń
  9. Taa.. Przebrnąć przez te wszystkie komentarze to nie lada wyczyn xd Nie lubię cię za to, że nie trafiłam tu wcześniej! A może powinnam nie lubić siebie? Już sama nie wiem :P
    Chodzi mi przede wszystkim o to, że jest za dużo blogów a za mało mnie. I ty będziesz przez to cierpieć. Tak. I wgl to zastanawiają mnie te miłości w spisie bohaterów. I koniec. Pozdrawiam, życzę weny i czego tam jeszcze chcesz ;p

    Junnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, z biegiem rozdziałów komciów coraz mniej raczej xD
      Możesz nie lubić trochę mnie i trochę siebie, taki zgrabny kompromis.
      Cokolwiek miało to znaczyć, myślę, że przeżyję xD No wiesz, niektórym zdarza się zakochiwać. A że szablon karty postaci mam jeden, no to ^^

      Usuń
  10. Przed wyruszeniem w drużynę należy zebrać drogę! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę obrazek po lewo (wiem, że się tak nie mówi, ale cóż...) i myślę "Dark Souls". Opis też taki trochę sugerujący ogólny rozp... nieporządek. Znaczy spoko. Potwory - tak. Ludożercy - tak. Ogólnie - zarys zapowiada się interesująco. Wybacz, że nie zostawiłem komentarza pod prologiem, ale jakoś mnie nie natchnął na pisanie czegoś. W sensie, ot, wstęp. Tutaj można już dowiedzieć się czegoś o świecie, w którym toczy się akcja. Nie jestem fanem prologów. Ale bo pisze o niczym.
    Przyszedłem tu licząc na solidne dark fantasy i mam nadzieję, że się nie zawiodę :)
    Mag, który jest wege... Może jeszcze studiuje prawo, hmm? :D Ale ten przynajmniej wie, kiedy się nie odzywać. :P
    A propos mięsa, spodziewam się dużo latających ochłapów typu odcięte kończyny itp. Oby. Będę niepocieszony jeśli nie wystąpią w chociaż śladowych ilościach.
    No... to tyle tytułem wstępu :)
    Pozdrawiam,
    Omegon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewinna ilustracja niosąca skojarzenia z jedną z najtrudniejszych gier ostatnich lat? Jeśli oczekujesz drugiego Dark Souls w tekście, niestety się zawiedziesz.
      Prolog - wbrew pozorom może - ma dość spore znaczenie dla tekstu, ale jeszcze nie na tym etapie. Sort of.
      To przede wszystkim high fantasy, ale mieści się w dark fantasy - chyba ze względu na dość luźne ramy dark? W każdym razie ja się zgłaszam do dark, bo tam zawsze jest mało, no.
      Mag-wege? Przepraszam, nie rozumiem. Jeśli nawiązujesz do komentarzy, to - zaprawdę - nie pamiętam ich już zupełnie.
      Śladowe ilości powinny być, tak myślę. Tho nie za szybko.

      Usuń